Spotkał na ulicy autora „Gry o tron”. Nie miał nic do stracenia

Na chwilę przed premierą najnowszego sezonu „Gry o tron” twórca innego serialu postanowił podzielić się krótkim wspomnieniem ze spotkania z George’em R.R. Martinem. Nikt nie spodziewał się emocjonalnej wolty, jaką zaserwował obserwującym go internautom. Czytajcie do końca. Naprawdę warto.

Dan Fogelman jest amerykańskim producentem i scenarzystą. Napisał m.in. skrypty do „Zaplątanych”, „Crazy, Stupid, Love” oraz „Aut” studia Pixar. Jest także twórcą serialu „Tacy jesteśmy” („This is Us”) oraz narratorem prawdopodobnie najlepszej historii o spotkaniu twórcy „Gry o tron”, jaką kiedykolwiek przeczytacie. Oto ona.

Nie dalej jak rok temu razem z moim bliskim kumplem wybraliśmy się zobaczyć show Bruce’a Springsteena na Broadwayu. Mój kumpel, Alex, strasznie podekscytowany całą wyprawą stawił się na miejscu grubo przed czasem i niecierpliwie czekał na mój przyjazd. Jadąc taksówką, odebrałem od niego telefon.

Mówił tempem karabinu maszynowego. Chwilę wcześniej dostrzegł w tłumie George’a R.R. Martina i chciał mi tylko przekazać, że zbiera się w sobie, by do niego podejść. Zacząłem go błagać, by tego nie robił, ale się rozłączył.

Krótko o Aleksie. Nie jest to typ przeciętniaka. Przystojny, piekielnie ujmujący i z doskonałą fryzurą. Ma też obsesję na punkcie „Gry o tron”. Oraz nigdy, przenigdy nie słucha dobrych rad, więc jestem absolutnie przekonany, że naprawdę poszedł zaczepić George’a Martina.

Wreszcie dojechałem. Jest tam Alex, jak zwykle przepełniony energią. Opowiedział mi, że podszedł do Martina, zrobił sobie z nim zdjęcie i… jakimś sposobem udało mu się zdobyć numer jego komórki. Okazało się, że George przyszedł na Springsteena ze swoją żoną, a po zakończeniu wybiera się z nią na pizzę.

Alex powiedział mu, że po występie przyłączymy się do nich.

Trwa koncert. Alex rozważa, kiedy będzie najlepszy moment na wykonanie telefonu do Martina. Wciąż go błagam, żeby odpuścił. Wiem, że George nigdy nie odpisze i złamie mu serce.

Wreszcie koncert dobiega końca. Alex natychmiast wysyła SMS-a na numer Martina i ku mojemu totalnemu zaskoczeniu chwilę później dostaje odpowiedź! Podaje nam adres pizzerii, gdzie mamy się spotkać.

Idziemy. Jestem przekonany, że to będzie katastrofa. Jakieś dziwaczne nieporozumienie. Że zostaniemy wystawieni. Że zostanie nam z tego wszystkiego chociaż anegdotka. I wtedy zobaczyliśmy Martina z żoną.


Siedzimy razem jakieś dwie godziny. George i ja opowiadamy sobie wzajemnie o pracy. Alex stara się być wyluzowany i tylko od czasu do czasu rzuca jakimś żartem nawiązującym do „Gry o tron”. Na zakończenie wieczoru Martin daje mu grawerowaną monetę z Westeros. Alex reaguje nieco zbyt entuzjastycznie, jak na czterdziesto-kilku latka. Żegnamy się. Alex kipi z podekscytowania.

Jest jedna rzecz, której George Martin nigdy się nie dowiedział. Że mój przystojny, dobrze uczesany, wygadany kumpel Alex toczy walkę z bardzo rzadką odmianą raka płuc. I że umrze kilkanaście miesięcy później.

Ale przez ten rok, który mu pozostał, Alex nigdy nie przestanie mówić o swoim bohaterze. A ja nigdy nie przestanę opowiadać tej historii, kiedy jego już nie będzie. Historii Aleksa. Oglądanie ostatniego sezonu „Gry o tron” nie będzie już takie same, bez tych jego denerwujących spoilerów.

Będzie nam za to przypominać o naszym przyjacielu, za którym strasznie tęsknimy. A dla mnie nie tylko przypomnieniem o sile opowiadania historii. Ale też o znaczeniu i potędze czystej ludzkiej życzliwości (zrodzonej po prostu z faktu bycia życzliwym).

Nasz przyjaciel Alex Hanan oglądał z nami premierę ósmego sezonu „Gry o tron”. Psując nam zabawę wszystkimi możliwymi spoilerami, jakie tylko udało mu się zesłać z góry.

Dziękuję ci George za sprawienie, że ostatni rok Aleksa był dla niego tym najwspanialszym.

Dziękuję też wszystkim, którzy tworzą jego ulubiony serial.

Dan Fogelman