Niepozorne zdjęcie, które uratowało ludzkie życie

Historia, którą za chwilę przeczytacie z powodzeniem mogłaby się wpisać w bogato zdobiony scenariusz pełnego zwrotów w akcji filmu wojennego. I na fragment takowego faktycznie wygląda. W przeciwieństwie jednak do hollywoodzkich produkcji, które pełne są naciąganych lub kompletnie sfabrykowanych epizodów, niepozorna, niczym niewyróżniająca się fotografia z nagłówka, była głównym bohaterem autentycznego wojennego incydentu. Zajścia, podczas którego co prawda nie ważyły się losy świata, ale które decydowało o życiu lub śmierci mężczyzny, na co dzień raczej nieprzywiązującego do obramowanego kadru większej wagi. Nawet pomimo faktu, że jedną z osób na nim uwiecznionych był jego ojciec. Kim był natomiast drugi mężczyzna?

Łapanka

Mroźna zimowa noc z 12 na 13 stycznia 1945 roku. Linia frontu wschodniego przechodzi niemal dokładnie przez obecnie usytuowaną w województwie podkarpackim wieś Jodłowa. Do stacjonujących opodal niemieckich wojsk przychodzą rozkazy natychmiastowego wyłapania wszystkich mężczyzn, którzy jeszcze ostali się w okupowanej przez nich okolicy i wcielenia ich do lokalnej jednostki pracy przymusowej. Wybudzani ze snu, odnajdywani według listy Polacy mają na stawienie się tylko dwie godziny, a w perspektywie prawdopodobną śmierć w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Linia frontu wschodniego z niezaznaczoną Jodłową na wschód od Krakowa
Linia frontu wschodniego z niezaznaczoną Jodłową na wschód od Krakowa

Około 300 mężczyzn zostaje zidentyfikowanych i zagnanych do oddalonego o 20 kilometrów od Jodłowej Tuchowa, skąd w bydlęcych warunkach pociąg towarowy przetransportuje ich do Wrocławia. Tam zmuszeni będą do kopania rowów przeciwczołgowych w skutej lodem ziemi podczas oblężenia miasta. Wielu z nich nie przeżyje siermiężnych warunków. Nieokreślona liczba zginie od odłamków bomb i zabłąkanych lub wycelowanych bezpośrednio w nich pocisków.

Przypadek

Jeden z żołnierzy wpada do domu niejakiego Stanisława (nazwisko, na życzenie rodziny, do wiadomości KWP), również wyznaczonego do wywozu. Wydaje mu rozkaz ubrania się i spakowanie tylko najpotrzebniejszych rzeczy, bacznie obserwując każdy jego ruch z pistoletem w dłoni. Wodząc za nim wzrokiem zauważa wiszącą na ścianie fotografię, przedstawiającą dwóch mężczyzn w mundurach z okresu I wojny światowej.

Dwaj przyjaciele z pobojowiska
Dwaj przyjaciele z pobojowiska

Zastanawiając się, co taka fotografia robi w polskim domu, pyta zbierającego się do wyjścia Stanisława, co wie o uchwyconych na nim żołnierzach armii austro-węgierskiej. Ten odpowiada, że wyższy mężczyzna to jego ojciec Jan, ale nie ma zbytnio pojęcia kim jest ani jak nazywa się ten niższy. Wie jedynie, że w czasach przed wybuchem Wielkiej Wojny zdążyli się zaprzyjaźnić. Na skutek przedziwnego splotu okoliczności, personalia drugiej osoby znane są jednak powoli odkładającemu broń niemieckiemu żołnierzowi. Z jego ust pada jedno zdanie: Ten drugi to też ojciec, mój.

Historia jednej fotografii

Cofnijmy się na moment o dodatkowe 30 lat w przeszłość. Podkarpacie, a w zasadzie Galicja, była wówczas częścią Monarchii Austro-Węgierskiej. To wielonarodowe państwo związkowe istniało zaledwie 51 lat, ale uważane było za jedno z największych mocarstw na świecie. Jego armia była mieszanką przedstawicieli kilkunastu narodów i w celu utrzymania dyscypliny oraz dla ułatwienia komunikacji starano się utrzymać jednolity skład narodowościowy poszczególnych pułków. W Austro-Węgrzech lansowana była też idea ponadnarodowego charakteru monarchii i jej armii, toteż niektóre oddziały pozostawały mieszankami posługujących się różnymi językami osób. W jednym z nich los postanowił umieścić dwóch mężczyzn, których na zdjęciu trzy dekady później w najmniej oczekiwanym momencie rozpoznał naganiający Polaków do komendantury „niemiecki” żołnierz.

Różne mundury w armii austro-węgierskiej
Różne mundury w armii austro-węgierskiej

Cudzysłów, który nagle pojawił się w powyższym zdaniu nie jest dziełem przypadku. Podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej do swojej armii werbowali Austriacy, tak podczas II wojny światowej czynili Niemcy. Z rozmowy, jaką łamaną mieszanką polskiego i niemieckiego przeprowadził Stanisław i jego niedoszły oprawca wynikło, że ten ostatni został do Wehrmachtu wcielony siłą. I podobnie jak przed laty jego ojciec spotkał ojca Polaka, tak teraz on spotkał jego syna. A że ich rodzice byli przyjaciółmi, nie mógł pozwolić, aby Staszkowi stało się coś złego.

Wielka ucieczka

Nie mógł też jednak wrócić do oddziału bez wyznaczonej z listy osoby – inaczej sam nabawiłby się kłopotów. Po krótkiej naradzie mężczyźni doszli do porozumienia – Polak pójdzie bez szemrania za Austriakiem, dołączy do kolumny maszerującej na wspomniany Tuchów, a gdy tylko nadarzy się okazja, dostanie od pilnującego go nowego znajomego sygnał do ucieczki. Stanisław zaryzykował, ale opłaciło się – wkrótce po wyjściu z Jodłowej kolumna przeniosła się na nieco bardziej zalesione tereny. W wyniku zamieszania wywołanego przez innych maszerujących, austriacki żołnierz niemieckiej armii rozkazał Polakowi uciekać w krzaki, skąd po odczekaniu dłuższej chwili udał się z powrotem do domu.

Jodłowa - czasy dzisiejsze
Jodłowa – czasy dzisiejsze

Dwa dni później do Jodłowej wkroczyła Armia Czerwona, skutecznie przepędzając resztki niemieckich oddziałów z terenów wsi w ramach „wyzwalania”. Na szczęście żołnierze radzieccy nie potrzebowali dodatkowego wsparcia ze strony Polaków i Stanisław mógł pozostać w swoim domu. Do końca swojego życia mieszkał na wsi, gdzie prowadził gospodarstwo, od czasu do czasu wspominając swojego wybawcę, którego już nigdy więcej nie spotkał.

EPILOG

Powyższej historii nie znajdziecie w podręcznikach, ani nawet książkach opisujących dzieje południowo-wschodniej Polski. Została mi ona przekazana przez prawnuka pana Jana, którego drogi dzięki szeregowi jeszcze innych zbiegów okoliczności skrzyżowały się z moimi. Wspomniany młodzian wkrótce zostanie moim szwagrem, także dalszą część historii rozpoczętej pewnej zimowej nocy u schyłku wojny będę mógł już obserwować na bieżąco. A wszystko dzięki jednej niepozornej fotografii.