Szybka recka: Szybcy i wściekli 8 (2017)

Pamiętam, jak pierwszy raz usiadłem za kierownicą samochodu. Wskoczyłem ojcu na kolana w drodze powrotnej z wycieczki nad jezioro, a ten puścił kierownicę, bym mógł chwilę pokierować furą po drodze gruntowej. Miałem wtedy 10 lat i niemal wszystkich zabiłem, zjeżdżając autem w dół stromej moreny w kierunku zbiornika wodnego. Oglądając ósmą część „Szybkich i wściekłych” znów poczułem się jak 10-latek. Ale już od pierwszych minut pożałowałem, że nie rozstałem się ze światem późnym latem 1994 roku.

Recenzja The Fate of the Furious

Plakat z atomowym okrętem podwodnym jest lepszy, ale dałem go już w zajawce.

Jeśli powyższy wstęp nie jest wystarczającym streszczeniem moich wrażeniem po seansie, postawię sprawę jasno: „Szybcy i wściekli 8” to film lichy, podły i bezwartościowy. Mizerny, tandetny i żałosny. Nędzny, marny i naganny. Niedorzeczny, absurdalny i bezsensowny. Głupi, błazeński i idiotyczny. I podczas gdy wielu recenzentów w tym miejscu postawiłoby „ale”, ja uwolnię wszystkich od brzemienia decyzji o ewentualnym wydaniu pieniędzy na bilet kinowy. Nie idźcie na to do kina. Nie ma żadnego „ale”.

Jako wyznawca scenariuszy z dziurami o średnicy zapadniętej drogi w Fukuoce, eksplozji o blasku i sile porównywalnej do niedawno zrzuconej Matki Wszystkich Bomb oraz onelinerów bardziej czerstwych niż krasnoludzki chleb w prozie Terry’ego Pratchetta, z niedowierzałem kręciłem głową, oglądając tę błazenadę, co rusz wybuchając śmiechem w momentach najmniej ku temu odpowiednich. „Szybcy i wściekli 8” absolutnie nie trzymają się kupy. Co gorsza, mają bardzo nierówne, ślamazarne momentami tempo, jeszcze mniej wiarygodnych bohaterów niż w ostatniej, w miarę strawnej części i, co jest chyba największą zbrodnią, kompletnie nie szanują najwierniejszych fanów serii.

Głupia łódź podwodna

Cóż więcej mogę napisać o filmie, w którym najbardziej niedorzeczna scena pokazana w zwiastunie okazuje się najsensowniejszym elementem tej układanki, kawalkady debilizmów, które nie zmieściły się w poprzednich siedmiu odsłonach? Ten film jest jak rak z przerzutami. Jak gangrena zjadająca poharatane w dżungli kończyny. Zaprawdę powiadam Wam, siedem plag egipskich było większą łaską dla ludzkości, niż ósma część „Szybkich i wściekłych”.