O jednym takim, co nie wiedział, że się nie da

Nie zliczę już razy, kiedy pisałem na KWP, że prawdopodobnie już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Nie zliczę też momentów, kiedy okazywało się, iż bardziej mylić się nie mogłem. W czasach, kiedy swoją sztuką za pomocą internetu może pochwalić się każdy, nie wypada posługiwać się hiperbolą zamykającą się w słowach „nic bardziej kreatywnego już nikt nie wymyśli”. Nie wypada, bo zawsze znajduje się ktoś, kto nie wie, że się nie da i swoim pomysłem znienacka zadziwia niemal wszystkich. Tak jak teraz. Czytaj dalej „O jednym takim, co nie wiedział, że się nie da”

Wyglądają jak zwyczajne obrazy. Dopóki nie spojrzysz uważniej

Co jakiś czas na światło dzienne wychodzą informacje o znanych obrazach, na których po latach ktoś odnalazł pewien szczegół, czasem diametralnie zmieniający przyjęty przez wszystkich sens. W przypadku prezentowanych w tym wpisie dzieł artysta co prawda niczego nie ukrywał, ale malował je tak sprytnie, że ich wymowa zmienia się już w momencie, gdy patrzymy na konkretny jego fragment. Na naszych oczach dzieje się prawdziwa magia. Czytaj dalej „Wyglądają jak zwyczajne obrazy. Dopóki nie spojrzysz uważniej”

Na tym obrazie jest naga kobieta. Ale nie to jest warte uwagi

Chociaż było to grubo ponad 20 lat temu, doskonale pamiętam, jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłem, że za pomocą niepozornego szkła powiększającego wystawionego na działanie promieni słonecznych mogę rozpalić ogień. To niesamowite uczucie stania się niemalże czarnoksiężnikiem było tym większe, iż kilka wiosen wcześniej po piromańskiej eskapadzie, wskutek której pozbawiłem wraz z kilkoma kolegami całego ziemniaczanego plonu Bogu ducha winnego rolnika, dostałem zakaz nie tylko dotykania, ale też patrzenia na zapałki. Ale o odpowiednio ustawionej lupie nikt mi nie wspominał – znowu stałem się panem ognia (czy też życia i śmierci niczego nie podejrzewających kowali bezskrzydłych), znowu też mogłem badać efekty działania wysokich temperatur na truchła padłych ptaków i tworzyć efektowne pirackie mapy, nadpalając krawędzie wyrwanych z zeszytu kartek. Nie podejrzewałem wówczas – ba, nie podejrzewałem nawet teraz – że skupiona wiązka światła może znaleźć nieco bardziej wysublimowane zastosowanie. Niesamowicie pracochłonne, ale dające olśniewające wręcz efekty. Czytaj dalej „Na tym obrazie jest naga kobieta. Ale nie to jest warte uwagi”

Beksiński nie żyje, ale ma się dobrze

W tym roku przypadła 85 rocznica urodzin jednego z najsłynniejszych współczesnych polskich malarzy, którego fantastyczne (w wielu znaczeniach tego słowa) malarstwo pobudzało (i wciąż pobudza) wyobraźnię ludzi na całym świecie. Jego naznaczone rodzinnymi tragediami życie miało duży wpływ na tematykę prac, a w związku z nieustannym flirtem ze śmiercią mówi się, że stał się prorokiem własnej, tragicznej. Zdzisław Beksiński malował do samego końca – nawet wtedy, kiedy otrzymywał siedemnaście ciosów nożem, był w trakcie tworzenia kolejnego dzieła. Gdyby nie tragiczne wydarzenia z lutego 2005 roku, prawdopodobnie moglibyśmy oglądać jeszcze wiele jego niesamowitych prac. Na szczęście swojego charakterystycznego stylu nie zabrał do grobu. Jego duchowy spadkobierca kontynuuje to, z czego genialny artysta był najbardziej znany. Co więcej, osiągnął już taki poziom, że niemal mu dorównuje. Czytaj dalej „Beksiński nie żyje, ale ma się dobrze”

W uczciwy tytuł tego wpisu nikt by nie kliknął. Zostawię więc taki

Kilka lat temu firma Adobe zorganizowała w Wielkiej Brytanii mały konkurs dla studentów, w którym można było wygrać 10 tysięcy funtów za umiejętne przeniesienie klasycznego obrazu do współczesności tylko za pomocą fotografii. Ci ciekawe pomysłodawcy przedsięwzięcia postawili jeden warunek – nie można było wykonanych fotografii w żaden sposób retuszować, dyskwalifikując wszystkich, którzy sięgnęli m.in właśnie stworzony przez nich kombajn graficzny – Photoshopa. Paradoks, powiecie. Ale w tym zaprzeczającym prawom marketingu szaleństwie (te prawa marketingu to sobie oczywiście wymyśliłem, bo czemu nie?) była metoda. Czytaj dalej „W uczciwy tytuł tego wpisu nikt by nie kliknął. Zostawię więc taki”

Szpiegowanie i inwigilacja mają też swoje dobre strony. Serio

Przechadzając się po galeriach sztuki (wyobraźcie sobie, że pewien odsetek populacji naszej planety wciąż marnuje na to swój czas) i przystając przed obrazem przedstawiającym pejzaż, krajobraz czy miasto, wspomniane w zamkniętym kilka wyrazów wcześniej nawiasie osoby często zastanawiają się, jak uwieczniony na płótnie wycinek rzeczywistości ma się do obecnego wyglądu danego miejsca i z czego autor musiał zrezygnować (lub co dodać), aby wykoncypowana przez niego kompozycja malowidła była jak najlepsza. O ile odpowiedzi na drugie pytanie z dużą doża prawdopodobieństwa nie uzyskamy nigdy, tak pierwsza zagwozdka w dobie internetu zagwozdką być przestaje. A wszystko dzięki szpiegującej nas na każdym kroku korporacji. Czytaj dalej „Szpiegowanie i inwigilacja mają też swoje dobre strony. Serio”

Nie, to nie jest ogórek

Pod tym tylko pozornie enigmatycznym tytułem kryje się nie tylko sporych rozmiarów niespodzianka, ale też spory talent wprost z Kraju Kwitnącej Wiśni. Talent dotąd częściej kojarzony z mocno charakterystycznym bodypaintingiem (bo sformułowanie „malowanie ciała” w dzisiejszych czasach nie ma racji bytu), ale od czasu do czasu próbujący swoich sił również na innym polu. Wracając do tematu: co w takim razie prezentuje zdjęcie, które widzicie w nagłówku tego wpisu? Nie uwierzycie (frazeologia znana z czołowych portali internetowych bywa tu i ówdzie przydatna.). Czytaj dalej „Nie, to nie jest ogórek”

Muzyka na dupie odnaleziona, czyli 500-letni chorał z piekła rodem

Jak donosi internetowy serwis brytyjskiego Guardiana, pewna blogerka wybrała się z przyjaciółką do muzeum Prado w Madrycie, gdzie przystanęła na dłuższą chwilę przy „Ogrodzie ziemskich rozkoszyHieronima Boscha. News z dupy, powiecie, i tym razem określenie to będzie jak najbardziej trafne. Pani Amelia dostrzegła bowiem na słynnym tryptyku nagą postać, której niezbyt obfite jak na połowę poprzedniego tysiąclecia pośladki pokryte są zapisem nutowym pewnej kompozycji. I postanowiła ją zagrać. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Czytaj dalej „Muzyka na dupie odnaleziona, czyli 500-letni chorał z piekła rodem”

Gwiezdne wojny jako akwarele

Od czasu do czasu (a nieraz i częściej) na reddicie można znaleźć coś naprawdę interesującego. Takim właśnie znaleziskiem jest bez wątpienia zestaw akwareli przygotowanych przez jednego z użytkowników serwisu (terry_cook1). Jakoś nigdy nie przepadałem za tą techniką malarską, ale trzeba przyznać, że bohaterowie arcykultowych Gwiezdnych wojen wyglądają na zamieszczonych płótnach zaiste urzekająco. Czytaj dalej „Gwiezdne wojny jako akwarele”

Bananowa sztuka Phila Hansena

Ciężko znaleźć bardziej awangardowe „płótno” niż skórka od banana, wziąwszy pod uwagę fakt, że jest to rzecz raczej nietrwała. Nie przeszkadza to jednak Philowi Hansenowi, który w przypływie szaleństwa/natchnienia/geniuszu (niepotrzebne skreślić) przenosi dzieła wybitnych (i nie tylko) twórców na nowy grunt. Stosuje do tego technikę podobną do nanoszenia tatuaży, a całość (łącznie z innymi swoimi pomysłami) dokumentuje na swoim kanale w serwisie YouTube. Co więcej, o swoim najnowszym projekcie przygotował nawet książkę – Tattoo a Banana: And Other Ways to Turn Anything and Everything Into Art, która ukaże się 5 czerwca. Poniżej kilka przykładowych prac oraz klip wideo. [via Flavorwire] Czytaj dalej „Bananowa sztuka Phila Hansena”