To gówno nazywacie sztuką? Tak, w rzeczy samej

Najłatwiejszym sposobem na uniknięcie oskarżeń o bycie zboczeńcem i psychopatą, stanięcia przed sądem za obrazę uczyć religijnych czy linczu (głównie za to ostatnie) jest nazwanie wytworów swojej chorej fantazji sztuką. Oczywiście nie zawsze jest to w stu procentach skuteczne (kara dla TVN-u za polską flagę w psiej kupie została nałożona, jednak dopiero po 5 latach), ale wiele przykładów pokazuje, że najlepszą linią obrony jest przyznanie się do niepoczytalności. Wszak niektóre pomysły prawdziwych i domorosłych artystów mocno o nią zahaczają.

Im większe kontrowersje wzbudzi dane „dzieło”, tym większa szansa, na lukratywne oferty za jego odstąpienie zasobnym w fundusze kolekcjonerom. Dlatego niektórzy twórcy dwoją się i troją, by swoimi pracami wzbudzić zainteresowanie mediów, często przekraczając granice dobrego smaku. Inni z kolei w ogóle się nie starają, prowokując idiotycznymi w założeniu pomysłami, którymi… nie wiedzieć czemu zaczyna się interesować banda nadzianych idiotów. W ten oto sposób coś kompletnie bezwartościowego nabiera nie tylko wartości, ale też rykoszetem dostaje metkę prawdziwej sztuki, nie mając z nią jednak nic wspólnego. Chcecie przykładów? Proszę bardzo:

Odchody artysty

Jakby w odpowiedzi na pytanie postawione w tytule tego wpisu włoski artysta Piero Manzoni postanowił nasrać do 90 puszek i sprawdzić, jak dużo za jego ekskrementy są w stanie zapłacić nawiedzeni znawcy sztuki. Żartuję – nie byłby wtedy prawdziwym artystą. Tworząc w 1961 roku „Merda d’artista” Manzoni chciał pokazać zależność pomiędzy produkowaniem sztuki, a rzeczami, które produkuje człowiek.

Zapomniałem dodać, że każda puszka opatrzona jest autografem. Marzenie każdego łowcy.

Zapomniałem dodać, że każda puszka opatrzona jest autografem. Marzenie każdego łowcy.

Jego pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę (żeby nie powiedzieć „w dwójkę”) – pierwotnie wycenione na 37 dolarów zawierające 30 gramów gówna puszki (odpowiadało to ówczesnej cenie takiej samej wagowo ilości złota) w pierwszej dekadzie XXI wieku warte były dużo więcej. W 2007 roku jedną z nich sprzedano za 630 tysięcy złotych, a w 2008 kolejną już tylko za 494 tysiące złotych. Jak widać kryzys finansowy dał się we znaki i przy okazji drugiej aukcji ludzie stali się mniej rozrzutni.

To tylko niektórzy idioci, którzy cieszą się z kupna czyjejś kupy. Śmiejmy się razem z nimi.

To tylko niektórzy idioci, którzy cieszą się z kupna czyjejś kupy. Śmiejmy się razem z nimi.

Oszczany Chrystus

Jeśli powyższy przykład tak jak i ja nie jesteście w stanie włożyć do szufladki nazywanej sztuką, to co powiecie na wykonane w 1987 roku zdjęcie krucyfiksu zanurzonego w szklance pełnej moczu fotografa? „Eksponat” został nagrodzony przez jedną z amerykańskich galerii sztuki współczesnej – nagrodę ufundowała jedna z tamtejszych agencji rządowych, nie zdając sobie jednak sprawy, w co się pakuje.

Tak robiło się efekt sepii w czasach bez Instagrama

Tak robiło się efekt sepii w czasach bez Instagrama

Dwa lata później wybuchł skandal, kiedy na jaw wyszły informacje o wynagrodzeniu w kwocie 15 tysięcy dolarów dla autora, Andresa Serrano, a także dodatkowych pięciu tysiącach przekazanych mu w ramach wspomnianej nagrody przez National Endowment of Arts. W związku z oburzeniem nie tylko środowisk chrześcijańskich, Serrano zaczęto grozić śmiercią, a rządowe granty zostały odcięte – decyzję umotywowano… pogwałceniem doktryny o rozdziale państwa od kościoła.

Nie wiadomo jak traktować ten wandalizm - atak na symbol chrześcijaństwa, czy dzieło sztuki

Nie wiadomo jak traktować ten wandalizm – atak na symbol chrześcijaństwa, czy dzieło sztuki

Ufajdane łóżko

W 1998 roku brytyjska artystka Tracey Emin miała ciężką depresję i myśli samobójcze, dlatego przez kilkanaście dni praktycznie nie opuszczała swojego łóżka. Kiedy wreszcie się na to zdecydowała, uznała, że to co po sobie pozostawiła jest niepodrabialnym arcydziełem, na które składa się: upieprzona różnymi wydzielinami pościel i prześcieradła, poplamiona krwią menstruacyjną bielizna, walające się wokół łóżka niedopałki papierosów, pusta butelka po wódce i kilka zużytych prezerwatyw.

Spacer po dowolnym akademiku w sobotni poranek dostarczyłby więcej, zdecydowanie ciekawszych i ubarwionych eksponatów

Spacer po dowolnym akademiku w sobotni poranek dostarczyłby więcej, zdecydowanie ciekawszych i ubarwionych eksponatów

„Moje łóżko”, bo tak nazywa się dzieło sztuki, nominowano do prestiżowych Nagród Turnera, a następnie wystawiono w Tate Britain, co wywołało dość zabawną reakcję zwiedzających. Cytując wikipedię:

Podczas wystawy performerzy Yuan Chai i Jian Jun Xi wskoczyli na łóżko, aby – jak później wyjaśniali – ulepszyć dzieło sztuki. Swój performance nazwali Two Naked Men Jump Into Tracey’s Bed (pol. Dwóch nagich mężczyzn skacze na łóżko Tracey). Na łóżku odbyli także trwającą około 15 minut walkę na poduszki. Performerzy, mimo aplauzu publiczności, zostali usunięci przez ochronę i zatrzymani, jednak nie wszczęto postępowania w tej sprawie.

Po zajściu Tate Gallery chciało kupić projekt, jednak oferta została przebita przez Charles Saatchiego, który z własnej kieszeni wyłożył równowartość miliona złotych polskich, a następnie umieścił go pośród innych eksponatów swojej nowo otwartej galerii w Londynie. Rynkowa wartość ufajdanej pościeli i starych majtek w tej chwili dobija już do sześciu milionów złotych.

Jak sobie pościelisz, tak się sprzedasz

Jak sobie pościelisz, tak się sprzedasz

Nowojorskie śmieci

Zbulwersowany opinią swoich współpracowników twierdzących, że opakowanie nie ma żadnego znaczenia w sprzedaży produktu nowojorski artysta Justin Gignac postanowił udowodnić rzecz całkowicie odwrotną. Chodząc ulicami miasta zaczął zbierać śmieci i pakować je w zgrabne sześciany, które następnie wycenił na 10 dolarów od sztuki. Kiedy jednak ludzie zaczęli postrzegać śmieci jako pamiątki z Nowego Jorku, podniósł cenę do 25, a następnie 50 i 100 dolarów.

Na zdjęciu: 300 dolarów

Na zdjęciu: 300 dolarów

I wtedy stała się rzecz niezwykła – zainteresowanie „produktem” wzrosło do takiego poziomu, że chętni zaczęli postrzegać odpadki jako sztukę. Gignac rozwinął swój biznes, dołączając do swojego katalogu edycje limitowane – śmieci zebrane po zakończeniu ważnych dla miasta wydarzeń, upamiętniających okoliczności, które już nigdy miały się nie powtórzyć. Ameryka – tu pieniądze leżą na ulicy.

Wystarczy się schylić!

Wystarczy się schylić!

Gówniana Wenus

Zakończmy ten wpis tam gdzie go zaczęliśmy, zadając łatwe w kontekście całego zestawienia pytanie – co zrobić z nadmiarem ekskrementów (dorosła panda każdego dnia jest w stanie wyprodukować lekko ponad 20 kilogramów łajna, także jest z czego wybierać) wydalonych przez pandę? Tak, zgadliście (co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości) – gównianą, dosłownie i w przenośni, replikę słynnej Wenus z Milo. Ten 61-centymetrowy posąg powstał jako projekt chińskiego rzeźbiarza Zhu Chenga, który do pomocy zaprzągł kilku uczniów szkoły podstawowej w Chengdu.

W tym momencie skończyły mi się pomysły na podpisy pod zdjęciami

W tym momencie skończyły mi się pomysły na podpisy pod zdjęciami

„Wenus to piękna rzeźba”, tłumaczył Cheng w wywiadzie dla Los Angeles Times, dodając, że „stworzenie jej odpowiednika z ekskrementów stworzyliśmy wewnętrzny konflikt pomiędzy pięknem i odpadami, co samo w sobie stanowi magiczne dzieło sztuki„. Dodam tylko, że za tę magię postanowił zapłacić kolekcjoner ze Szwajcarii, wykładając aż 300 tysięcy yuanów, czyli około 150 tysięcy złotych polskich. I jak tu teraz napisać, że taka sztuka jest gówno warta?

Ponoć trzymana była w przeszklonym szczelnym pudle, dla ograniczenia cudownej woni zwierzęcego łajna

Ponoć trzymana była w przeszklonym szczelnym pudle, dla ograniczenia cudownej woni zwierzęcego łajna

Źródła:

  1. Odchody artysty: http://www.tate.org.uk/context-comment/articles/excremental-value
  2. Oszczany Chrystus: http://en.wikipedia.org/wiki/Piss_Christ
  3. Ufajdane łóżko: http://www.egs.edu/faculty/tracey-emin/articles/tracey-emins-my-bed/
  4. Nowojorskie śmieci: http://www.psfk.com/2012/09/justin-gignac-new-york-city-trash-cubes.html
  5. Gówniana Wenus: http://articles.latimes.com/2010/dec/19/world/la-fg-panda-art-20101219