Dlaczego zakreślacz wygląda tak, jak wygląda?

Każdy z nas miał go w ręce przynajmniej kilka razy. Bez niego przyswajanie dłuższych partii tekstu byłoby wybitnie utrudnione. Z jego pomocą wzrokowcy (i nie tylko) byli w stanie zdać niejeden egzamin, a nauczyciele wskazać cały, niekończący się wręcz szereg błędów. Ale czy zastanawialiście się, dlaczego najpopularniejszy zakreślacz wygląda tak, jak wygląda? Aż trudno uwierzyć, że tak genialny koncept mógł być dziełem szczęśliwego splotu okoliczności. I ludzkiej frustracji.

To, bez czego większość głodnych wiedzy osób nie wyobraża sobie życia, po raz pierwszy weszło do użycia w latach 60. XX wieku. Wcześniej, do zaznaczania określonych partii tekstu ludzie musieli posiłkować się szaroburymi, mocno koślawymi liniami (to można było poprawić wsparciem linijki), nanoszonymi na papier za pomocą pióra, mocno niedoskonałego jeszcze wówczas długopisu czy, w najlepszym wypadku, ołówka. Jak wspomina w książce „A Better Pencil” (z ang. „Lepszy ołówek”) profesor amerykańskiego Uniwersytetu Illinois Dennis Baron, przed nastaniem epoki zakreślacza, uważni czytelnicy „mogli polegać wyłącznie na odpowiedniej kombinacji podkreśleń i notatek na marginesie”. A tych ostatnich nie dało się przecież poszerzać w nieskończoność.

Odstępów między liniami też nie.

Odstępów między liniami też nie.

Przełom nastąpił w 1962 roku wraz z wynalezieniem przez Japończyka Yukio Horie flamastra, który wykorzystywał oparty na wodzie atrament. Rok później papierniczy amerykański gigant Carter’s Ink opracował na bazie wynalazku Horie marker, którego półprzeźroczysty atrament nie tylko umożliwiał zaznaczanie bez zamazywania, ale też zdecydowanie bardziej efektywnie przyciągał uwagę. Co więcej, oparcie atramentu na wodzie (a nie, jak do tej pory, na alkoholu), było o tyle dobre, że powstrzymywało charakterystyczny żółty czy różowy kolor przed „przebijaniem się” na drugą stronę kartki papieru.

Poznajcie Güntera.

Poznajcie Güntera.

Do roku 1970 zakreślanie tekstu stało się tak popularne, że zaczęło wypierać tradycyjnie i mało praktyczne podkreślanie. Używane jednak do tego celu narzędzia piśmiennicze były dalekie od doskonałości. Tradycyjny kształt nie tylko samego flamastra, ale także jego końcówki (która pozostawała zaostrzona), mocno skrytykował niejaki Günter Schwanhäusser – ówczesny prezes działającej od 1855 roku firmy STABILO (wówczas Schwan-STABILO). Kiedy w 1971 roku w poszukiwaniu nowych rozwiązań udał się do USA, zaskoczyła go popularność nowego rodzaju markera, którym wówczas posiłkowali się już niemal wszyscy studenci. Mając jednak sporo uwag co do komfortu użytkowania, postanowił amerykański projekt udoskonalić po powrocie do rodzinnej Norymbergi.

Czekało go sporo pracy, nie ukrywajmy. (na zdj. pracownicy wytwórni ołówków Schwan-Stabilo pod koniec lat 30.)

Czekało go sporo pracy, nie ukrywajmy. (na zdj. pracownicy wytwórni ołówków Schwan-Stabilo pod koniec lat 30.)

Prezes STABILO zlecił działowi badawczo-rozwojowemu opracowanie właściwej, a zarazem mocno wyróżniającej się formy nowego rodzaju flamastra. Schwanhäusser obawiał się, że jeśli odpowiednio wcześnie nie zostanie taka stworzona, produkt jego firmy nie będzie miał szans na odpowiednio szybkie i efektywne podbicie europejskich rynków. Czas płynął, jednak jedyne co udało się technikom uzyskać, to udoskonalona wersja atramentu (mniej brudzący, bardziej przeźroczysty i jeszcze bardziej jaskrawy), który mogła służyć zakreślaniu tekstu zarówno drukowanego, jak i pisanego odręcznie – bez jego rozmazywania. Zmiana kształtu samego markera okazała się jednak przeszkodą niemal nie do przeskoczenia.

Samo logo też wymagało kilku korekt, z czasem upraszczając się jedynie do charakterystycznego łabędzia. (z niem. "Schwan" to łabędź, a przy okazji fragment nazwiska założycieli firmy)

Logo firmy też wiele przeszło. Łabędź (niem. „Schwan”) był jednak zawsze

Technicy pracowali dzień i noc w pocie czoła szukając rozwiązania jednocześnie charakterystycznego i wygodnego. Mazak zwężano, poszerzano, skracano, wydłużano, nadawano mu najróżniejsze kształty – od okrągłego, przez sześciokątny, aż do stożkowatego. Żaden z nich nie spełniał jednak kluczowych założeń. Kolejne projekty były odrzucane albo przez szefa działu R&D (jak to się teraz ładnie nazywa), albo przez samego Güntera. Poziom frustracji narastał – zaczęła się nerwówka, która nie pomagała w przygotowywaniu coraz to nowych glinianych modeli. Nagle, pewnego dnia, szala goryczy została przelana. Po kolejnym „nie”, wściekły projektant, który sądził, że walcowaty i skrócony kształt będzie już tym ostatecznym, z pełnym impetem uderzył otwartą dłonią w miękki jeszcze model, rozpłaszczając go na stoliku projektowym.

Też bym się wkurzył.

Też bym się wkurzył.

I wtedy doznał olśnienia. To było to – krótkie, szerokie, a zarazem płaskie. Schwanhäusser był tak wniebowzięty, że natychmiast rozkazał przygotowanie odlewu, za pomocą którego można było ruszyć z masową produkcją. Przy okazji wpadł na pomysł, aby kolor obudowy markera był w tym samym jaskrawym i przykuwającym wzrok kolorze co atrament, który zawierała. A że prezes STABILO był bardzo pewny sukcesu, zdecydował się nadać nowemu produktowi chwytliwą i zrozumiałą na całym świecie nazwę BOSS. Tak żeby pokazać, kto od teraz będzie rządził w sklepach papierniczych w każdym zakątku świata.

Fakt, że BOSSa używał premier rządu Nadrenii-Palatynatu, a następnie kanclerz RFN Helmut Kohl bardzo przydawał się do promocji produktu.

Fakt, że BOSSa używał premier rządu Nadrenii-Palatynatu, a następnie kanclerz RFN Helmut Kohl bardzo przydawał się do promocji produktu.

BOSS przyjął się tak dobrze, że przyczynił się do błyskawicznego rozwoju rodzinnej firmy z Norymbergi. Ta z roku na rok zwiększała obroty, wprowadzała na rynek kolejne uniwersalnie rozpoznawalne produkty (żeby wspomnieć tylko o kultowym tu i ówdzie cienkopisie point 88) i stała się światowym potentatem produkcji przyborów piśmienniczych. A charakterystyczny sposób zakreślania potrafił przeskoczyć nawet do świata cyfrowego, tak że nikt nie wyobraża sobie obecnie edytora tekstu pozbawionego możliwości zaznaczania tekstu określonym kolorem. I pomyśleć, że aby to osiągnąć, wystarczyło jedynie walnąć pięścią w stół, dając upust tłumionym wewnątrz negatywnym emocjom.

KONKURS

Po napisaniu tego tekstu skontaktowałem się z polskim dystrybutorem przyborów piśmienniczych marki STABILO. Ten przekazał dla czytelników KULTURĄ W PŁOT dziesięć zestawów najpopularniejszych produktów – największych klasyków STABILO: opisywanych tu zakreślaczy BOSS, cienkopisów point 88 oraz flamastrów Pen 68.

zakreslacz-konkurs

By stać się ich posiadaczem wystarczy w ramach tego mikołajkowego konkursu zrobić co następuje:

Weź do ręki ulubioną książkę (lub jej kserokopię / wydruk), a następnie  zaznacz w tekście zabawny / ciekawy / godny udostępnienia cytat.  Następnie zrób zdjęcie zakreślonemu fragmentowi i prześlij na adres konkurs@kulturawplot.pl z dopiskiem  STABILO KWP. 

Pierwszych 10 osób, które spełni powyższe wymogi, jeszcze przed Bożym Narodzeniem znajdzie w swoich skrzynkach pocztowych świąteczne prezenty. Termin nadsyłania zgłoszeń to 12 grudnia 2015 roku (godz. 23:59). Ogłoszenie wyników nastąpi 13 grudnia, a do 16 grudnia czekać będę na adresy zwycięzców, pod które najpóźniej 18 grudnia zostaną wysłane nagrody. Najciekawsze propozycje zostaną opublikowane w stosownym wpisie. Powodzenia!