Robił to każdy, ale tylko nieliczni wiedzą, jak na tym zarobić

Jak ze szczeniackiej zabawy zrobić dochodowy biznes? To wiedzą tylko Japończycy. Bo czy ktoś z Was przypuszczał, że chałupnicze tworzenie kreskówek na rogach szkolnych zeszytów tudzież notesów i podręczników można przekuć w prawdziwe i niemałe pieniądze?

W czasach, kiedy internet zdominowały wielkogabarytowe nieme filmiki z często kiepską rozdzielczością, sprokurowaną użytym i dość zasobożernym formatem .GIF, tzw. flipbooki zdają się przeżywać renesans. Jako że siłą rzeczy nie posiadają podkładu dźwiękowego, puszczanie ich w internetowy obieg właśnie w takiej formie ma większy sens, aniżeli nagrywanie efektu powstałego przez przewracanie kartek i publikowaniu ich na YouTube.

Pif paf!
Pif paf!

Największe wrażenie robią jednak na żywo – „obsługiwane” przez nas lub osobę postronną, potrafią wprawić w podziw nawet największych sceptyków tego rodzaju artystycznej ekspresji. Skorzystać na tym postanowił Japończyk ukrywający się pod pseudonimem Mou Hitotsu no Kenkyujo (z jap. „Jeszcze jeden instytut badawczy”), które swoje pomysły zamienia na kilkudziesięcio- a nawet kilkusetstronicowe książeczki, które następnie możemy przeglądać bez opamiętania.

flip-3

Prace Mou Hitotsu odróżnia od tych, tworzonych metodami chałupniczymi przede wszystkim cena (koszt jednej to w przeliczeniu na polską walutę przynajmniej 100zł), ale też niestandardowe pomysły, w tym umieszczanie w książeczkach dodatkowych elementów niepapierowych lub wycinanie części kartek zamiast ich zamalowywanie. Zobaczcie zresztą sami.

flip-2

flip-1