'Ten to dopiero lubi sobie chlapnąć'

Ten to dopiero lubi sobie chlapnąć

Na początku postawmy sprawę jasno – nie jestem ani znawcą, ani tym bardziej krytykiem sztuki. Na takiej, dajmy na to, sztuce abstrakcyjnej czy nowoczesnej znam się tak samo, jak na serwisowaniu broni termojądrowej, jednak nie przeszkadza mi to w darciu łacha na przykład z dzieł takiego Jacksona Pollocka. Wróć – Pollocka nawet szanuję, wszak nie jego wina, że potrafił malować niemal tak dobrze, jak mój czteroletni syn, jednak nie mogę spać spokojnie, kiedy wspominam, że za ochlapane przez niego farbą płótna ktoś jest w stanie zapłacić nawet 140 milionów dolarów. Jednak bohaterem dzisiejszego wpisu nie będzie malarz amerykański, ale chiński. Jednak i ten ostatni równie często lubi sobie chlapnąć. Czytaj dalej

'Nikt tak naprawdę nie jest świadomy, jak wygląda bieganie'

Nikt tak naprawdę nie jest świadomy, jak wygląda bieganie

Bieganie – niezwykle w ostatnim czasie popularny sposób marnowania wolnego czasu, który zdecydowanie lepiej spożytkować, surfując po internecie.

Pod tak kontrowersyjną definicją czynności, którą w umysłach Polaków zaszczepiły amerykańskie filmy i seriale, podpisałoby się cudzym nazwiskiem wielu z nas, gdyż nie każdy ma w sobie tyle odwagi, by przyznać, iż, podobnie jak ja, jest patentowanym leniem. Z kolei osoby uprawiające jogging mniej więcej w tym momencie kumulujące z myślą o mnie żółć, spieszę uspokoić. Nie tylko Wy, ale i prawdopodobnie większa część świata o bieganiu nie ma tak naprawdę pojęcia. Skąd o tym wiem? Wystarczy spojrzeć. Czytaj dalej

'Od dziś nie uwierzę już w prawdziwość żadnego zdjęcia znalezionego w internecie'

Od dziś nie uwierzę już w prawdziwość żadnego zdjęcia znalezionego w internecie

Sporo mówi się o tym, że nie warto wierzyć w prawdziwość wszystkiego, co przeczytamy czy zobaczymy w internecie. Ludzie mają jednak to do siebie, że chcą wierzyć. Kiedyś przyjmowali za pewnik wszystko to, co zostało zapisane czy wydrukowane. Teraz nasza wrodzona łatwowierność każde nam automatycznie wkładać do szufladki „prawda” to, co mignie nam nam na social mediowej ścianie. Trudno jednak nie nabrać się na jedną czy drugą ściemę, gdy te wykonane są z pieczołowitością, której mogliby pozazdrościć prawdziwi kronikarze. Oszustwo, moi drodzy, stało się bowiem prawdziwą sztuką. Jeśli do tej pory tego zauważyliście, to dzisiaj się o tym przekonacie. Czytaj dalej

'To prawdopodobnie najbardziej obrzydliwy wpis, jaki napisałem'
Saturn pożerający własne dzieci – Francisco Goya

To prawdopodobnie najbardziej obrzydliwy wpis, jaki napisałem

I świetnie się przy tym bawiłem

Ten wpis miał wyglądać nieco inaczej. Miało się w nim znaleźć kilka przykładów niewyjaśnionych, ale dobrze udokumentowanych zdarzeń tudzież ludzkich zachowań, które z powodzeniem mogłyby zainspirować Chrisa Cartera i spółkę do nakręcenia kolejnych, zdecydowanie lepszych niż te, które mogliśmy oglądać w tym roku, odcinków „Z archiwum X”. Albo kogokolwiek innego, do stworzenia bodaj scenariusza filmu, z powodzeniem hołdującego ludzkiej ciekawości tym, co trudne do wytłumaczenia. Miał, ale już na samym początku zbierania doń materiałów natrafiłem na informację o niejakim Tarrare. I po prostu nie mogłem się powstrzymać, przed poświęceniem osobnego wpisu tylko i wyłącznie jemu. Dlaczego? Czytaj dalej

Dinozaur sięgnął bruku

...czyli koncert "Iron Maiden" oczyma wieloletniej fanki. Nieco wkurwionej fanki.

I to tak. 21 lat prawdziwej, fanowskiej miłości. 6 koncertów. I od groma wspomnień. Jak złapałam transparent, co to był nim jeszcze przed chwilą owinięty Dickinson (i jak mi ten transparent wyrwali, został mi w ręce skrawek, który długo robił za talizman). Ta klasówka z chemii, na której napisałam „Nic nie umiem, byłam na koncercie Iron Maiden, przepraszam, poprawię” i ta notatka „No chyba że tak, poprawka we czwartek” (poprawiłam). Ten tydzień chodzenia do szkoły z precyzyjnym, sinym odciskiem glana na policzku (dostałam z buta od jakiegoś amatora stage divingu). Albo jak jakiś koleś zerwał rzemyki z szyi i mówi – „w życiu nie widziałem, żeby laska tak nap… pod sceną – masz, w dowód uznania” i ja te rzemyki nosiłam potem z dumą, jak zęby wrogów. O! a ten koncert, jak nic nie widziałam, więc się uśmiechnęłam do kolesia i cmoknęłam go w policzek a chwilę potem mogłam sobie oglądać wszystko z góry siedząc „na barana”. Czytaj dalej