Tytuł, w który nikt by nie kliknął, gdyby nie znacznik [+18]

Dokładnie (+/- 6 dni) 31 miesięcy temu zamieściłem na KWP wpis o wielce klikopędnym tytule, do którego nie bez powodu nawiązuję tytułem niniejszej publikacji. Czemu to robię? Oprócz tego, że mogę, chciałem zwyczajnie zwrócić Waszą uwagę na kunszt, jakim popisali się autorzy fotografii prezentowanych poniżej. Co w nich takiego wyjątkowego? Czytaj dalej „Tytuł, w który nikt by nie kliknął, gdyby nie znacznik [+18]”

Nareszcie jakieś sensowne zastosowanie Instagrama

Ze wszystkich serwisów społecznościowych to właśnie Instagrama KWP powinno lubić najbardziej. Tymczasem, mimo tak wielkiego uwielbienia dla fotografii, jest to narzędzie często przeze mnie pomijanie świadomie lub po prostu nieświadomie zapominane. Od dawna próbowałem znaleźć odpowiedź, dlaczego tak się dzieje i doszedłem do wniosku, iż powodem jest prawdopodobnie brak możliwości dodawania nań zdjęć z poziomu komputera. Inna sprawa, że rzadko kiedy można znaleźć na Instagramie coś interesującego – ciekawe rzeczy najczęściej giną w zalewie jedzenia, autopromocji i miliona samojebek. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym napisał, że w ogóle nie można na nim natrafić na przykuwające wzrok rzeczy. Więc nie napiszę. Bo dzisiaj właśnie na taką trafiłem. Czytaj dalej „Nareszcie jakieś sensowne zastosowanie Instagrama”

W uczciwy tytuł tego wpisu nikt by nie kliknął. Zostawię więc taki

Kilka lat temu firma Adobe zorganizowała w Wielkiej Brytanii mały konkurs dla studentów, w którym można było wygrać 10 tysięcy funtów za umiejętne przeniesienie klasycznego obrazu do współczesności tylko za pomocą fotografii. Ci ciekawe pomysłodawcy przedsięwzięcia postawili jeden warunek – nie można było wykonanych fotografii w żaden sposób retuszować, dyskwalifikując wszystkich, którzy sięgnęli m.in właśnie stworzony przez nich kombajn graficzny – Photoshopa. Paradoks, powiecie. Ale w tym zaprzeczającym prawom marketingu szaleństwie (te prawa marketingu to sobie oczywiście wymyśliłem, bo czemu nie?) była metoda. Czytaj dalej „W uczciwy tytuł tego wpisu nikt by nie kliknął. Zostawię więc taki”

Niekończąca się opowieść 30 lat później

Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że w kręcenie remake’ów jest jednocześnie próbą jawnego wyłudzenia pieniędzy, jak i otwartym zamachem na filmy, które niejednokrotnie zdefiniowały nasze (lub czyjeś) dzieciństwo. Dobry remake spotkać można równie często, co jednorożce jeżdżące na łyżwach, jednak niektórym produkcjom przydałby się lifting, gdyż nie zawsze pierwsze podejście do jakiegoś tematu okazuje się tym właściwym. Dobrym tego przykładem są projekty ponownego zaadaptowania „Diuny”, która po prostu zasługuje na odpowiedni budżet i właściwego reżysera. Zdecydowanie gorszym, choć na grafikach koncepcyjnych prezentującym się równie efektownie, jest to, co zobaczycie za chwilę. Czytaj dalej „Niekończąca się opowieść 30 lat później”