Jak czytać jedną książkę tygodniowo (i nie zwariować)?

37 uwag do wpisu “Jak czytać jedną książkę tygodniowo (i nie zwariować)?”

    1. Nie ścigam się z nikim, ale liczba 52 jest osiągalna. W zeszłym roku bez ciśnienia wrzuciłem w siebie 30, ale za dużo czasu w internecie straciłem, więc wynik mógłby być lepszy 🙂

      Polubienie

  1. Myślałam, że książki czyta się dla przyjemności. A po zastosowaniu tych rad miałabym wrażenie, że czytanie jest obowiązkiem za karę…. Wolę przeczytać 5 książek z przyjemnością, w wolnym czasie niż 50 na siłę stojąc w kolejce po bułki.

    Polubienie

    1. Ja akurat czytam czasem w kolejce po bułki, ale prócz tego się zgadzam – nie wiem po co „kazać sobie” czytać i to jak najszybciej, czułabym się bardzo zestresowana z takim „wyzwaniem”

      Polubienie

      1. @Aleksandra @Nic na siłę

        W drugim podpunkcie w nawiasie macie odpowiednią adnotację, moi drodzy 🙂

        Ja także wolę czytać dla przyjemności i nigdy nie zmuszam się do lektury. Mam jednak ten komfort, że szybko czytam, więc wysokie statystyki nie są trudne do osiągnięcia. A to co czytacie powyżej, to bardziej przełożenie tego jak ja czytam, na to, jak ktoś może czytać, chcąc śrubować wynik.

        Sam czasu na czytanie nie posiadam zbyt wiele (z wiekiem robi się go coraz mniej, zaufajcie mi), także muszę uciekać się do podobnych forteli, aby wpaść w analfabetyzm 🙂

        Polubienie

      2. Lubię czytać książki powoli, aby móc dobrze wyobrazić sobie sytuacje w książkach, stąd nigdy nie wzięłam się za naukę szybkiego czytania, choć podjęłam wyzwanie 52 książek. W minionym roku oprócz komiksów, zaliczyłam 32 pozycje, więc może się uda. A wyzwanie podjęłam z innego powodu – jest tyle książek, które muszę nadrobić i co roku wychodzą nowe, że gdyby nie stawiać sobie wyzwań – rozleniwiłabym się – a przed śmiercią chcę pochłonąć ich jak najwięcej.

        Polubienie

      3. Czytanie jest przyjemnością, a przyjemności się celebruje. Ściganie się z ilością przeczytanych w jakimś czasie książek nie ma chyba wiele wspólnego z miłym spędzaniem czasu w towarzystwie bohaterów takiej czy innej historii. Ja wolę powoli przeżywać to co jest interesujące. Tworzę swoje wizje i buduję obrazy na podstawie czytanego „scenariusza”. Jak to mówią… Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.

        Polubienie

  2. Nie rozumiem tego „wyzwania” szczerze powiem. Sam zresztą mam tak, że czasem 3 dni zlecą na 2 rozdziały a potem 1,5 na dokończenie lub po paru pozycjach z rzędu tygodniowa przerwa wleci. Jakby to miało znaczenie ILE przeczytamy w ciągu roku czy miesiącu. Oczywiście takie przerwy czasem są związane z innymi zajęciami, ba, nawet samym czytaniem, tylko zamiast książek to artykułów, blogów czy czegoś innego.

    Aaa poza tym takie zawody kojarzą mi się z „modą” na czytanie, która jakby ostatnio nastała (albo to moje jakieś niesprawdzone teorie niewiadomego pochodzenia)…te wszystkie „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka”, które były naprawdę ciekawą…inicjatywą? Heh…a skończyły jako kółko koniobijców do co chwila wrzucanych obrazków o zarywaniu nocki czy odkładania snu na rzecz kolejnego rozdziału, i kolejnego i jeszcze…esej wyszedł ale do wpisu nic nie mam absolutnie, popieram chociaż sam tak czytać po łebkach, parę minut co jakąś przerwę to nie potrafię 😉

    Polubienie

    1. Osobiście nie widzę nic złego w „modzie” na czytanie. Czy ktoś czyta po to, by wpasować się w trendy, czy czyta bo lubi (od lat) nie ma najmniejszego znaczenia – i jedna i druga osoba ostatecznie coś z lektury wyniesie, więc tylko cieszyć się pozostaje. Niektórzy zachęty do czytania nie potrzebują, niektórzy potrzebują zachęty prymitywnej – to nie ma znaczenia, liczy się efekt końcowy.

      Polubienie

  3. Oj tam, oj tam…
    Nic na siłę – jeżeli książka jest interesująca, to czytając na telefonie lub tablecie można przeczytać 300 stron w ciągu 1-2 dni (w wolnych chwilach, w łóżku, „w miejscu odosobnienia” 😉 etc.), a jeżeli nie ma się nastroju lub jest nudna, to nawet miesiąca będzie mało. Traktowanie czytania jak treningu na siłowni i czytanie wg harmonogramu jest chore i do niczego nie prowadzi. Nie każdy lubi czytać i nie każdy potrafi czytać szybko. Zmuszanie się do czytania, bo jest taka moda jest chore. Czytam bo lubię, a jeśli ktoś nie che, to jego strata. Samym czytaniem nie wykreuje się nagle świadomego i mądrzejszego społeczeństwa.

    Polubienie

  4. Mnie się wydaje, że do takiego wyzwania nie dołączają osoby po to by czytać na siłę, ale po to by mieć kolejną motywację do czytania. Sama dołączyłam do wyzwania po to, aby mieć motywację do czytania zamiast trwonienia czasu w internecie. Niestety internet i „śmierdzenie” na kanapie bardzo kuszą, a tak to zawsze jakiś czynnik, który pomaga w walce ze swoim lenistwem 🙂

    Polubienie

    1. Podzielam Twoje podejrzenia. Niektórzy potrzebują odpowiedniego, dodatkowego bodźca, więc nie ma co krytykować podobnych inicjatyw. Wszak w szczytnym są prowadzone celu.

      Polubienie

      1. Dokładnie, mi na stosik „do przeczytania” więcej pozycji przybywa niż ubywa, wiec porady z tego wpisu mogą okazać się przydatne 🙂

        Polubienie

  5. Polecam (szczególnie w dużym mieście) założenie/ odnowienie karty biblioteczniej. W sumie to dzięki niej udało mi się przeczytać 51 książek w 2014 😉

    Polubienie

  6. Niesamowitym dla mnie uczuciem było, jak zobaczyłam, że ludzie ‚starają się’ przeczytać 52 książki w rok, a mi zdarzyło się w wakacje (3 miesiące) przeczytać ponad 30 ; > Ale miałam dużo wolnego czasu. W 2014 przeczytałam ok. 70 książek i to jest w sumie moja średnia- nie, nie były to książki po 100 stron, chociaż i takie się zdarzały. Dobra, koniec chwalenia się, mam nadzieje, że nikt nie ma mi tego za złe- życzę powodzenia wszystkim ; )

    Polubienie

    1. Na studiach też miałem dużo czasu na czytanie. Niestety, nie wykorzystywałem go w pełni, bo w roku akademickim czytałem jeszcze więcej niż planowałem, więc wakacje były odpoczynkiem od papieru 🙂

      Polubienie

  7. Ja nie mam żadnych postanowień noworocznych i dobrze mi z tym. Gdybym je miała (nie ma szans żebym się interesowała czymś przez rok) to w grudniu popadłabym w depresję – nic bym przecież nie zrobiła.
    Najlepiej jest robić coś na co ma się w danej chwili ochotę, np.chcę się nauczyć grać na instrumencie – albo następnego dnia idę na lekcje, albo nie – jest jeszcze cały rok by to zrobić…
    Ale i tak wychodzi na to, że nic nie robię.

    Polubienie

    1. Niektórzy nie mają takiego komfortu, by z dnia na dzień pójść sobie na lekcje. Potrzebują tego bodźca na początku roku, a potem mają 365 dni na wcielenie go w życie 🙂

      Polubienie

      1. Przeczytanie lektury szkolnej w ten sposób skończyłoby się naganą i nieprzejściem do kolejnej klasy. Nie nazwałbym tego uważnym czytaniem. Sam nie zdołałbym zapamiętać imion bohaterów, nie mówiąc już o zdarzeniach. Więcej wyciągnąłbym z dwukrotnego przeczytania streszczenia w odrobinę wolniejszym tempie.

        Polubienie

      2. Na pewno by się tak skończyło, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Jako nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem potwierdzam Twoje słowa w całej ich rozciągłości i przenikliwości.

        Polubienie

  8. ja bym dodał punkt „wspólne czytanie”, w sensie czytanie tego samego przez druga połówkę czy przyjaciela. Wtedy można sobie razem opowiadać, wspólnie przeżywać itp.
    Ja tak byłem wciągnięty w Świat Dysku. Kumpel mi opowiedział jedną część i potem już poleciało. Nie czytaliśmy tego samego jednocześnie, ale powieści z tego świata jest tak wiele że ścigaliśmy się kto pochłonie kolejne.
    Druga sprawa że jak się dobrze znamy to i możemy sobie polecić kolejne lektury. Takie domowe IMDB/lubimy czytać.

    Polubienie

  9. Uśmiechnąłem się czytając ten wpis – nic nie wiedziałem a jakiejś akcji 52 książki/rok, ale zerknąłem na mojego kindla, i rzeczywiście w 2014 roku przeczytałem… 52 książki 🙂 Ale wkurza mnie jedna rzecz: oprócz tych 52 książek, mam jeszcze 4 przeczytane tylko do połowy. Denerwujące jest to uczucie nie kończenia książki, ale no nijak nie mogłem się zmusić żeby brnąć dalej („Lolita” Nabukov, „Triumf Edymiona” Simmons, „Krwawy południk” Mc Carthy, „Walden” Thoreu). Do „Waldena” pewnie jeszcze wrócę, bo to nie jest i tak książka „na raz”, ale reszta chyba pozostanie niedokończona.

    Polubienie

  10. Poszukałam definicji książki w celu zdobycia informacji od ilu stron liczy się książka:) Wychodzi, ze od 48 bez okładki. Jeżeli ktoś chce zaliczyć 52 książki w roku wg. takiej definicji, to z palcem w nosie;)

    Zawsze czytając o tym „wyzwaniu” zastanawiam się jak to liczyć. Prowadzę księgarnię dla dzieci – z racji pracy, dla orientacji w asortymencie czytam większość nowości i wybrane „zaległości” – wychodzi w dobrym tygodniu15-20 książek o większej objętości i dodatkowo kilkanaście drobiazgów -czy ja się liczę w takim wyzwaniu i do podbijania wyników czytelnictwa w Polsce?;) Żeby nie był – czytam też pozycje przeznaczone dla mojego przedziału wiekowego – także z całkiem dobrym wynikiem, ale pytanie o to, jaka książka w takim wyzwaniu się liczy nurtuje mnie od początku roku, gdyż nawet mój syn (lat 9) czyta więcej niż 1 książkę w tygodniu.

    Polubienie

    1. Gdybym pracował w księgarni też goniłbym taki wynik 🙂
      Z jednej strony zazdroszczę, a z drugiej trochę się obawiam, że w pewnym momencie zwariowałbym od nadmiaru literek 🙂

      Polubienie

  11. Ze mną jest tak, że jak mam dobrą książkę, to nie czytam jej do upadłego, ale dawkuję sobie przyjemność. Oglądam ją z każdej strony, liczę ile jeszcze rozdziałów do końca…. takie przyjemne torturowanie się.

    Polubienie

  12. Niestety punkt drugi jest po prostu zły i szkodliwy. Brakuje tutaj jakiś twardych danych na potwierdzenie tezy o tym, że 6 godzin snu wystarczy, skoro liczą się pełne 90-minutowe cykle, natomiast te twarde dane można znaleźć na tezę przeciwną. Spanie 6 godzin dziennie, codziennie, przez tydzień czasu, niesie ze sobą zmęczenie porównywalne do tego, przy braku snu przez dobę.[1] Dodatkowo zmęczenie to zdaje się kumulować liniowo, więc po dwóch tygodniach spania zaledwie 6 godzin będziemy mieli czasy reakcji zbliżone do braku snu przez 48 godzin. Jest wiele sposobów na znalezienie dodatkowego czasu na czytanie, ale skracanie snu absolutnie nie powinno być jednym z nich.

    [1] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12683469

    Polubienie

  13. Ten wpis zaprzecza sam sobie: „nigdy nie czytajcie tylko po to, by odhaczyć dany tytuł na liście „do przeczytania” – nie na tym to polega”. To dlaczego mam je zliczać? Dlaczego mam się martwić tym, ile ich przeczytałem? Czemu ma to służyć? Jak wiedzę zapisaną w 30 książkach mogę w ogóle przyswoić i wykorzystać? Brzmi to absurdalnie i wydaje się to fizycznie niemożliwe. Czy pomoże mi się to w czymś wyspecjalizować, czy wyłącznie masturbować nad pustym osiągnięciem?

    Szczerze mówiąc niczego innego nie powinienem się spodziewać po osobie, która fascynuje się Grą o Tron, a hobbystycznie zajmuje się produkcją kiczowatych rankingów w internecie w oparciu o masowo przeżuwane dzieła kultury.

    Polubienie

    1. Drogi Debilu,

      Powyższe jest właśnie instrukcją „jak zaliczać książki” dla osób, które takie zaliczanie jara. W momencie jego pisania był własnie na to boom.

      A czego powinieneś się spodziewać po osobie, która fascynuje się „Grą o tron” absolutnie nie mam pojęcia.
      Ja po Debilu na pewno nie spodziewałem się innego komentarza. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za przeczytanie wpisu!

      Polubienie

Odpowiedz na Marta Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s