Najbardziej spektakularny żart primaaprilisowy w historii

Tytuł tego wpisu może wydawać się mocno bombastyczny, ale tylko do momentu, kiedy poznamy szczegóły dopracowanego w każdym szczególe dowcipu. Dowcipu, który zmobilizował trzy oddziały policji, postawił w stan gotowości armię oraz stał się sensacją medialną, o której mówiły wszystkie krajowe radiostacje i telewizje przez kilka kolejnych tygodni.

Jak się pewnie domyślacie, wszystko co za chwilę przeczytacie miało miejsce w przeddzień (miało być w dzień, ale wiały niekorzystne wiatry) pierwszego dnia kwietnia roku Pańskiego tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego. 39-letni wówczas Richard Branson (tytuł szlachecki miał dostać dopiero 11 lat później) jak co roku wraz ze swoją ekipą postanowił spłatać wszystkim figla. Tym razem jednak, oprócz najbliższej rodziny, przyjaciół i pracowników chciał też nabrać nieco szersze grono osób.

Zdjęcie wykonane przez jednego ze świadków wydarzenia (fot. Virgin)
Zdjęcie wykonane przez jednego ze świadków wydarzenia (fot. Virgin)

Nikt jednak przewidział, jak wielkie zamieszanie wywoła niewinny w założeniu, a spektakularny w wykonaniu żart z udziałem przybyszów z obcej planety. Tak, dobrze czytacie – w 1989 roku Branson „wybudował” niezidentyfikowany obiekt latający (lub, jak kto woli, NOL czy też UFO), który następnie przeleciał nad stolicą Wielkiej Brytanii wczesnym porankiem ostatniego dnia marca.

Wystartowaliśmy skonstruowanym specjalnie na tę okazję balonem około czwartej nad ranem. Lecieliśmy w kierunku Londynu, co około 10 sekund odpalając lampy stroboskopowe. Z góry obserwowaliśmy, jak każdy przejeżdżający samochód w zasięgu zatrzymywał się z piskiem opon oraz próbowaliśmy zliczyć gromadzące się osoby, patrzące na przelatujące nad ich głowami UFO. Zanim dotarliśmy nad autostradę prowadzącą do miasta zaczynało już świtać – wspominał Branson.

We wpisie na swoim blogu Branson wspomina, jak doskonałą zabawą było oglądania reakcji zaskoczonego tłumu. Ze zgrozą też przyznaje, że ani on, ani nikt z zaangażowanych w realizację dowcipu osób nie podejrzewał, że pamiętnego poranka na nogi została postawiona policja, armia oraz mass media. Co do tych ostatnich to pewnie przesadza (wszak zależało mu na rozgłosie), ale ani funkcjonariuszy, ani żołnierzy w całą akcję nie wkalkulował.

Tak UFO wyglądało od spodu. (fot. Virgin)
Tak UFO wyglądało od spodu. (fot. Virgin)

Kiedy niezidentyfikowany obiekt latający wreszcie wylądował na polu pod Londynem, został otoczony przez trzy oddziały policji. Spośród nich tylko jeden zdecydował się na zgotowanie powitania przybyszom z obcej planety, udając się w kierunku zmodyfikowanego balonu uzbrojony wyłącznie w tradycyjną gumową pałkę.

Drzwi latającego spodka powoli się otworzyły, a z zewnątrz buchnęły opary sublimującego suchego lodu. Ze środka wyszedł przebrany za bohatera filmu „E.T.” karzeł, z którym leciałem balonem. Szedł w kierunku policjanta, z którym chciał się przywitać, lecz ten szybko się odwrócił i uciekł do swoich towarzyszy.

E.T. jednak nie chciał do domu.
E.T. jednak nie chciał do domu.
„W ciągu 20 lat służby nigdy nie byłem tak przerażony, jak tamtego poranka” – wspominał później uciekający policjant.

Ci dopiero po chwili zorientowali się, że całość była żartem. Funkcjonariusze chcieli następnie aresztować sprawców całego zamieszania, ale ostatecznie Bransonowi udało się ich przekonać, że takie rzeczy tego dnia są wszak dopuszczalne. Pomysłodawcy się upiekło, ale zdjęcia z nalotu kosmitów przez lata niektórzy niedoinformowani fani teorii spiskowych przedstawiali jako niepodważalny dowód istnienia obcych cywilizacji.


A my zadajmy sobie pytanie: po co byłyby Bransonowi pieniądze, jeśli nie bawiłoby ich wydawanie? No właśnie.