Jak zarobiłem 804 zł i 33 gr, nie ruszając się z domu. Bankierzy mnie nienawidzą

3 miesiące temu dostałem do obracania 5 tys. złotych w twardej walucie. Celem było wygenerowanie jak największego zysku, przy jak najmniejszym ryzyku. Albo, mówiąc prościej, uniknięcie straty. Już we wstępie zdradzę wam, że to ostatnie udało się zrealizować z dużą nawiązką. Aby tego dokonać, musiałem jednak posłużyć się małym fortelem. Inni nie mieli tyle szczęścia.

Zacznijmy jednak od początku. 11 października zamieściłem na łamach KWP krótki wpis o oszczędzaniu pieniędzy (powstał w ramach akcji i we współpracy z NN Investment Partners TFI, które namierzyło mnie po mojej słynnej batalii kredytowej) i rywalizacji z dwójką innych blogerów w generowaniu zysków z bezpiecznego inwestowania twardej waluty. Ci ostatni nie wiedzieli jednak, że stoją w starciu ze mną na straconej pozycji: mieli zaledwie kilkadziesiąt dni, a ja odkładam pieniądze już ponad 4 lata. Dlaczego? Bo nie chce na starość mieszkać w przytułku.

OK, wizja pobytu w domu dla opuszczonych i schorowanych może jest lekko przesadzona (zwłaszcza dla obecnych 20- i 30-latków), ale biorąc pod uwagę wszystkie narzekania na ZUS oraz druzgocące prognozy wysokości przyszłej emerytury… nie tak do końca nierealna. Z tego też powodu już w 2014 roku zacząłem przekazywać część pensji na Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, by mieć choć odrobinę zapasu na najczarniejszą z godzin – dzień, w którym na życie zamiast minimalnej krajowej dostanę zaledwie jej połowę. Skupmy się jednak na razie na mijającym kwartale.

Skala ma znaczenie.
Skala ma znaczenie.

Jak widać na załączonym wykresie – przedstawiającym cenę jednostki funduszu, w którym ulokowałem swoje pieniądze (NN Oszczędnościowy, zwany do niedawna NN Gotówkowym) – wzrost jest dość spektakularny. Nie kąpię się niestety w pieniądzach, gdyż, jeśli spojrzycie na skalę, w przeciągu 3 miesięcy od wpłaty… wartość zwiększyła się o zaledwie złotówkę. Co w przypadku włożenia deklarowanej kwoty 5000 złotych dało zysk 18 złotych. Dla niektórych – śmieszne pieniądze. Dla mnie lepszy zysk niż strata. Bo gdybym poszedł nieco bardziej ryzykownie…

Rozsądek też.
Rozsądek też.

…mogłem być ponad 400 złotych w plecy (powyższy wykres to notowanie jednostki w funduszu Spółek Dywidendowych USA, czyli jednego z najbardziej ryzykownych). Jak widać, dość łagodny spadek w perspektywie trzech miesięcy poskutkował zmniejszeniem wartości jednostki aż o 20 złotych. A że za przekazane w ramach akcji pieniądze mogłem ich nabyć ponad 20… Warto patrzeć na skalę i odpowiednio dozować sobie ryzyko. Lub nie ryzykować wcale i oszczędzać na minimalnym wzroście – ja tak zrobiłem, i nie żałuję. Acz ewentualna żonglerka funduszami to nic trudnego.

Dość szybko przekonałem się bowiem, że inwestowanie wcale nie musi przypominać wymachiwania kartkami papieru jak na telewizyjnych relacjach z Wall Street. Całość sprowadza się w zasadzie do przelewania pieniędzy na odpowiednie konto, a zakup jednostek funduszu inwestycyjnego (które generują następnie zysk lub, jeśli mamy wyjątkowo słabego nosa, stratę) odbywa się automatycznie i bez dodatkowych opłat. A że sam nie należę do osób, które lubią podejmować większe ryzyko (w czym utwierdziły mnie wyniki obowiązkowej ankiety – sami sprawdźcie), ulokowałem oszczędności w teoretycznie najbezpieczniejszym funduszu gotówkowym. Tym samym, który przez 60 miesięcy może wielkiego zysku nie przyniósł, ale nie wywołał u mnie zawału mięśnia sercowego. Na razie jestem do przodu wspomniane w tytule 804 złote. Z czego 18 wpadło w ostatnich trzech miesiącach.

Z wyników wypełnionej przeze mnie ankiety wynika, że jestem przeciętniakiem. A jak wypadniesz Ty?
Z wyników wypełnionej przeze mnie ankiety wynika, że jestem przeciętniakiem. A jak wypadniesz Ty?

Moi rywale na pewno nie mieli tyle szczęścia, bo zwyczajnie zaczęli rywalizację z kilkuletnim opóźnieniem. Mogli też wybrać zupełnie inny niż ja cel inwestycyjny (a tych system transakcyjny podpowiada naprawdę sporo) i przez co grać nieco inaczej. Ja, jak wspomniałem, starannie i systematycznie zabezpieczam swoją przyszłość, stąd też takie, a nie inne lokowanie pieniędzy. Nie mając czasu na żonglerkę finansową, mając za to na uwadze fakt, że w dłuższej perspektywie większość funduszy generuje w zasadzie zysk na podobnym poziomie (co udowodnił Marcin Perfuński w poprzedniej odsłonie akcji NN Investment Partners), poszedłem po linii najmniejszego oporu. I w nagrodę dostałem pokaźny bonus.

Rokrocznie bowiem przy rozliczaniu podatku otrzymuję solidny jego zwrot, który przeznaczam na zakup książek, biletów do teatru i subskrypcji HBO oraz Netfliksa. Za ten rok będzie to dodatkowe 920 złotych, które możecie dostać i wy. Wystarczy, że tak jak i ja przed końcem roku odłożycie trochę pieniędzy w IKZE. Do czego gorąco zachęcam, mimo iż na co dzień wolę zajmować się kulturą. Ale, jak to mówią już od 2 tysięcy lat, pecunia non olet. Zwłaszcza na emeryturze.

PS: I wcale nie musicie tego robić w NN TFI. Chociaż ja, mając bardzo pozytywne doświadczenia z ostatniego pięciolecia, polecam nawet pomimo poniższego, obowiązkowego disclaimera.

Wpis powstał we współpracy z NN Investment Partners i chociaż pasuje do KWP, jak pięść do nosa, pisałem go z pełnym przekonaniem. I pustym żołądkiem.