Diabeł tkwi w szczegółach

Dobra piosenka rodzi się w bólach. Spory udział w procesie jej powstawania może mieć oczywiście natchnienie, jednak o tym, czy ostatecznie stanie się hitem decyduje ciężka praca. Oraz różne drobiazgi. Drobiazgi, takie jak, dajmy na to, wstawienie odpowiedniego słowa w odpowiednie miejsce, zmiana jej tytułu czy zaproszenie do śpiewania kolegi po fachu, który może nie zrobi tego lepiej od autora, ale na pewno pomoże doszlifować formowany z wielkim mozołem diament. Gdyby nie tego rodzaju zabiegi wiele przebojów mogło nie tylko nie trafić na szczyty prestiżowych list czy zestawień, ale też nie zapaść w pamięci nawet najbardziej zagorzałym fanom. Lub zwyczajnie wylądować w koszu.

Czy właśnie tam mogły trafić niniejsze wczesne wersje znanych utworów? Mocno wybrakowane, ale noszące znamiona wirtuozerii, czy po prostu bez porównania słabsze od ich finalnych form?

Under Pressure – Queen & David Bowie

Zanim powstał jeden z najbardziej legendarnych kawałków w dziejach muzyki, Queen próbowało swoich sił z utworem „Feel Like”. Muzycy nie byli jednak zadowoleni z efektów swojej pracy (posłuchajcie, a zrozumiecie dlaczego) i przez moment wydawało się, że pójdzie ona na marne. Z odsieczą zespołowi przybył sam David Bowie, który przybył do Montreux nagrać wokal wspierający utwór „Cool Cat”. Jak się jednak okazało, po nagraniu tej ostatniej, Bowie powiedział, że to on nie jest zadowolony ze swojego wykonu i poprosił o usunięcie go z utworu.

David zasiadł więc z Freddie’em, Brianem, Johnem i Rogerem do małej sesji improwizacyjnej, w trakcie której „Feel Like” zostało tak przebudowane, że stało się niemal całkowicie nową piosenką. Wykonywany w utworze przez Mercury’ego scat (dźwiękonaśladowczy sposób śpiewania, pełen onomatopej i naśladowania instrumentów głosem) jest właśnie pozostałością po wspólnym jam session. A słynna linia basowa („pam-pam-pam-para-ram-pam”), której brak w „Feel Like”, została wymyślona przez Deacona, jednak na jej ostateczną wersję wpłynął sam Bowie, gdy okazało się, że John zapomniał jej brzmienie podczas przerwy obiadowej. Na szczęście David pamiętał jak to leciało, jednak przypominając to Deaconowi, specjalnie zmienił nieco jej brzmienie, stając się tym samym współautorem.


Smells Like Teen Spirit – Nirvana

Próbne wykonanie chyba najbardziej znanej z piosenek Nirvany krąży po sieci od wielu lat. Co ciekawe, wielu fanów Cobaina i spółki twierdzi, że to wersja demo powinna się znaleźć na płycie „Nevermind” w związku z faktem, że posiada lepszy tekst, lepszy wokal oraz muzykę im towarzyszącą. Niestety jakoś poniższego nagrania pozostawia wiele do życzenia, jednak zmiany, jakie zostały wprowadzone do utworu po zaangażowaniu się w płytę producenta Butcha Viga słychać dość wyraźnie.


Heart of Glass – Blondie

Jedna z pierwszych piosenek napisanych przez zespół Blondie, jednak minęły lata, zanim została nagrana w sposób, w jaki satysfakcjonowałby jego członków. Oraz fanów oczywiście. Po raz pierwszy ukończono ją w 1975 roku i była nieco wolniejsza, bardziej funkowa i z dość oklepanym disco-bitem. Może to właśnie dlatego „Once I Had a Love” zespół nieoficjalnie nazywał „The Disco Song”.

Trzy lata później Blondie nagrało wersję bardziej popową z domieszką euro-disco (po wypróbowaniu ballady i wersji reggae) po namowach ze strony producenta Marka Chapmana, który wziął zespół pod swoje skrzydła. I sprawił, że do dzisiaj „Heart of Glass” uważana jest za największy przebój Blondie. Przebój, który mógł nazywać się „Pain in the Ass”, gdyby nie fakt, że radiostacje miałyby z tego powodu mocny ból dupy. Chcąc uniknąć cenzury (i w ogóle znaleźć się w radiu) powtarzany w preferowanej wersji „Pain in the Ass” został zamieniony na „Heart of Glass”. Brzmi niemal identycznie.


Take on Me – A-ha

Zanim „Take on Me” stało się „Take on Me”, A-ha musiało stać się A-ha. Magne Furuholmen oraz Pål Waaktaar (odpowiednio gitarzysta i klawiszowiec) jeszcze jako rockowy duet zwany Bridges nagrali wczesną wersję późniejszego przeboju, nadając mu tytuł „The Juicy Fruit Song”.

Kiedy jednak Bridges zamieniło się w A-ha (po dołączeniu do zespołu wokalisty Mortena Harketa), muzycy przerobili owocową piosenkę na „Lesson One”, kompletnie zmieniając jej brzmienie.

Utwór jednak nie chwycił, mimo kilku prób, wielu wprowadzonych zmian oraz nagraniu mocno sztampowego teledysku, prezentującego po prostu zespół wykonujący utwór z niebieskim tłem za plecami. Muzycy, jakby przeczuwając, że mają w rękach hit, postanowili dać mu jeszcze jedną szansę, po raz kolejny lekko go przerabiając (a raczej mocno przyspieszając) pod okiem producenta Alana Tarneya. A kiedy dołożyli do niego kultowy szkicowany klip, piosenka wdarła się na listy przebojów po obu stronach Atlantyku. Z oryginalnego wykonania został zaś jedynie fragment, nad czym ubolewa wielu fanów, twierdząc, że „Take on Me” zdecydowanie lepiej brzmi w wersji rockowej niż synth popowej.


Thriller – Michael Jackson

Dla nieuważnego słuchacza pierwotna wersja „Thrillera” Michaela Jacksona niemal niczym nie różni się od ostatecznej. Różni je jedno słowo, które jest zarazem tytułem. W oryginale utwór napisany przez Roda Tempertona nosił nazwę „Starlight” (tudzież „Starlight Sun” czy „Give Me Some Starlight”), jednak po namowach samego Jacksona i Quincy Jonesa, którzy chcieli nazwy bardziej wpadającej w ucho, Temperton w przypływie natchnienia wykoncypował „Thriller” właśnie.

I tak słowa „Give me some starlight! Starlight sun…” zmieniły się w „Cause this is thriller! Thriller night…”, a reszta jest już historią. Dość powiedzieć, że gdyby nie tak z jednej strony drobna, a z drugiej niezwykle istotna zmiana, słynny, przegenialny teledysk w reżyserii Johna Landisa mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Albo nie powstać w ogóle.

Źródła: