50 książek, które musicie przeczytać

By być tak zajebiści (i skromni) jak ja.

Co tu dużo mówić – nie lubię internetowych łańcuszków, a ostatnia moda na chlastanie się zimną wodą, chociaż w założeniu w szczytnym celu, wprowadziła mnie w stan skrajnego zażenowania. To, co miało zwrócić uwagę na problemy ludzi dotkniętych nieuleczalną chorobą, bardzo szybko zamieniło się w gonitwę pozbawionych skrupułów PR-owców, którzy nawet na stwardnieniu zanikowym bocznym potrafili dla swoich podopiecznych zbić odpowiedni kapitał. Z drugiej strony, tak jak nie podoba mi się wiralowy szum związany z ALS, tak nową świecką tradycję dzielenia się spisem lektur ulubionych uważam za rzecz niezwykle wręcz budującą. Chociaż i tu niektórzy jakby na siłę starają się błysnąć nieco fałszywą erudycją, często miast pozycji, które faktycznie wpłynęły w jakiś sposób na ich osobowość (życie?), wpisując „dzieła” twórców znanych tylko w kręgach prenumeratorów kwartalników literackich.

Ja co prawda do wyżej wspomnianej kliki nie należę, ale ze wstydem przyznaję, że moim tzw. guilty pleasure jest kilka książek z okresu oświecenia. Głupio mi zwłaszcza wtedy, kiedy wymieniam je jednym tchem z klasyką fantastyki i przepełnionymi humorem kniżkami Gaimana, Adamsa i Pratchetta. Nic jednak nie mogę na to poradzić – zainteresowania mam może niezbyt szerokie, ale momentami sięgające tam, gdzie nikt raczej się nie spodziewa. Po mnie.

Wracając jednak do powodów, dla których publikuję moich pięć dziesiątek – ostatnio jeden z moich wiernych i ulubionych czytelników (a także autor rozwijającego się w błyskawicznym tempie bloga) zarzucił mi, iż mało na KWP czynnika ludzkiego. Zresztą nie tylko on – w przeprowadzonej jakiś czas temu ankiecie spore grono innych osób dało mi do zrozumienia, że faktycznie mógłbym dawać tutaj więcej siebie. A jako że wielu z Was nominowało mnie do wypisania swojej złotej dziesiątki, nie mogłem pozostać głuchy na te prośby, mając na uwadze, że to właśnie uwielbiane książki najlepiej charakteryzują daną osobę. Tak więc, oto ja. W pięciu nieokreślonych smakach.

 

John Steinbeck – „Tortilla Flat”
Philip K. Dick – „Człowiek z wysokiego zamku”
William Faulkner – „Wściekłość i wrzask”
Antoine de Saint-Exupery – „Ziemia, planeta ludzi”
Stephen King – „Misery”
Geoffrey Chaucer – „Opowieści kanterberyjskie”
Kurt Vonnegut – „Kocia kołyska”
Voltaire – „Kandyd, czyli optymizm”
John R.R. Tolkien – „Władca Pierścieni”
Michaił Bułhakow – „Mistrz i Małgorzata”

 

Terry Pratchett – „Świat Dysku”
William Szekspir – „Makbet”
Miguel de Cervantes – „Przemyślny szlachcic Don Kichote za La Manchy”
William Golding – „Władca much”
Samuel Beckett – „Czekając na Godota”
Edward Albee – „Kto się boi Virginii Woolf?”
Tennessee Williams – „Tramwaj zwany pożądaniem”
James Clavell – „Król Szczurów”
Neill Gaiman i Terry Pratchett – „Dobry omen”
Juliusz Verne – „Tajemnicza Wyspa”

 

Orson Scott Card – „Mówca umarłych”
Andrzej Sapkowski – „Wiedźmin”
George R.R. Martin – „Pieśń lodu i ognia”
Oscar Wilde – „Bądźmy poważni na serio”
Ernest Hemingway – „Pożegnanie z bronią”
Mark Twain – „Przygody Hucka”
Leopold Tyrmand – „Zły”
Douglas Adams – „Autostopem przez galaktykę”
J.G. Ballard – „Imperium Słońca”
Aldous Huxley – „Nowy wspaniały świat”

 

Cormac McCarthy – „Droga”
George Orwell – „1984”
Tom Stoppard – „Guildenstern i Rosencrantz nie żyją”
Joseph Heller – „Paragraf 22”
Władysław Reymont – „Chłopi”
Isaac Asimov – „Fundacja”
Frank Herbert – „Diuna”
Ryszard Kapuściński – „Imperium”
Vladimir Nabokov – „Lolita”
Franz Kafka – „Proces”

 

Jonathan Swift – „Podróże Guliwera”
John Steinbeck – „Grona gniewu”
Umberto Eco – „Imię róży”
Neill Gaiman – „Amerykańscy bogowie”
Aleksander Sołżenicyn – „Archipelag GUłag”
Philip K. Dick – „Ubik”
Jerome K. Jerome – „Trzech panów w łódce nie licząc psa”
Francois Rabelais – „Gargantua i Pantagruel”
Robert Louis Stevenson – „Wyspa skarbów”
Joseph Conrad – „Jądro ciemności”

 

Zaskoczeni? Zniesmaczeni? Znudzeni? Zachęcam do wylewania żali i wytknięcia mi, co rozkłada powyższe pięć dyszek na łopatki.