"Na takie gówno jestem już chyba za stary"

Sądziłem, że incydent sprzed dwóch lat, kiedy w stanie skrajnego zażenowania wyszedłem z kina z przedpremierowego pokazu „Avengers” i poczułem obrzydzenie do ekranizacji komiksów (szczególnie superbohaterskich), był tylko jednorazowy. Dwa lata później stawiłem się na pokazie innego filmu Marvela i chociaż do teraz targają mną podobnie negatywne emocje, nie mogę powiedzieć, by był równie fatalny. Nie jest to w żadnym wypadku komplement dla „Strażników Galaktyki”, bo od produkcji, której w 2012 roku wystawiłem ocenę 4/10, bardziej cenię nawet szóstą część „Szybkich i wściekłych”. I tak jak w przypadku filmu o grupie kryminalistów szykujących skok stulecia przy pomocy swoich superszybkich maszyn, tak w przypadku wesołej opowiastki o grupie kryminalistów, przypadkiem zaplątanych w złodziejską aferę rozmiarów wszechświata, najmocniejszym ogniwem ponownie okazał się Vin Diesel – w najbardziej drewnianej kreacji w swojej karierze, z dyndającym na jednej z jego gałęzi gadatliwym i drapiącym się po jajkach szopem. Czytaj dalej „"Na takie gówno jestem już chyba za stary"”

"Ewolucja planety małp", czyli kręcenie prequeli ma sens. I to spory

Nigdy nie lubiłem tej serii, chociaż końcowa wolta pierwszej części trwale zapisała się w mojej pamięci. Kiedy jeszcze na każdy kolejny film Tima Burtona czekałem przebierając nogami, pomyślałem, że może tym razem przekonam się do małp gadających ludzkim głosem. Niestety – to co zaprezentował w 2001 roku kultowy wówczas reżyser zasługiwało jedynie na okrzyki podobne do tych, które postać grana przez Charltona Hestona wydała na widok Statuy Wolności. Dokładnie dekadę później na ekranach kin pojawiła się „Geneza planety małp” – prequel, który sprawił, że małpom postanowiłem dać trzecią i ostatnią szansę. I tym razem był to strzał w dziesiątkę. Czy jego kontynuacja była w stanie mu dorównać? Czytaj dalej „"Ewolucja planety małp", czyli kręcenie prequeli ma sens. I to spory”

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie

Kiedy 8 lat temu zażenowany wychodziłem z kina po seansie „X-Men: Ostatni bastion”, obiecałem sobie, że już nigdy nie wrócę do uniwersum pełnego mutantów, a przynajmniej nie na wielkim ekranie. Niestety, 60 miesięcy później po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że słabo u mnie z dotrzymywaniem danego słowa i wybrałem się na „X-Men: Pierwsza klasa”. Ale głupio było się nie wybrać, gdy bilety dostałem w prezencie. Za „Przeszłość, która nadejdzie” też nie płaciłem, jednak z przyjemnością zostawiłbym w kasie tę ćwierć stówki, wybierając się na kolejny pokaz. Bo takich filmów w domowym zaciszu oglądać nie tylko nie wypada, ale wręcz się nie da. Czytaj dalej „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”