Szybka recka: Strażnicy Galaktyki vol. 2 (2017)

Kiedy niecałe 3 lata temu wyszedłem z kina z pokazu pierwszej części „Strażników galaktyki” byłem nieco skonsternowany, co też przełożyło się na stosunkowo chłodną recenzję filmu Jamesa Gunna. Filmu, którzy krytycy i widzowie okrzyknęli niemal nowymi „Gwiezdnymi wojnami”, nazywając go wzorową space operą. Dlatego kiedy zobaczyłem nieco bardziej stonowane opinie na temat sequela, obejrzawszy ponadto kilka średnio udanych zwiastunów, niemal zrezygnowałem z wizyty w kinie. I byłby to jeden z największych błędów, jakie popełniłem w życiu.

Recenzja „Guardians of the Galaxy vol. 2”

Plakat dość niestandardowy, chociaż oficjalny. Jakże inny od tego, do czego przyzwyczaił nas Marvel.

Po 25 minutach reklam zaczynałem już odczuwać lekkie znużenie, autentycznie przymykając oczy podczas projekcji całkiem efektownego logo Marvel Studios. Chwilę potem jednak o zasypianiu nie mogło być mowy – widzowie zgromadzeni w kinie nie pozwoliliby na to, zanosząc się ze śmiechu już od pierwszych sekund filmu. A ja wraz z nimi. Bo „Strażnicy galaktyki 2” to przede wszystkim rewelacyjna, pełna słownych i sytuacyjnych gagów komedia, ubarwiona efektowną kosmiczną napierdalanką. Żartów i scen akcji jest chyba dwa razy więcej niż w części pierwszej, ale to właśnie dlatego zabawa na dwójce jest tak przednia.

Widzowie niemal nie mają czasu na złapanie oddechu, a humor pojawia się nawet w scenach nieco bardziej melodramatycznych. Z tego co czytałem, niektórym osobom przeszkadzał fakt, że część żartów wprowadzała emocjonalny chaos do całości, ale ja tą całość właśnie kupiłem. Jedynka, jak pisałem 3 lata temu, denerwowała mnie takim rozgraniczeniem między dramatem (czyt. patosem) a komedią, dwójka zaś ujęła mnie fenomenalną, smakowitą mieszanką wzniosłości i farsy. Tak właśnie powinien wyglądać dobry sequel.

Awesome Mix vol. 2

Jeżeli pierwsza część „Strażników…” uwiodła was muzyką, to po części drugiej od razu sięgniecie po soundtrack i nie będziecie w stanie się od niego oderwać – tak jak ja teraz, pisząc ten chaotyczny zbiór myśli świeżo po seansie. Piosenki perfekcyjnie ilustrują to, co dzieje się na ekranie (dodając niejednokrotnie jeszcze więcej humoru), a część scen wygląda dzięki nim jak najlepszego sortu teledyski. Dochodzi wręcz do tego, iż nawet ultrabrutalną scenę masowej wręcz egzekucji równo w połowie filmu (jest też w trailerze, to nie spoiler) ogląda się z uśmiechem na ustach.

Niewiele znam filmów, których sequel byłby lepszy niż oryginał, ale „Strażnicy galaktyki vol. 2” na pewno do takich zaliczam. W przeciwieństwie do „Szybkich i wściekłych 8”, film Gunna to odmóżdżacz najlepszego sortu. Czuć tutaj szacunek do widza, poszatkowana nieco fabuła i dość banalny scenariusz w ogóle nie przeszkadzają w odbiorze, a film będący w sumie parodią nie staje się własną autoparodią. Jeżeli trzecia część będzie tak kapitalna jak to, co obejrzałem przed kilkudziesięcioma minutami, gotów jestem odszczekać to, co napisałem o pierwszej odsłonie i ogłosić „Strażników Galaktyki” wzorem filmowej trylogii. Zaprawdę powiadam wam – to trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć.