Pokaż mi swoją dziurę, a powiem Ci, jakim jesteś obywatelem

Kupno dziur w jezdniach to pomysł tak samo stary, jak bezsensowny. Nie ma się jednak co znęcać nad jego autorami, bo na pewno chcieli dobrze, ale nie przypuszczali, że dotrze nad Wisłę, gdzie najpierw zostanie wyśmiany, a później olany. Zdecydowanie ciekawszą, ale też bardziej absurdalną alternatywą jest zwrócenie uwagi na ubytki w warstwie ścieralnej (i niższych) w sposób nieco bardziej kulturalny. I wykpiwający nieudolność drogowców po stokroć mocniej, niż proponowane przez samorządy tabliczki z nazwiskami sponsorów asfaltowych wyrw. Czytaj dalej „Pokaż mi swoją dziurę, a powiem Ci, jakim jesteś obywatelem”

W uczciwy tytuł tego wpisu nikt by nie kliknął. Zostawię więc taki

Kilka lat temu firma Adobe zorganizowała w Wielkiej Brytanii mały konkurs dla studentów, w którym można było wygrać 10 tysięcy funtów za umiejętne przeniesienie klasycznego obrazu do współczesności tylko za pomocą fotografii. Ci ciekawe pomysłodawcy przedsięwzięcia postawili jeden warunek – nie można było wykonanych fotografii w żaden sposób retuszować, dyskwalifikując wszystkich, którzy sięgnęli m.in właśnie stworzony przez nich kombajn graficzny – Photoshopa. Paradoks, powiecie. Ale w tym zaprzeczającym prawom marketingu szaleństwie (te prawa marketingu to sobie oczywiście wymyśliłem, bo czemu nie?) była metoda. Czytaj dalej „W uczciwy tytuł tego wpisu nikt by nie kliknął. Zostawię więc taki”

Tak Nowozelandczycy dewastują plażę

Kilka dni temu w sieciach społecznościowych, gdzie KWP prowadzi swoje drugie życie (dla przypomnienia: Facebook, Twitter i Google+) wrzuciłem niepozorne zdjęcie, które podpisałem tytułem tego wpisu. Przez myśl mi nawet nie przyszło (kłamię jak z nut), że kilkoro Nowozelandczyków przyłapanych na dewastowaniu plaży Mount Maunganui jest na tyle bezczelnych, aby dopuścić się podobnego występku ponownie. Myliłem się (nie po raz pierwszy zresztą) – bezczelni kuzyni niziołków dopuścili się recydywy. I to niejeden raz. Czytaj dalej „Tak Nowozelandczycy dewastują plażę”

Gigantyczne, ale ulotne arcydzieła – kilka godzin i do piachu

Chociaż jeszcze niedawno pomstowałem na łajno, które reklamuje się jako sztukę nowoczesną, potrafię docenić coś co faktycznie zasługuje nie tylko na takie miano, ale też na podziw wszystkich jej znawców oraz ludzi nie mającej o niej zielonego pojęcia. Z dziełami Andresa Amadora, amerykańskiego artysty, który upodobał sobie tworzenie na opuszczonych plażach, jest jednak pewien problem – jego prace są tak gigantyczne, że w całej okazałości można je podziwiać jedynie z naprawdę dużej wysokości, a przy tym tak nietrwałe, że w pierwotnej formie nie kupiłaby ich żadna galeria świata. Zaintrygowani?
Czytaj dalej „Gigantyczne, ale ulotne arcydzieła – kilka godzin i do piachu”

To gówno nazywacie sztuką? Tak, w rzeczy samej

Najłatwiejszym sposobem na uniknięcie oskarżeń o bycie zboczeńcem i psychopatą, stanięcia przed sądem za obrazę uczyć religijnych czy linczu (głównie za to ostatnie) jest nazwanie wytworów swojej chorej fantazji sztuką. Oczywiście nie zawsze jest to w stu procentach skuteczne (kara dla TVN-u za polską flagę w psiej kupie została nałożona, jednak dopiero po 5 latach), ale wiele przykładów pokazuje, że najlepszą linią obrony jest przyznanie się do niepoczytalności. Wszak niektóre pomysły prawdziwych i domorosłych artystów mocno o nią zahaczają. Czytaj dalej „To gówno nazywacie sztuką? Tak, w rzeczy samej”