Tajna wiadomość odkryta w łusce naboju z II WŚ odszyfrowana

Niemcy z pewnością nie będą zadowoleni.

Uwielbiam takie odkrycia i chociaż to siłą rzeczy więcej wspólnego ma z historią niż kulturą, zdecydowałem się opisać je na łamach KULTURĄ W PŁOT, przeczuwając, że i Was może zainteresować. Spójrzmy prawdzie w oczy – któż z nas nie lubi opowieści o łamaniu ponad 70-letnich szyfrów, zwłaszcza jeśli wiadomość, która została zakodowana może być tak zabawna?

Początek sierpnia 1944 roku. Aliantom wreszcie udaje się przełamać niemiecką linię obrony i wydostać się z Normandii. W tym samym czasie brytyjska 8. armia okupuje już położoną w Toskanii Florencję, wciąż jednak ścierając się z niedającymi za wygraną żołnierzami Wehrmachtu. Podczas jednej z potyczek angielski żołnierz przygotowuje zaszyfrowany komunikat, który następnie umieszcza w łusce naboju, w celu bezpiecznego przetransportowania go do dowództwa. Wiadomość niestety nie wydostaje się poza pole bitwy i przez kolejne 70 lat przykrywana jest kolejnymi warstwami ziemi.

Łuska przed otwarciem

Łuska przed otwarciem

Styczeń 2015 roku. Grupa włoskich miłośników poszukiwania skarbów za pomocą wykrywaczy metali natrafia na miejsce, w którym porozrzucane są przedmioty należące do wspomnianego wojaka. Początkowo odnajduje jedynie kilka przedmiotów będących częścią standardowego ekwipunku wojsk alianckich, w tym insygnia 372. pułku 83 Dywizji Piechoty. Krótko mówiąc – nic nadzwyczajnego (z wyjątkiem faktu, że 372. pułk nigdy nie walczył we Włoszech). Jednak dla pewności dociekliwi poszukiwacze pojawiają się na miejscu również dzień później, w celu sprawdzenia, czy w okolicy nie znajdą czegoś bardziej wartościowego. Jak się wkrótce okazuje, było warto.

"Wierni i gotowi"

„Wierni i gotowi”

Przemieszczając się z wykrywaczem po otwartym polu w bliżej nieokreślonym rejonie południowej Toskanii jeden z poszukiwaczy odnalazł podejrzanie wyglądającą, ręcznie domkniętą łuskę po naboju. Po jej otwarciu jego oczom ukazała się zwinięta w rulon karteczka, na której ktoś napisał na pierwszy rzut oka niezrozumiały ciąg znaków.

W chwilę po otwarciu

W chwilę po otwarciu

Nie posiadając umiejętności kryptograficznych Włoch postanowił opublikować zdjęcia swojego znaleziska na forum internetowym, gdzie niedługo potem rozgorzała dyskusja na temat treści zaszyfrowanej wiadomości. Inny bywalec wspomnianego forum przypomniał sobie wówczas, że jego walczący w II wojnie światowej na terenach Półwyspu Apenińskiego dziadek zostawił mu w spadku swój wojskowy osprzęt. A także książki kodowe.

Zaszyfrowana wiadomość

Zaszyfrowana wiadomość

Zaglądając do nich błyskawicznie odszyfrował komunikat, który 13 sierpnia 1944 roku został nadany do dowódcy, posługującego się kryptonimem QM. Oto jego treść w oryginale:

THEY – THROW – GRANADES – WE – PULL – PINS – AND – THROW – BACK

Co tłumaczy się jako: „Rzucają w nas granatami. Wyciągamy z nich zawleczki i odrzucamy„. Kod podany na zakończenie tej wiadomości to standardowa formułka, nadawana w przypadku braku konieczności wysyłania wsparcia:

NOTIFY REINFORCEMENTS STAND DOWN – NOT NEEDED

Nic dziwnego, że wsparcie nie było potrzebne – jak wynika z wiadomości żołnierze niemieccy rzucali w aliantów… nieodbezpieczonymi granatami. Jak to w ogóle możliwe?

Inny użytkownik wspomnianego forum szybko znalazł prawdopodobny powód zatrważającej głupoty nazistów. Bardzo możliwe, że w momencie, gdy skończyły się im granaty produkcji niemieckiej, zaczęli używać pocisków ręcznych włoskiej produkcji (skonfiskowane włoskiej armii po 3 września 1943, kiedy ta skapitulowała pod alianckim naporem). A te dla bezpieczeństwa żołnierzy posiadały nie jedną, ale dwie zawleczki.

"Safety strip" i "second safety strip" to własnie dwie zawleczki

„Safety strip” i „second safety strip” to własnie dwie zawleczki

Niestety, przez 11 miesięcy nikt nie był łaskaw poinformować Niemców, że rzucając te granaty oddają dane starcie walkowerem. I nawet siedem dekad po tym zajściu wciąż wzbudzają uśmiech politowania weteranów najkrwawszej wojny w dziejach świata.

Źródła zdjęć i informacji: