Uwielbiałeś szukać Wally'ego? Mam coś w sam raz dla Ciebie

Ręka do góry, komu podoba się brzmienie języka niemieckiego. Tak myślałem. Mowę naszych sąsiadów, w której niemal każdy wyraz kojarzy się z łapanką na ulicach Warszawy w latach 40. XX wieku, trudno nazwać pięknym szwargotem, jednak to właśnie słowo z języka niemieckiego będzie bohaterem niniejszego wpisu. Bohaterem, na widok którego niejednemu szczęka opadnie. Czytaj dalej „Uwielbiałeś szukać Wally'ego? Mam coś w sam raz dla Ciebie”

Stephen King nie napisał tych książek. A mógłby

Pewnie dla niektórych zabrzmi to jak przyznanie się do winy, ale ja naprawdę lubię powieści Stephena Kinga i uważam go za jednego z najlepszych i najwybitniejszych współczesnych pisarzy. Nikt tak jak King nie potrafi wprowadzać do książki postaci – wystarczy kilka prostych zdań, by czytelnik wiedział o nich w zasadzie wszystko. Nikt tak jak King nie potrafi też z wydawałoby się nieciekawego pomysłu, wycisnąć ostatnie soki, tworząc wciągające thrillery z mniejszą lub większą dawką makabry. Dlatego też King wydaje się naturalnym kandydatem, do stworzenia książek… na podstawie tekstów piosenek. Czytaj dalej „Stephen King nie napisał tych książek. A mógłby”

Za kulisami: The Green Mile (Zielona mila)

W grudniu tego roku minie dokładnie 15 lat od premiery jednej z najlepszych adaptacji książkowych, którą reżyser i scenarzysta przygotował na podstawie powieści Stephena Kinga w zaledwie osiem tygodni. „Zielona mila” w wersji scenariuszowej Franka Darabonta była ponoć tak dobra, że przy korekcie nikt nie odważył się zmienić nawet interpunkcji, aby nie ingerować w dzieło specjalisty od więziennych historii pióra mistrza horroru. Nic więc dziwnego, że gotowe dzieło porwało zarówno widzów, jak i krytyków i zarobiło w samych Stanach Zjednoczonych ponad pięciokrotnie więcej, niż „Skazani na Shawshank”. Czytaj dalej „Za kulisami: The Green Mile (Zielona mila)”

Za kulisami: Shawshank Redemption (Skazani na Shawshank)

Pierdolcie się” – tak reżyser najpopularniejszego i najwyżej ocenianego filmu w historii kina odpowiada na zarzuty, że jego dzieła są zbyt długie. Jego kinowy debiut – adaptacja opowiadania Stephena Kinga o wiszącym w więziennej celi plakacie Rity Hayworth – trwa 2 godziny i 22 minuty. Gdyby jednak Frank Darabont rozciągnął ją do czterech, nie znaleźlibyście osoby, która z tego powodu wyrażałaby swoje niezadowolenie. Dokładnie (no, prawie dokładnie) 20 lat temu ruszyła produkcja „Skazanych na Shawshank” – ekranizacji, która porwała widzów na całym świecie, ale podczas Oscarowej gali musiała zadowolić się jedynie nominacjami. Czytaj dalej „Za kulisami: Shawshank Redemption (Skazani na Shawshank)”

Toy Story + The Shining = Toy Shining

Jakiś czas temu swój profil na Twitterze założył Lee Unkrich, jeden z wizjonerów studia Pixar, współreżyser „Potworów i spółki”, „Gdzie jest Nemo?”, „Toy Story 2” oraz twórca „Toy Story 3”. Bardzo szybko okazało się, że oprócz zamiłowania do animacji, Unkrich ma też obsesję związaną ze „Lśnieniem” Stanleya Kubricka. Żeby dać upust swojej miłości filmowej adaptacji prozy Stephena Kinga, reżyser postanowił założyć dedykowany jej blog, na którym z prędkością karabinu maszynowego zaczął wrzucać arcyciekawe materiały związane z produkcją.

Widząc to Kyle Lambert, jeden z fanów trzeciej części „Toy Story”, jego twórcy, a także Kurbickowskiej ekranizacji, a przy okazji uzdolniony artysta, postanowił przygotować mieszankę obu filmów tworząc 25 kapitalnych storyboardów, na których umieścił bohaterów teoretycznie dziecięcej animacji w kadrach znanych z horroru. Przygotowanie ich zajęło mu 2 miesiące, ale finalny efekt warty był włożonej pracy. Poniżej zamieszczam 12 z 25 kadrów – resztę można znaleźć na oficjalnej stronie grafika, gdzie dostępne są również w większej rozdzielczości. Czytaj dalej „Toy Story + The Shining = Toy Shining”

Stephen King: kopalnia pomysłów z wyczerpanym złożem

Kiedy w 2009 roku najsłynniejszy autor horrorów zaczął przebąkiwać coś o pisaniu „sequela” do jednej ze swoich najpopularniejszych powieści, część czytelników nie posiadała się z radości, część pukała się w czoło, a pozostali okazywali niedowierzanie. Bo jakże można napisać drugą część czegoś, co w żadnym wypadku kontynuacji nie potrzebuje? Wiadomość wydawała się być tak nieprawdopodobna, jak plany nakręcenia drugiej części „Listy Schindlera”. A jednak. King pokazał, że skończyły mu się pomysły. Bo chyba nie pieniądze. Czytaj dalej „Stephen King: kopalnia pomysłów z wyczerpanym złożem”