Do nie mojego długu można doliczyć kolejną stówkę

Tekst ten zaczynam pisać na komisariacie policji w związku z poleceniem, jakie otrzymałem od gdańskiej prokuratury. Początkowo kazali mi pisać życiorys, ale uznałem, że wpis na KWP będzie zdecydowanie lepszym pomysłem. Ale od początku – co ja tu właściwie robię?

probka-pismaJak pewnie pamiętacie, we wrześniu 2016 roku opublikowałem tu wpis dokumentujący moje perypetie związanie z wyłudzeniem danych osobowych i zaciągnięciem kredytów na łączną kwotę ponad 16 tysięcy złotych. Od tego czasu byłem na tyle upierdliwy wobec podmiotów, jakie udzieliły pożyczek osobie posługującej się moją tożsamością, że udało się skłonić dwa z nich do wycofania swoich roszczeń – był to firmy oferujące chwilówki przez internet.

I kiedy myślałem, że jestem już blisko rozwiązania całej sprawy i skłonienia również banku do wycofania swoich roszczeń (to w nim przestępca zaciągnął kredyt na kwotę 12 tysięcy złotych + odsetki), wczoraj otrzymałem wezwanie na komendę w związku z kolejnymi dziewięcioma próbami zaciągnięcia kredytu. Powyższe słowa piszę w pozycji siedzącej i, jak przykazała prokuratura, w szybkim tempie, zastanawiając się, ile to jeszcze potrwa.

Od ostatniego raportu z walki z zadłużeniem zaciągniętym na moje nazwisko, wielokrotnie kontaktowałem się i mailowo, i telefonicznie w sprawie wykreślenia nie moich zobowiązań z bazy Biura Informacji Kredytowej. O dziwo, to właśnie chwilówkodawcy byli bardziej skorzy do współpracy, niż wielkie banki. Od tych ostatnich nie otrzymałem jak dotąd żadnych odpowiedzi, a w dodatku mam teraz jeszcze więcej roboty, gdyż kolejny z nich, po mojej wizycie w placówce i sprawdzeniu ewentualnych zobowiązań zaciągniętych na moje nazwisko, doprowadził do wszczęcia postępowania w sprawie próby wyłudzenia kredytu.

Jak się okazało, już w grudniu ubiegłego roku (a nie dopiero pod koniec marca bieżącego) doszło do pierwszego podejścia wycyganienia 24 tysięcy złotych z Banku Ochrony Środowiska. I teraz, niemal rok po tym wydarzeniu, to ja muszę jeździć na komendę i składać podpisy pod kolejnymi dokumentami oraz przedstawiać swoje próbki pisma. Trzy pierwsze akapity tego tekstu, jak wspomniałem, pisałem w obecności pani oficer, która zezwoliła mi na zabranie kopii próbki pisma i opublikowania jej na blogu. Przynajmniej tyle z całego zamieszania wynikło dobrego.

Dwa tygodnie temu w serwisie finansowym Wirtualnej Polski ukazał się też artykuł na temat sytuacji w jakiej się znalazłem i którego głównym bohaterem siłą rzeczy zostałem. Tekst Agaty Kołodziej powstał na bazie mojego wpisu z 29 września, ale pani reporter zadała mi kilka dodatkowych pytań, które znakomicie go uzupełniły. Jeśli ktoś z czytających niniejsze słowa znalazł się w podobnej sytuacji, zachęcam do jego przeczytania.

Jakiś czas temu wysłałem również zapytanie do Ministerstwa Cyfryzacji o udostępnienie informacji na temat sprawdzania mojego numeru PESEL przez instytucje nierządowe – na szczęście w raporcie, jaki dostałem w odpowiedzi nie pojawiły się zapytania komornicze (tzn. że karki w najbliższym czasie raczej nie będą nocować na progu naszego mieszkania). Co ciekawe, nie pojawiły się tam też zapytana z żadnego z banków. Także osoba, która zaciąga kredyt na kilkanaście tysięcy złotych, nie jest w żaden sposób weryfikowana.

Kończąc już litanie spraw, jakie udało mi się załatwić, dodam, iż otrzymałem też wykaz wszystkich rachunków bankowych założonych na moje nazwisko. O informację taką można poprosić w każdym banku, jednak nie każdy udostępnią ją za darmo. Czytelnic. Tym sposobem dowiedziałem się, iż jestem posiadaczem również dodatkowego rachunku. Ciekawe czy wie o nim Urząd Skarbowy.

historia-zobowiazania

W tej chwili suma zobowiązań przypisanych do mojego nazwiska wynosi więc 13 656 złotych (kwota bazowa plus zaległe odsetki, które rosną miesiąc w miesiąc, gdyż ani osoba, które kredyt w banku wzięła, ani tym bardziej ja, nie mamy ochoty go spłacać). Do tego wszystkiego należy doliczyć 100 złotych. Skąd się wzięły?

historia-zobowiazania-2

To pieniądze za mandat, jaki otrzymałem w dniu dzisiejszym od Straży Miejskiej, za parkowanie przy Komendzie Powiatowej Policji. Zdaje się, że nowo wybudowany u jej wejścia parking zajmowany jest wyłącznie przez samochody pracujących w niej funkcjonariuszy, gdyż dla jedynego interesanta umówionego na godzinę 13:30, nie starczyło na nim miejsca. Żeby było śmieszniej, samochody funkcjonariuszy, które też nie zmieściły się na parkingu, a obok których się ustawiłem, mandatu od Straży Miejskiej nie otrzymały. Ale to pewnie zrządzenie losu i nie ma absolutnie nic wspólnego z faktem, że zatrudnieni przez miasto „strażnicy” doskonale wiedzą, jak utrzymać swoją placówkę odpowiednimi daninami. Życie.

mandat

To już temat na zupełnie inną historię. Pozdrowienia dla starszego inspektora Wiesława Grabarczyka. Obiecałem, że o nim tu wspomnę.