400 lat w kłamstwie. Balkon, który nigdy nie istniał

Nie ma chyba w kulturze popularnej bardziej legendarnej miłosnej sceny niż awanse pod balkonem Julii, czynione przez spragnionego fizycznego z nią kontaktu (mówiąc eufemistycznie – normalnie napisałbym, że chciał jej wskoczyć do majtek) Romea. Widzieliście ją z pewnością na wielu obrazach i w niezliczonej liczbie filmów. Liczba nawiązań do tego epizodu w innych, niebędących adaptacjami utworach popkulturowych jest również niemożliwa do określenia. Problem w tym, że w wersji oryginalnej, tej pisanej przez samego Szekspira, balkonu… w ogóle nie było.

Zanim przejdziemy dalej, rzućmy od razu okiem na fragment „Romea i Julii” (w tłumaczeniu Józefa Paszkowskiego), gdzie owa płyta z balustradą umieszczona na zewnątrz budynku, połączona drzwiami z pomieszczeniami wewnętrznymi, miała się pojawić:

SCENA DRUGA

Ogród Kapuletów. Wchodzi Romeo.

ROMEO

Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany.

Julia ukazuje się w oknie.

Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejsza; o, jeśli zazdrosna,
Nie bądź jej służką! Jej szatkę zieloną
I bladą noszą jeno głupcy. Zrzuć ją!

Scena balkonowa? Wolne żarty

To, co z pewnością rzuca się w oczy, to zauważalny brak słowa „balkon” lub jego synonimów. Gdy jednak zapytać językoznawców, kiedy odnotowano pierwsze użycie na piśmie, wszystko staje się jasne. Otóż balcone (zapożyczone z włoskiego, później lekko zmienione na „balcony”) pierwszy raz użyto w 1618 roku, a więc dwa lata po śmierci Szekspira. Skąd więc do cholery wziął się w zbiorowej świadomości balkon, który w Anglii czasów Barda znad Avon w ogóle nie występował (ze względu na różnice klimatu oraz swego rodzaju, choć trudno w to uwierzyć, wyspiarskiej pruderyjności)?

 

Mariusz zamiast Romea

Julius Kronberg, 1886 r.

Julius Kronberg, 1886 r.

Otóż scena balkonowa pojawiła się w plagiacie „Romea i Julii” (wówczas wszyscy, wszystko od wszystkich kopiowali i nikt nie miał z tym problemu – patrzę na Was, szubrawcy z ZAiKS-u), który w 1679 roku spreparował niejaki Thomas Otway. Jego „Historia życia i upadku Gajusza Mariusza” to w gruncie rzeczy przeniesienie opowieści o kochankach z Verony do starożytnego Rzymu i zmianie ich imion dla niepoznaki – Romeo stał się Mariuszem, a Julia Lavinią. Co ciekawe, to właśnie wersja Otwaya na przełomie XVII i XVIII wieku była bardziej popularna – źródła podają, ze między 1701 a 1735 rokiem wyprodukowano przynajmniej 30 sztuk na motywach Otwaya i mniej więcej zero na bazie szekspirowskiego oryginału.

Humbug, który pokochał świat

No dobrze, ale to nadal nie odpowiada na pytanie, dlaczego to ostatecznie balkon kojarzony jest z „Romeo i Julią”, a o wspomnianym Otwayu pamiętają jedynie literaturoznawcy. Odpowiedź znalazłem dla Was w artykule z The Atlantic, który odpowiedzialność zrzuca na tego trzeciego – Davida Garricka, XVIII-wiecznego aktora, producenta, dramatopisarza i popularyzatora utworów Szekspira. To właśnie Garrick zechciał przywrócić do łask nieistniejącego niemal w zbiorowej świadomości barda, nieco urozmaicając produkowane przez siebie sceniczne adaptacje o pomysły Otwaya. W tym również scenę balkonową, która zastąpiła pospolite okno.

I, powiedzmy sobie szczerze, tak jest naprawdę lepiej. Nie uważacie?

PS: Zawsze chciałem użyć słowa „humbug” w treści wpisu. Teraz mogę umierać.