Dojenie gwiezdnej kozy – niewykorzystane pomysły na gadżety ze Star Wars

Nie od dziś wiadomo, że najważniejszą decyzją w karierze George’a Lucasa było zamieszczenie w kontrakcie ze studiem 20th Century Fox klauzuli mówiącej, że twórca „Gwiezdnych wojen” zatrzymuje wszystkie prawa do postaci, a także zrzeka się wynagrodzenia za film w zamian za wpływy ze sprzedaży towarzyszących mu gadżetów (zabawek, koszulek, książek, komiksów etc.). Dzięki temu sprytnemu manewrowi (i głupocie studia, które nie doceniło potencjału sprzedażowego), Lucas niemal z dnia na dzień został milionerem.

Zabawki związane ze „Star Wars” szybko zalały rynek i do dzisiaj stanowią jedną z głównych sił napędowych i maszynek do zarabiania studia Lucasfilm. Kiedy w latach 90. zapowiedziano wprowadzenie do kin pierwszego prequela gwiezdnej sagi, spece od marketingu dostali nowe pole do popisu. Efektem ich wyobraźni było często przedziwne gadżety, z których większość nigdy nie trafiła do produkcji. Jeden z projektantów, Jasen Geyer, odsłonił niedawno zapomniane karty historii „Mrocznego widma” i zaprezentował światu niezrealizowane pomysły, które mogły w owym czasie zalać amerykański i światowy rynek. Pamiętacie TAZOS dodawane do chipsów Lays? To właśnie jeden z udanych zabiegów promocyjnych. Inne, głównie te nieudane, znajdziecie na stronie Action Figure Insider. Poniżej zamieszczam te najciekawsze. Czytaj dalej „Dojenie gwiezdnej kozy – niewykorzystane pomysły na gadżety ze Star Wars”

John Williams wielkim kompozytorem był

Zanim pobiegniecie na IMDb czy Wikipedię, uspokajam – John Williams żyje i ma się dobrze. Niedobrze ma się natomiast jego kreatywność, której pokłady jakby wyczerpały się już jakiś czas temu. Wszyscy pukający się w czoło i przechodzący właśnie do strefy komentarzy, by oblać mnie wiadrem pomyj i hektolitrami plwocin, niech się chwilę wstrzymają. Pewnie na usta ciśnie się Wam argument, że Williams właśnie otrzymał dwie nominacje do Oscara za soundtracki do „Przygód Tintina” i „Czasu wojny”, ale szczerze przyznajcie, czy jest w nich coś, czym można się zachwycać? Czy ścieżki dźwiękowe do nudnawego filmu familijno-wojennego i genialnej animacji wyróżniają się czymś szczególnym, czy w gruncie rzeczy są dość… standardowe? Czytaj dalej „John Williams wielkim kompozytorem był”

Gwiezdne wojny znowu przerobione…

…tym razem jednak nie przez George’a Lucasa, ale zrzeszonych wokół strony Star Wars Uncut fanów z całego świata.

Miałem o tym projekcie pisać już w zeszłym tygodniu, ale w natłoku pracy (i innych pomysłów na wpisy) zupełnie wyleciało mi to z pamięci. Chciałem więc nadrobić dość istotną zaległość, która ciągnie się za mną już od roku 2009, kiedy to Casey Pugh nieśmiało zaproponował internautom stworzenie nowej wersji „Gwiezdnych wojen”, składającej się z kilkuset 15-sekundowych fragmentów, przygotowanych metodami chałupniczymi. Czytaj dalej „Gwiezdne wojny znowu przerobione…”

Niewidzialni w "Gwiezdnych wojnach"

„Gwiezdne wojny” to saga, w której postaci pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych nie zliczy ani najbardziej uważny i zagorzały widz, ani osoba, która miała przyjemność zapoznać się z prozą George’a R.R. Martina i jest przystosowana do zapamiętywania nazwisk i tytułów ponad 1000 różnych bohaterów. Bardzo popularny ostatnimi czasy pisarz nie miał co prawda żadnego wkładu w powstawanie najbardziej kultowego filmu wszech czasów, ale liczba postaci, które znalazły się na kartach jego „Pieśni Lodu i Ognia”, jest porównywalna z bogactwem zaproponowanym przez innego George’a, równie popularnego co niepopularnego, Lucasa. Czytaj dalej „Niewidzialni w "Gwiezdnych wojnach"”

Za kulisami Gwiezdnych wojen, czyli na co mi wydanie Blu-ray?

16 września z wielką pompą (a w Polsce z wielką wtopą) swoją premierę miało pełne wydanie Blu-ray wszystkich sześciu części gwiezdnej sagi George’a Lucasa. I, co stało się już tradycją przy tego typu wydaniach, sam reżyser nie omieszkał rozsierdzić najbardziej zagorzałych fanów „Gwiezdnych wojen” wprowadzając kilka niepotrzebnych zmian. Ale nie o tym miałem pisać, bo po cóż strzępić pióro (pokrywać tłuszczem klawisze) na coś, co zostało opisane na mniej więcej milionie siedmiuset tysiącach stron w całym internecie. Nie chcę też pisać o tym, że nie kupię sobie wspomnianego wydania (trzeba mieć w życiu priorytety i wydawać pieniądze na inne bzdety), ale o tym, co na tym wydaniu mnie najbardziej interesuje. Czytaj dalej „Za kulisami Gwiezdnych wojen, czyli na co mi wydanie Blu-ray?”