Kulturą w sieć #1: Naziści, pedofile, roboty i smoki

Kultura pełna jest tematów, o których warto a czasem nawet trzeba napisać, jednak nie wszystkie z nich zmieszczą się na jednej stronie internetowej, a na zajęcie się innymi często nie starcza czasu. W trosce o samopoczucie czytelników (i własne zdrowie, bo od pisania też czasem przyda się odpoczynek) postanowiłem więc co jakiś czas kierować ich w miejsca , gdzie znajdą inne ciekawe (jeśli nie ciekawsze) artykuły, tak aby mogli zabić trochę czasu w oczekiwaniu na kolejny wpis na KWP.

W kolejnych odsłonach tego nowo powstałego cyklu (ciekawe jak długo przetrwa) znajdziecie odnośniki zarówno do największych witryn (które zazwyczaj obrastają w chwasty, ale z których przy odrobinie wysiłku udaje się zebrać plon) jak i małych blogów. Kryterium ich doboru jest zawsze takie same: moje widzimisię. Jeśli jednak i Wy natraficie na ciekawy tekst w sieci lub, co jeszcze lepsze, sami go napiszecie i zechcecie podzielić się linkiem do niego na KWP, dajcie znać drogą mailową. To nic nie kosztuje.

Na razie.

Nazistowska hańba Hollywood

Lista instytucji oraz firm oskarżanych o ukrywanie swych powiązań z III Rzeszą jest bardzo długa. Znajdują się na niej rządy różnych krajów, Watykan, szwajcarskie banki oraz amerykańskie korporacje takie jak IBM, General Motors i DuPont. Ostatnio jednak pewien młody historyk dodał do owej listy jeszcze bardziej efektowną pozycję: Hollywood.

Wyprawa do piekła. Polak, któremu udało się dostać na wyspę pedofilów

Uginające się od soczystych owoców mandarynkowe sady, piękne kwiatowe ogrody, setki drzew – w tych rajskich okolicznościach przyrody rozegrał się prawdziwy horror, którego nie wymyśliliby nawet scenarzyści o najbardziej chorej wyobraźni. Zamieszkujący wyspę chłopcy i mężczyźni przez lata bezkarnie gwałcili małe dziewczynki. Bo mieli na to ochotę. Bo nie musieli się nikogo i niczego bać. Bo byli silni, rządzili całą wyspą i nikt nie mógł im podskoczyć. „Widzieli w nas tylko pochwy i piersi” – mówi jedna z ofiar.

VHS: Wojny Robotów

Stało się – w końcu, po latach podchodów, Hollywood zabrało się za filmowy koktajl o nazwie olbrzymie roboty vs. jeszcze większe potwory. Taki temat to przecież filmowy samograj i trudno uwierzyć, że dopiero teraz, wraz z premierą Pacific Rim, dane nam będzie zobaczyć wysokobudżetową rąbankę z udziałem wielkich mechów.

Biały smok: Polski Spielberg i brakujące ogniwo

W Polsce powstało niewiele filmów, które bez wahania można nazwać kultowymi. Oczywiście nie chodzi o kino głównego nurtu – bo tutaj o przykłady nietrudno – ale „ciemną stronę mocy”, produkcje egzotyczne, szalone, nieprzystające do krajowych standardów. Taką, skądinąd wybitną, Klątwę Doliny Węży Marka Piestraka znają wszyscy fanatycy filmowych osobliwości. A co z zupełnie zapomnianym eko-fantasy reżysera Stawki większej niż życie, gdzie obok tytułowego jaszczura występują gwiazdy Powrotu do przyszłości, Skowytu oraz E.T.?

Easter eggi w książkach

Nie­które książki kryją sobie wię­cej, niż widać to na pierw­szy rzut oka. Oto prze­gląd pię­ciu cie­ka­wych żar­tów ukry­tych przez twór­ców, wydaw­ców lub osób pra­cu­ją­cych nad popu­lar­nymi powieściami.

Jak pić w czasach YouTube’a

Kiedyś piło się lepiej, bo kiedyś wszystko było lepsze. Najlepsze filmy kręcono w latach siedemdziesiątych, najlepsza muzyka powstawała dekadę później, a przełom tysiącleci wysypał ogrom przepięknych dziewcząt, które dawno już zamieniły się w chude, cięte na szmal bladzie. Picie w dawnych czasach, picie w młodości było najlepsze gdyż co jak co, ale młodość jest do dupy. Nic nie wiemy, umiemy jeszcze mniej, a ruchał nas każdy poza tymi, względem których oczekiwaliśmy tej akurat czynności. Dorzućmy do tego brak szmalu i ogaru. Wóda dawała radość w tych trudnych latach. Młodość byłaby dobra, gdyby przyszła teraz, gdy już zostałem pierdzielem.

W kraju nadludzi – O “Człowieku do przeróbki” Alfreda Bestera

“Człowiek do przeróbki” jest powieścią kryminalną z rodzaju tych, w których obserwujemy najpierw, jak dochodzi do zbrodni, a następnie podążamy za śledztwem, które skończyć się może tylko i wyłącznie złapaniem złoczyńcy. Tylko z dodatkiem podróży międzyplanetarnych, stacji kosmicznych i czytania w myślach. Już sam tytuł zdradza, jak skończy się fabuła wymyślona przez Alfreda Bestera. Czy psuje to zabawę? Ani trochę.