Leonardo da Vinci też musiał szukać pracy. I sam pisał CV

Co w takim razie powstrzymuje Ciebie?

Wydawałoby się, że najznamienitszy człowiek renesansu, malarz, architekt, filozof, pisarz, odkrywca, muzyk, matematyk, mechanik, anatom, wynalazca i geolog (pewnie o czymś zapomniałem) raczej nie powinien mieć problemów ze znalezieniem zatrudnienia, gdziekolwiek by nie poszedł. Ale on też miał kiedyś 30 lat i zastanawiał się co zrobić ze swoim życiem. A kiedy ze wszystkich rzeczy które potrafisz robić, najwięcej frajdy sprawia Ci projektowanie i wytwarzanie rzeczy, które nie tylko mordują, ale robią też przy tym sporo hałasu, musisz jakoś w jakiś sposób zrobić rachunek sumienia i podsumować swój dotychczasowy dorobek.

Da Vinci w dość stresującej sytuacji szukania pracy znalazł się w roku 1482. Młodsi czytelnicy mogą nie pamiętać, ale były to czasy, kiedy internet dopiero raczkował, autor pierwszej europejskiej namiastki gazety jeszcze się nie narodził, a listy doręczały gołębie pocztowe (o ile wcześniej nie przecięły trajektorii lotu wystrzelonej w ich kierunku strzały). Mimo to do świeżo upieczonego 30-latka z Toskanii doszły słuchy, że regent Mediolanu (który dwanaście lat później został księciem), niejaki Ludwik Sforza poszukuje na swój dwór osoby o predyspozycjach zbliżonych do tych, które demonstrował właśnie Leonardo z Anchiano w gminie Vinci.

Co postanowił zrobić rówieśnik przyszłego księcia? To co w dzisiejszych czasach musi robić każdy z nas, chyba że woli żyć na garnuszku czy egzystować jako zakładnik wierzycieli – w ciekawy sposób zaprezentować potencjalnemu pracodawcy swoje umiejętności, spisując je na spilśnionej masie włóknistej pochodzenia organicznej w postaci odpowiednika współczesnego CV.

davinci-cv

Jeśli macie problem z przeczytaniem powyższego (co dziwne, wszak w przeciwieństwie do tego co o wybitnej postaci się mówi, akurat ten list nie napisał w sposób lustrzany), poniżej przytaczam tłumaczenie, które w swym nieskończonym geniuszu przygotował doskonały Leopold Staff. Sprytny Leonardo tak perfekcyjnie sprzedaje się w wysłanym piśmie, że do litania ze wstępu do tego wpisu z powodzeniem możemy dopisać wirtuoz osobistego PR-u.

Poznawszy, dostojny Panie, i zbadawszy doświadczenia wszystkich tych, którzy mienią się być mistrzami w sztuce wynajdywania maszyn wojennych, i sprawdziwszy, że maszyny ich nie różnią się niczym od będących w powszechnym użyciu, postaram się, nie czyniąc nikomu krzywdy, odkryć Waszej Ekscelencji pewne tajemnice będące moją osobistą własnością i po krótce tu wyliczone:

1. Znam sposób budowania mostów bardzo lekkich, mocnych i łatwo przenośnych (…).

2. W przypadku oblężenia miejsca wiem, jak odprowadzić wodę z fos i budować (…) drabiny i inne przyrządy do szturmu.

3. Item, jeżeli z powodu wysokości lub mocy miejsce nie może być zbombardowane, znam sposób niszczenia zamków lub fortec, których posady nie są kamienne.

4. Umiem sporządzić bombardy łatwo przenośne, które rzucają małe kamienie na kształt burzy (…).

5. Item, za pomocą przejść podziemnych, ciasnych i krętych, drążonych bez hałasu, umiem prowadzić drogę nawet pod fosami i rzeką.

6. Item, umiem budować wozy zakryte i niezniszczalne, które wioząc artylerię, przełamują szeregi nieprzyjacielskie i rozbijają najsilniejsze wojska, a infanteria może postępować za nimi bez trudności.

7. Umiem sporządzać w potrzebie działa, moździerze, pociski ogniowe o kształcie praktycznym i pięknym i różne od będących w użyciu.

8. Tam, gdzie nie można posługiwać się działem, mogę zastąpić je przez katapulty i inne narzędzia do rzucania pocisków, o skutku zadziwiającycm i dotychczas nieznane; wreszcie w jakimkolwiek bądź wypadku umiem znaleźć niezliczone środki do ataku i do obrony.

9. Jeśli chodzi o bitwę morską, to posiadam liczne maszyny o największej sile, tak dla ataku, jak i obrony, i statki, które opierają się najżywszemu ogniowi, i prochy, i pary.

10. W czasie pokoju mogę dorównać, jak wierzę, komukolwiek bądź w architekturze, wznoszeniu pomników prywatnych czy publicznych i przeprowadzaniu wody z miejsca na miejsce. Umiem wykonywać rzeźby w marmurze, brązie, terakocie, w malarstwie umiem zrobić to, co zrobiłby inny, kimkolwiek by on był. Poza tym podjąłbym się wykonać konia z brązu na wieczną paniątkę Waszego Ojca i dostojnego domu Sforzów.

A jeśliby którakolwiek z powyżej wymienionych rzeczy wydawała się wam niemożlwą lub niewykonalną, jestem gotów uczynić próbę w waszym parku lub wszelkim innym miejscu wedle upodobania Waszej Ekscelencji, której polecam się z całą pokorą.

Jeśli przeraża Was ogrom umiejętności (przypominam, wówczas jeszcze 30-letniego) Leonardo, musicie wiedzieć, że demonstruje w nim… zadziwiającą skromność. Tak, to nie żarty. Da Vinci spisał tu wyłącznie te sprawności czy kompetencje, które mogą okazać się przydatne na dworze przyszłego księcia. To, że kilka lat wcześniej namalował obraz ołtarzowy w kaplicy św. Bernarda w pałacu Vecchio nie było wydarzeniem z życiorysu wartym najmniejszej nawet wzmianki.

Nie ma się czym chwalić.
Nie ma się czym chwalić.

Jak się później okazało, błędu nie popełnił. Sforza był pod takim wrażeniem tego, co zostało mu przesłane a następnie zademonstrowane (należy dodać, że po przybyciu na dwór genialny Włoch zaprezentował też nienaganne maniery, a także napomknął o swoich talentach artystycznych), że zdecydował się opłacać wszechstronnie uzdolnionego mężczyznę przez kolejne 16 lat. Przez ten czas Toskańczyk tak bardzo udoskonalił swoje umiejętności, że do kolejnych pracodawców pisać już nie musiał.

Ci pewnie sami ustawialiby się do niego w kolejce, gdyby nie fakt, że przed szereg wystąpili Francuzi pod wodzą Ludwika XII Walezjusza, który zająwszy Lombardię i wkroczywszy do Mediolanu sprokurował ucieczkę Ludwika Sforzy. Opuszczonemu przez protektora Leonardowi zaoferowali nowe stanowisko, które ten siłą rzeczy przyjąć musiał. Długo u nich miejsca jednak nie zagrzał, bo jak się pewnie domyślacie, praca w korpo… tfu, w korpusie nie była na liście jego priorytetów. Kolejnego opiekuna da Vinci znalazł więc bardzo szybko, ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

Na zakończenie wróćmy jednak do pytania z początku tego wpisu. Skoro nawet Leonardo da Vinci musiał „zniżyć się” do wysyłania CV, to co w takim razie powstrzymuje Ciebie? No właśnie.

 

Źródła informacji i zdjęć: