Nikt nie rozumiał tej piosenki. Nawet jej twórcy i wykonawcy

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam w zwyczaju słuchać tekstów piosenek. Owszem, kiedy jakaś mi się spodoba, zdarza mi się rzucić okiem na jej słowa, ale najczęściej zwracam uwagę jedynie na melodię. No chyba że w ucho wpadną mi też sformułowania o pustych szklankach czy pomarańczach będących czyimś dobytkiem – wtedy bez litości zgłębiam całość utworu, rozkładając go na czynniki pierwsze. Czasem jednak nawet długotrwała i drobiazgowa wiwisekcja danej piosenki nie daje oczekiwanych rezultatów. Dzisiaj będzie o jednej z takich piosenek oraz powodzie, dla którego przez długi czas nikt nie był w stanie jej zrozumieć.

Utwór ten, mimo iż w powyższym akapicie nawiązałem do klasyki polskiego grafomaństwa, przywędrował do nas zza oceanu za sprawą kultowego w latach 90. boysbandu (#gimbynieznajo). Był taki okres w postkomunistycznej Polsce, kiedy odurzona wolnością młodzież zachłystywała się wszystkim, co przydryfowało przez Atlantyk, Morze Północne oraz Bałtyk i pobrzmiewało z angielska. Nie dziwi więc fakt, że każdy utwór Backstreet Boys, bo o nich będzie mowa, stawał się od razu hitem. Zresztą nie tylko nad Wisłą, acz i tu boom na chłopięce zespoły był dość doniosły i spowodował wiele ofiar w ludziach. Byłem jedną z nich.

Ten w środku.
Ten w środku.

„I Want it That Way” z wydanej w 1999 roku trzeciej płyty Chłopaków z Zaułka, miał na tyle wpadającą w ucho melodię, iż w pierwszej chwili niewiele osób zwróciło uwagę na słowa przez nich wyśpiewywane. Przyznać trzeba też szczerze, że Boysi nie przyzwyczaili swoich fanów do głębokich tekstów, także i tu nikt nie był przygotowany na liryczną wirtuozerię. Kiedy jednak w uszach wybrzmiała już śpiewana na wiele głosów melodia, wszyscy zwrócili uwagę na słowa jej towarzyszące. Oraz tytuł.

Nagle okazało się, że nikt nie rozumie, o czym Backstreet Boys śpiewają i czym jest ten opiewany przez młodych przystojniaków „that way”. Skonfundowani byli nawet fani, którzy jednak usilnie starali się znaleźć wytłumaczenie pięciowyrazowego wyznania. Również prasa zajęła się interpretowaniem dziwnego sformułowania. Jeden z dziennikarzy LA Weekly pokusił się o stwierdzenie, że tekst „nie ma absolutnie żadnego sensu”, że w żaden sposób nie definiuje czym jest „that” i dlaczego oni go tak bardzo „want”. Powtarzana jak mantra tytułowa fraza nie ma bowiem żadnego odzwierciedlenia w reszcie tekstu piosenki. LA Weekly wtórowały inne poczytne czasopisma, co ostatecznie sprowokowało zespół do zabrania głosu w sprawie. I co się okazało?

Nie, nie gówno, ale dobrze kojarzycie.
Nie, nie gówno, ale dobrze kojarzycie.

„Tak naprawdę, to ta piosenka nie ma większego sensu”, w jednym z udzielonych wywiadów przyznał członek zespołu, Kevin Richardson. Nie upierał się, że pozostałe mają go nieco więcej, jednak wymienił powód, przez który całość brzmi jak hit o zabarwieniu częstochowskim. Otóż Boysi z jego napisaniem nie mieli nic wspólnego.

Choćby zmieniał nazwisko, narodowości za taką aparycją nie ukryje.
Choćby zmieniał nazwisko, narodowości za taką aparycją nie ukryje.

Piękny Kevin wyjawił, że osobą najbardziej odpowiedzialną za słowa „I Want it That Way” jest Max Martin. Piosenkarz, producent i tekściarz, którego na szczyt popularności wyniosła współpraca z takimi tuzami jak BSB właśnie, a także N’Sync i Britney Spears. Późniejsze przeboje stworzone wraz z Taylor Swift, Katy Perry czy Maroon 5 tylko scementowały jego pozycję w amerykańskim showbizie. Kiedy jednak Martin przygotowywał opisywany w niniejszym tekście utwór, był zupełnie innym człowiekiem.

Był Szwedem.

Po wielu latach spędzonych w USA można go teraz uznać niemal za rodowitego Jankesa, jednak kiedy pisał o „chceniu tego w ten sposób” jego angielski był na poziomie „Yes, I don’t”. Tak moi drodzy, amerykańskie przeboje pisała osoba, która o ingliszu nie miała bladego pojęcia. Nie jest to zapewne odosobniony przypadek, ale za to chyba najlepiej udokumentowany, gdyż na temat językowych wpadek Maksa wypowiedziało się przez lata naprawdę liczne grono osób.

Tak się piszę nagłówki w Ameryce. Nie to co u nas.
Tak się piszę nagłówki w Ameryce. Nie to co u nas.

Jego piosenka o chceniu jest, co nie da się ukryć, zlepkiem kilkuwyrazowych, niemal kompletnie bezsensownych fraz, które bronią się jedynie tym, że się rymują. Patrząc jednak na inne utwory, które wspięły się na wysokie pozycje notowań Billboardu, i tak można uznać, że Martin odwalił kawał dobrej roboty. A na pewno lepszej, niż wspomniany we wstępie poeta od pustych szklanek, który język polski, podejrzewam, zna doskonale, ale znajomość tę maskuje lepiej, niż Martin nieznajomość angielskiego. Polak (nie) potrafi.

PS: Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że powyższa piosenka istnieje w alternatywnej wersji – tam słowa refrenu mają sens. Niestety w świat poszła piosenka gdzie go zabrakło – oryginał swego czasu krążył po nieistniejącym już Napsterze. Tutaj znajdziecie więcej szczegółów.

PPS: Moje niezgrabne tłumaczenie z angielskiego, gdybyście się nie kapnęli, to tak specjalnie.