To właśnie dlatego nie zostałem milionerem. Tak mniej więcej

Nigdy nie kręciło mnie klejenie kartonowych modeli dodawanych do gazet czy malowanie żołnierzyków, krasnoludów, elfów czy innego buractwa, charakterystycznego dla świata fantasy. Nie żebym nie podziwiał końcowego efektu takich prac, ale do ludzi cierpliwych w dzieciństwie raczej nie należałem. Bo jak tu być cierpliwym, kiedy w gałę haratać chciała połowa podwórka, a farbki i pędzelki szanującemu się chłopczykowi ze wsi (dzieciństwo spędzone z dala od miasta to rzecz zaiste wspaniała) kojarzyły się, żeby nie wpaść w homofobiczny ton, głównie z babskim pindrzeniem? Wszystkie więc otrzymywane od rodziców „składanki” prędzej czy później lądowały w koszu (po dłuższej chwili namysłu, postanowiłem usunąć stąd miejsce, gdzie jeszcze zdarzało im się trafiać). A mogłem zostać milionerem. Czytaj dalej „To właśnie dlatego nie zostałem milionerem. Tak mniej więcej”