Książki, które każdy posiada, ale nikt nie czyta

41 uwag do wpisu “Książki, które każdy posiada, ale nikt nie czyta”

  1. O matko, nie dość, że przeczytałam całą Biblię, czytałam lektury (dobra, trzech nie dokończyłam) to jeszcze czytam nietrafione prezenty. Inne książki jeżeli mi się nie podobają to odkładam, ale prezenty zawsze od deski do deski. I uwielbiam instrukcje obsługi. Dobrze, że mam na półce nieruszane samouczki do włoskiego. 😉

    Polubienie

    1. Cholera, po Twoim i innych komentarzach widzę, że moja teoria stoi (a właściwie chybocze się) na glinianych nogach!

      A dlaczego czytasz prezenty od deski do deski? Dlatego, że ludzie znają Twój gust, czy dlatego, że obawiasz się, iż sprawdzą czy nie pogardziłaś podarunkiem? 🙂

      Polubienie

      1. W zasadzie dawno nie dostałam żadnej książki, a poza tym wszystkie były trafione oprócz „Alicji z Krainy Czarów”. „Alicję…” dostałam mając 10 lat od mojej ukochanej chrzestnej, która tak bardzo zachwalała książkę, że przeczytałam całość, bo chciałam się przekonać, kiedy zacznie być świetna. Nie zaczęła. W zasadzie mam ochotę przekonać się drugi raz, czy teraz ją polubię. Masochizm jakiś. 😀

        Polubienie

      2. Jeśli chodzi o „Alicję…” to ostatnio sprezentowaliśmy ją naszej bratanicy w dniu chrztu – po Twoim komentarzu zastanawiam się, czy nie przysporzymy dziecku traumy 🙂

        Do Alicji trzeba się przekonać, a podejście do niej w innym okresie życia daje zupełnie inne efekty. Pole do interpretacji Carroll zostawił nieziemskie.

        Polubienie

      3. Z tą teorią jest jeszcze gorzej: ja przeczytałem całą Biblię 2 razy, Ewangelie znam (myślę, że po przygotowaniach byłbym w stanie uczestniczyć w konkursach opisywanych przez Marka Twaina w Hucku Finnie chyba) dokładnie łącznie z interpretacjami. I nie mam w domu (dużo innych książek mam oczywiście 😉 ).

        Polubienie

  2. Czytam lektury, jestem nienormalny.
    Byliśmy w ostatnie święta Bożego Narodzenia u rodziny i nie mieli Pisma Świętego w domu. Powiedziałem rodzicom, że następnym razem nie jadę.
    Nie mam „Kamasutry”, za to całkiem sporo nietrafionych prezentów – nagród ze szkoły. „Pan Wołodyjowski” z Grega, jakbym nie miał normalnego wydania, „Kronika kampanii wrześniowej 1939”, kilka książek z rodzaju „Najpiękniejsze zabytki Polski” i perła mojej kolekcji „Impresjonizm polski”. To jest niewyobrażalne wręcz trwonienie pieniędzy przez szkoły, powinni kupić coś, co naprawdę byłoby nagrodą.

    Polubienie

    1. Wydaje mi się, że to nie szkoły fundują te nagrody książkowe, ale rodzice, składając się na komitet rodzicielski. Tak czy inaczej, mogliby lepiej dobierać woluminy dla prymusów. Ja np. od kilkunastu lat używam albumu „Michał Anioł” jako podstawki pod laptopa.

      Specjalnie dla Ciebie zrobiłem nawet zdjęcie:

      Polubienie

      1. Czuję się wyróżniony.
        No wiadomo, że piniądz jest z komitetu, ale czy rodzice z rady sami to kupują? Wątpię. Szkoły pewnie mają umowy z księgarniami, że skupują od nich tego typu pozycje, w zamian dostają olbrzymie rabaty na hurtowe zamówienia. Ręka rękę myje.
        Handluj z tym.

        Polubienie

      2. Kiedy jeszcze pracowałem w szkole (tak tak, były takie czasy), to też byłem zdziwiony, że rodzice zabierali kasę komitetową i jechali na zakupy. Ale to chyba nie we wszystkich placówkach. Dochodzą mnie słuchy, że kasa z komitetu, ale wybór szkolnej bibliotekarki/bibliotekarza.

        Polubienie

  3. A ja przeczytałem Biblię, jako 9-latek wziąłem do ręki i sobie od deski do deski czytałem. Z lektur szkolnych w wieku 10 lat poznałem zarówno Quo Vadis, jak i Pana Tadeusza, Krzyżaków, Ogniem i Mieczem… choć przyznam, że o wiele bardziej przypadły mi w tym czasie do gustu książki Verne’a, Clarka, Dickensa, Lema i Hemingway’a… no a potem już zupełnie odpłynąłem w twardą Sf ^^
    Choć przyznam, że w gimnazjum i liceum lektur nie czytałem – albo miałem je przeczytane, albo wspomagałem się brykami, szczególnie w LO. Ale to z zupełnie innego powodu – na jedną lekturę mieliśmy jeden tydzień a w dodatku moja interpretacja nigdy nie zgadzała się z kluczem. Więc już wolałem przeczytać bryk na tą 6 niż dostać kolejną pałę.
    Co do reszty – raczej się zgadza, aczkolwiek ja Kamasutry w domu nie mam. Niemniej, czytałem. Pomogła coś nawet 🙂

    Polubienie

    1. Stary Testament musiał wywrzeć na Tobie większe wrażenie, niż filmy oznaczone czerwonym kwadratem czy kółeczkiem (nie oglądam telewizji, to nie jestem pewny).

      Problemem lektur szkolnych jest to, że ich interpretacja jest tylko „jedna/słuszna”, zazwyczaj sprzeczna z tym, co sami o niej sądzimy. Próba wstrzelenia się w klucz odpowiedzi (czy to w klasie, czy na maturze) to prawdziwy mord na kreatywności.

      A co do Kamasutry, może podzielisz się tytułem pomocnego rozdziału? Wietrzę materiał na jakiś wpis w przyszłości 😉

      Polubienie

      1. Oj tak, a że byłem zaraz po Mitologii Parandowskiego, to miałem niezłe porównanie w… ofiarach ^^
        Choć i tak najbardziej lubiłem zawsze Apokalipsę, stąd później już blisko do klasyki SF 🙂
        Co do kamasutry – ha, bardziej podpowiedziała po prostu parę pomysłów, choć bez specjalnych wygibasów.

        A czerwone było kółeczko z kwadratem w środku. Jeśli dobrze pamiętam, bo swój telewizor wyrzuciłem kiedy skończyło mi się miejsce na książki 😛

        Polubienie

  4. istnieją ludzie, którzy nie posiadają Pisma Świętego. Kilka ładnych lat temu musiałam pożyczyć od babci, żeby zrobić zadanie domowe z religii.

    Polubienie

  5. Wiesz, nie można się z tym zgodzić. Książki dzielą się na takie, które się czyta i takie, do których się zagląda. Przeznaczeniem książki telefonicznej czy encyklopedii nie jest lektura ciągła. Ich założeniem wydawniczym była sama funkcja. Więc na chłopski rozum można powiedzieć, że słownik „nie jest do czytania”, tylko do poszukiwania pewnych informacji, w sposób wybiórczy, dlatego właśnie jest w taki, a nie inny sposób zbudowany.

    Polubienie

    1. Dzięki za komentarz.

      Jedna rzecz – wpis był z przymrużeniem oka, więc stąd dysonans jaki możesz odczuwać po jego lekturze 🙂

      Druga rzecz – problem jest taki, że wiele osób nie tylko nie czyta, ale nawet nie zagląda do tych książek. Ale rozumiem Twoje zastrzeżenie.

      Polubienie

  6. Patrząc na panią ze zdjęcia, nietrudno orzec, że czytanie jest sexy 🙂
    Biblię nawet zacząłem czytać, ale za dużo tam było gwałtów, kazirodztwa i spuszczania łomotu grzesznikom.
    o! Nietrafiony prezent nawet nie tak dawno dostałem, ten, jak on się, Dawid Kornaga „Single+” albo jakoś tak.
    Koleś to napisał chyba po zupie z niedorozwiniętych pieczarek…Oddam za darmo:)

    Polubienie

  7. Gratuluję dobrego pomysłu oraz udanej realizacji artykułu! 😀 Jest pisany lekkim piórem, ale mówi o prawdziwym zjawisku, które również miałam okazję zaobserwować, na przykładzie swoim i mamy. U mnie zalegają książki z kategorii „nietrafione prezenty”, zaś mama kupiła sobie kurs angielskiego, do którego chyba nigdy poza samym dniem zakupu nie spojrzała.

    Polubienie

  8. oj, świetny tekst, uśmiechałam się od ucha do ucha. Takie to znajome i, wydaje mi się, nasze polskie 😀 może wiąże się to z poprzednimi okresami, kiedy nie było niczego, a i tak na to nic potrzebne były świstki?! Stąd teraz gromadzimy, stawiając na ilość nie jakość, a później jakiś sentyment czy inny diabeł nie pozwala oddać zbędnej dekoracji?
    pozdrawiam,
    kinga

    Polubienie

  9. U mnie w domu nigdy nie było Pisma Świętego – kupiłam dopiero, jak poszłam na studia, bo było mi potrzebne na zajęcia (religioznawstwo, nie teologia 😉 ). Encyklopedię PWN sprzedałam lata temu na allegro, bo stała i zbierała kurze, lektury przeczytałam wszystkie! Ludzie nie kupują mi książek, bo się boją, z nielicznych posiadanych słowników faktycznie korzystałam, podręczniki do nauki języków były mi niezbędne do szkoły i na studiach, więc siłą rzeczy używałam ich intensywnie.
    Co do książki telefonicznej i instrukcji obsługi – zgoda.Ale Kamasutra…mam wydanie pozbawione ilustracji, z samym oryginalnym tekstem – czytałam to też w ramach zajęć z kultury Indii na studiach :))

    Polubienie

  10. Heh przyznam się. Nie czytam książki telefonicznej, bo jej nie mam. Nietrafionych prezentów też nie czytam, szukam sposobu ich utylizacji lub przełamania się i wyrzucenie na śmietnik. A pozostałe? Jak najbardziej.

    Polubienie

  11. ja musiałem przeczytać stary tstament na Historię z rozpędu i nowy też przeczytałem ( ale psalmy opuściłem więc się nie liczy)

    Polubienie

  12. U mnie w domu Biblii nie bylo, teraz chyba jest jakas w wersji dla dzieci. No a w liceum musialem ja przeczytac, przynajmniej jakies tam fragmenty. Byl dosc konkretny problem z wypozyczeniem tego skadkolwiek, bo kupowac nie mialem zamiaru 🙂 Okazalo sie, ze w bibliotekach nie przewidzieli takiego przypadku 🙂 Ostatecznie uratowal mnie kolega, bo mial w domu dwie i jedna pozyczyl. Oddalem mu po tygodniu, wiecej wracac do tych okropienstw nie bede 🙂

    Polubienie

  13. Wiem, że komentarz rychło w czas, ale o matko, nietrafione prezenty, ile ja tego mam! Są krewni, którym wydaje się, że skoro lubię czytać, to przeczytam wszystko lub też cokolwiek, bo na jedno wychodzi. Chwała niech będzie wynalazcy kart prezentowych do księgarni. A co do Biblii to nieustannie odnoszę wrażenie, że niewierzący znają ją lepiej niż wielu najbardziej gorliwych katolików (protestanci mam wrażenie podchodzą do sprawy nieco bardziej pragmatycznie).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s