Utwory, które zna każdy, ale nikt nie wie, jak się do cholery nazywają

Jak często macie tak, że nie potraficie poprawnie zidentyfikować tytułu czy autora radiowego hitu, który słyszeliście już setki razy? Zgaduję, że stosunkowo często i raczej wstydem byłoby przyznanie się do takiej niewiedzy nawet najbliższym przyjaciołom.

A jak często drapiecie się po głowie, słysząc utwór, który w świadomości mieszkańców naszej małej niebieskiej planety funkcjonuje już od kilkuset lat i co czujecie, gdy jedyne co potraficie o nim powiedzieć to to, że jest „fajny, no, rytmiczny taki”? Znowu pokuszę się o strzał i zamiast czekać na odpowiedź, zasugeruję, że raczej nie stanowi to dla nikogo większego problemu, bo przecież w świadomości młodych Polaków już od dawna pokutuje przeświadczenie, że „klasyka jest dla pedałów”. Ale, tak naprawdę właśnie to, moi drodzy, jest prawdziwym powodem do wstydu.

Jeśli poświęcicie mi teraz 10 minut Waszego czasu, udowodnię Wam, że słuchanie klasyki to nie obciach i powód do wyzywania świadomych melomanów od pieprzonych hipsterów. Za chwilę zgodnie stwierdzicie, że muzyka klasyczna jest zajebista. A przy okazji dowiecie się, jak nazywa się ta cholerna nuta, która grana jest praktycznie w co drugim filmie. Czytaj dalej „Utwory, które zna każdy, ale nikt nie wie, jak się do cholery nazywają”