Skasował „brudasów” i z bazgrania po samochodach uczynił sztukę

Nadchodzi wielkimi krokami, a gdzieniegdzie już trafiła – najgorsza pora roku. Nie przyniosła ze sobą półżywych olbrzymów czy ziejących niebieskim ogniem smoków, ale przede wszystkim smog zatykający płuca i syf oblepiający samochody. Zima bowiem, zwłaszcza w regionach, gdzie większy śnieg zna się z opowiadań rodziców czy dziadków, kojarzy się głównie z tym ostatnim. Oraz błagalnymi nawoływaniami do mycia aut, zakamuflowanymi pod postacią starego poczciwego „BRUDASA”. Chyba że w sąsiedztwie mieszka szukający wyzwań domorosły artysta.

Właśnie tak można określić niejakiego Nikitę Gołubiewa, którego co poniektóre prace obejrzeliście pewnie w otoczeniu czarnej ramki i dużego białego podpisu lub ze znakiem wodnym, starszym graczom kojarzącym się z kultowym FPS-em. Tak było jednak lata temu, kiedy Gołubiew dopiero raczkował na polu przerabiania brudu w dzieła sztuki. Oprócz rzeźbienia w oblepiającym auta błocie Gołubiew bowiem zajmuje się też tradycyjnym malarstwem – wszak nawet w Moskwie, gdzie rezyduje, zima i wszechogarniający syf ustępuje czasem miejsca cieplejszym oraz mniej kancerogennym porom roku.

Jedyny problem z pracami Nikity jest taki, że w przeciwieństwie do wspomnianego tradycyjnego „BRUDASA” – który poniekąd zachęcał do wybrania się do myjni – aut z jego autografem nikt nie ma raczej zamiaru pucować. Czy to dobrze, musicie odpowiedzieć sobie sami. Pomogą Wam w tym z pewnością poniższe zdjęcia oraz Instagram twórcy, na którym co jakiś czas wrzuca kolejne odsłony swojego brudnego cyklu.

(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)
(fot. Nikita Gołubiew)