Nie, to nie jest ogórek

Pod tym tylko pozornie enigmatycznym tytułem kryje się nie tylko sporych rozmiarów niespodzianka, ale też spory talent wprost z Kraju Kwitnącej Wiśni. Talent dotąd częściej kojarzony z mocno charakterystycznym bodypaintingiem (bo sformułowanie „malowanie ciała” w dzisiejszych czasach nie ma racji bytu), ale od czasu do czasu próbujący swoich sił również na innym polu. Wracając do tematu: co w takim razie prezentuje zdjęcie, które widzicie w nagłówku tego wpisu? Nie uwierzycie (frazeologia znana z czołowych portali internetowych bywa tu i ówdzie przydatna.).

Hikaru Cho, bo tak nazywa się autorka tej i poniższych prac potrafi bardzo prostymi środkami (bo jak inaczej nazwać pędzel i farbki?) przekształcić jeden produkt żywnościowy w całkowicie inny. Swoje mistrzowskie malarskie umiejętności pokazywała już wcześniej, lecz dopiero magiczną wręcz zamianą owocu w warzywo, warzywa w owoc i czegoś, co za cholerę nie potrafię nazwać (pomożecie?) w jajko udowodniła, iż jest artystką w pełnym tego słowa (a drugim w słowniku języka polskiego PWN) znaczeniu.

Cho jak dotąd przygotowała trzy transformacje żywnościowe, ale patrząc na furorę jaką błyskawicznie zrobiły w sieci, w najbliższym czasie możemy spodziewać się kolejnych szarlatańskich sztuczek w jej wykonaniu. Do tego czasu warto też przypomnieć sobie inne jej prace – te znajdziecie w małej galerii na zakończenie. Może nie walą po głowie jak „dzieła” pani Rubinke z poprzedniego wpisu, ale z pewnością robią nie mniejsze wrażenie.

hikarucho-31

hikarucho-32

hikarucho-33

hikarucho-34

hikarucho-35

 

 

Body painting w wykonaniu Hikaru Cho:

 

PS: Informowałem wcześniej na FB, zachęcę też tutaj. Jeszcze przez jakiś czas (chyba, że zainteresowanie formułą wzrośnie) możecie anonimowo (lub nie, Wasz wybór) zadawać KWP dowolne pytania na stronie ask.fm/kulturawplot. Jeśli więc nie lubisz / wstydzisz się swojego imienia, nazwiska albo internetowego pseudonimu, wal śmiało. Wszak ja także jestem anonimowy.