Haddaway wreszcie odpowiedział na pytanie „What is Love?”

Gdyby zapytać osoby pamiętające dyskoteki z lat 90. o najpopularniejszy, najczęściej grany wówczas zachodni kawałek, z dużą dozą prawdopodobieństwa wielu z nich wskazałoby „What is Love?” Haddawaya. Utwór, który w naszą podświadomość wrył skecz z programu Saturday Night Live oraz film z Willem Ferrellem z 1998 roku można zresztą usłyszeć na młodzieżowych potańcówkach czy dansingach w domach spokojnej starości nawet dzisiaj. Duża w tym zasługa wpadającej w ucho melodii, a przede wszystkim nieskomplikowanego tekstu, zrozumiałego nawet dla dopiero stawiającego swoje pierwsze kroki w języku angielskim kilkulatka.

Pomimo jednak dwóch dekad, jakie upłynęły od chwili premiery singla, nie dane było nam poznać odpowiedzi na postawione w jego tytule pytanie. Aż do pewnego mroźnego poranka w 2015 roku, gdy urodzony na Trynidadzie muzyk wreszcie opowiedział fanom czym jest właściwie miłość.

Mogliśmy dedukować, oglądając raz po raz teledysk do „What is Love?”, jak definiuje to najwspanialsze z uczuć Alexander Nestor Haddaway. Okazało się jednak, że nie jest to bujanie się bez ładu i składu w słabo oświetlonych pomieszczeniach, wbijanie zębów i wysysanie krwi z szyi kochanka, rażenie bez wyraźnego powodu prądem na densflorze, ani też wręczanie zwiędłych habazi porzucającej nas mocno opalonej młódce w negliżu. Co miał więc na myśli autor eurodance’owego hitu, który wspiął się na szczyty list przebojów w niemal całej Europie, a w Stanach Zjednoczonych otarł o pierwszą dziesiątkę Billboardu?

Chociaż wielu z Was spodziewa się pewnie, że odpowiedź najzabawniej streścić słowem "gówno", prawda jest nieco bardziej złożona.
Chociaż wielu z Was spodziewa się pewnie, że odpowiedź najzabawniej streścić słowem „gówno”, prawda jest nieco bardziej złożona.

Pytanie o to, czym jest miłość mieszkającemu obecnie w Austrii Haddawayowi zadał serwis Flavorwire, chcący poznać ostateczną definicję, zapewne przyćmiewającą liryzmem nawet „Pieśń nad pieśniami”. W odpowiedzi na dość lakonicznego maila wysłanego przez redakcję muzyk jednak napisał:

Ludzie do dziś mnie pytają, co miałem na myśli. Śpiewając „What is Love?” chciałem zachęcić, by każdy zdefiniował „miłość” swoimi własnymi słowami. To uczucie jedyne w swoim rodzaju, które każdy odczuwa na swój sposób. Dla mnie oznacza zaufanie, uczciwość i oddanie drugiej osobie.

Zawiedzeni? Też spodziewaliście się nieco bardziej przymrużonej odpowiedzi? Okazuje się, że Trynidadczyk traktuje swój utwór niesamowicie poważnie, pomimo faktu, że ten przez lata stał się obiektem żartów i identyfikuje się go głównie z przerysowanym skeczem wspomnianym we wstępie. Jak jednak przyznał w dalszej części maila wysłanego do Flavorwire, piosenkę nosił w sobie przez bardzo długi czas, ale zarówno tekst, jak i sens tego zawoalowanego apelu pozostał niezmieniony, pomimo dodania doń dość zaraźliwej melodii.

Kiedy ją usłyszałem, zrozumiałem, że singiel zostanie zapamiętany na długo. Jestem niesamowicie wdzięczny losowi, że tak się stało i że sprawił mi tyle radości. Mam ochotę wykonywać go nawet dzisiaj.

Pytanie tylko, jak wiele osób chciałoby go jeszcze słuchać?

PS: Przynajmniej jedna.