Jak odróżnić kogoś, kto czyta od tego, który tylko udaje, że czyta?

Odpowiedź na postawione w tytule tego wpisu pytanie znalazło dwóch niezwykle utalentowanych i jeszcze bardziej popularnych hollywoodzkich aktorów, którzy swoją wielką karierę rozpoczęli od odebrania najważniejszej filmowej nagrody w zupełnie innej kategorii. Ale po kolei.

Matt Damon i Ben Affleck, bo o nich oczywiście mowa w powyższym akapicie, przygodę z filmem rozpoczynali od niezbyt ambitnych projektów, w których otrzymywali mało wymagające role. Ich droga ku sławie była wyboista, a oni poruszali się po niej z mozołem. Ale najlepsi przyjaciele i kumple z klasy nie byli w ciemię bici. Zamiast liczyć na łaskę i niełaskę organizatorów castingów, zdecydowali się sami napisać film i obsadzić siebie w głównych rolach.

Matt Damon w swojej pierwszej filmowej roli ("Mystic Pizza")

Matt Damon w swojej pierwszej filmowej roli („Mystic Pizza”)

Scenariusz, który wspólnie spreparowali z miejsca wzbudził zainteresowanie kilku producentów. Ci z kolei zainteresowali projektem dwóch młodziaków większe wytwórnie, które zaczęły zabiegać, by ich „Buntownika z wyboru” wyprodukować właśnie u nich. I chociaż skrypt udało się sprzedać wytwórni Castle Rock, ta w głównych rolach widziała Brada Pitta i Leonardo Di Caprio. Na to przyjaciele zgodzić się nie mogli.

Ben Affleck w swojej pierwszej filmowej roli (z prawej, kadr z "The Dark End of the Street")

Ben Affleck w swojej pierwszej filmowej roli (z prawej, kadr z „The Dark End of the Street”)

Pomógł im nieco Kevin Smith, u którego obaj występowali. Widząc, że mają problem z dogadaniem się z Castle Rock Smith zaczął obwozić ich po innych wytwórniach. Jednak Matt i Ben kręcili nosem na każdą ofertę, mimo w sumie dość sporych pieniędzy, jakie im oferowano. Co nimi kierowało i dlaczego odrzucili tak wiele propozycji, ostatecznie decydując się na współpracę z Miramax?

Pomijając oczywiście fakt, że Miramax nie kręcił nosem na ich propozycje obsadowe.

Pomijając oczywiście fakt, że Miramax nie kręcił nosem na ich propozycje obsadowe.

Kevin przedstawił Damona i Afflecka Harveyowi Weinsteinowi, któremu dzień wcześniej wysłał scenariusz. Weinsteinowi, tak jak wcześniej innym producentom, scenariusz bardzo przypadł do gustu. Miał jednak pewne zastrzeżenie. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego mniej więcej w połowie filmu główni bohaterowie, absurdalnie heteroseksualni mężczyźni, padają sobie w ramiona, po czym przechodzą do uprawiania… seksu oralnego.*

Jak później tłumaczył Weinstein, słysząc tłumaczenie Matta Damona niemal udławił się ze śmiechu.

Tę scenę wrzuciliśmy do scenariusza, by przekonać się, czy ktokolwiek z was, grubych ryb, w ogóle go przeczytał. Jak się okazuje, jesteś pierwszą osobą, która dotarła przynajmniej do jego połowy, więc film jest twój.

Reszta to już historia. Weinstein wyłożył 10 baniek, namówił Robina Williamsa do dołączenia do obsady, ten dostał Oscara za swój występ, Damon i Affleck po Oscarze za scenariusz, a całość zarobiła ponad 200 milionów dolarów na całym świecie i uczyniła z dwóch sowizdrzałów gwiazdy, których blask nie przygasł nawet po 20 latach.

Jeden z niewielu momentów, kiedy na Oscarach ktoś nie musiał udawać.

Jeden z niewielu momentów, kiedy na Oscarach ktoś nie musiał udawać.

* Weinstein w kilku wywiadach podawał różne wersje tej sceny – 1) że seks uprawiało dwóch profesorów, 2) że w schadzce brali udział bohater grany później przez Williamsa z postacią kreowaną przez Damona.

PS: Widzicie obrazek w nagłówku? To kadr z „Buntownika z wyboru”, pochodzący ze sceny, w której grany przez Matta Damona Will błyskawicznie kończy lekturę książki. Problem w tym, że na zbliżeniu widać, iż wszystkie kartki są niezadrukowane. Trochę to ironiczne, nieprawdaż?

Źródła:

 

PPS: Skoro dotarliście do końca wpisu, równie dobrze możecie dodać kulturawplot na Snapchacie. To naprawdę proste.

Proste!

Proste!