Cenzura w Tajlandii jest ostra jak tamtejsza kuchnia. Cholernie!

Lata świetności anime w Polsce już raczej za nami, ale w pamięci z pewnością pozostają kontrowersje, jakie wzbudzało wyświetlanie „chińskich bajek” na antenie Polonii 1 (to były czasy!), RTL7 (poprzednik TVN7) czy Polsatu. Gloryfikacja przemocy, seksualne innuendo, wywoływanie ADHD i padaczki, promowanie głupoty i zezwierzęcenia to tylko niektóre z zarzutów, jakie stawiano w sumie stosunkowo niewinnym produkcjom oraz prasie powstałej na bazie popularności gatunku w naszym kraju (ktoś pamięta jeszcze Kawaii?).

Mimo wszystko, oprócz absurdalnych protestów zgłaszanych przez nadgorliwych telewidzów, same produkcje raczej bardzo nie cierpiały i póki były popularne, póty nadawano je w stosunkowo atrakcyjnym paśmie, a ówcześni widzowie jakimś cudem nie wyrośli na socjopatów i morderców (chyba że coś mi umknęło). Nieco inaczej do wywodzących się z Japonii animacji podeszli natomiast Tajlandczycy (czy też Tajowie), którzy pomimo braku protestów ze strony potencjalnych widzów postanowili cenzurować w nich niemal wszystko. A kiedy piszę niemal wszystko, tak naprawdę mam na myśli WSZYSTKO. Czytaj dalej „Cenzura w Tajlandii jest ostra jak tamtejsza kuchnia. Cholernie!”

Rzeczywistość vs. anime

Przebieranie się za bohaterów filmów, seriali i gier z roku na rok staje się coraz modniejsze. Wszelkiego rodzaju zloty, konwenty i mniejsze spotkania zafascynowanych popkulturą ludzi przyciągają entuzjastów paradowania w przeniesionych do rzeczywistości fatałaszkach. Szczególny prym wiodą w tym ostatnio Amerykanie, do których moda na strojenie się dotarła prawdopodobnie z Japonii. To tam narodził się budzący coraz większy niepokój wśród starszej części społeczeństw świata cosplay.

Jednak to co ostatnio robi szał w internecie jest jego dokładnym przeciwieństwem. Kilkanaście obrazków, które przeklejane są z serwisu do serwisu [no co, ja też mogę!] powstało na skutek odwrotnego procesu: przeniesienia prawdziwych ludzi w animowany świat rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Efekt pracy anonimowego autora robi wrażenie. Czytaj dalej „Rzeczywistość vs. anime”