KULTURĄ W PŁOT

KULTURĄ W PŁOT

10 obrazów, które każdy szanujący się Polak znać musi

Cudze chwalicie, swego nie znacie.

Awatar użytkownika KULTURĄ W PŁOT
KULTURĄ W PŁOT
gru 02, 2015
∙ Płatne

Cudze chwalicie, swego nie znacie - chciałoby się napisać. A może nawet nie, że nie znacie (bo pewnie obrazy polskich arcymistrzów pędzla obiły się Wam o oczy), ale nawet nie wiecie, jak wiele geniuszu na swoim podwórku posiadacie. Sam przekonałem się o tym dopiero po niedawnej wizycie w Muzeum Narodowym w Warszawie. Ta zainspirowała mnie do stworzenia zestawienia arcydzieł, które każdy szanujący się Polak nie tylko znać musi, ale i zobaczyć na własne, niefiltrowane ekranem smartfona, tabletu czy ekranu komputera oczy powinien.

Zachwycamy się Monetem, Van Goghiem, Cezanne'em czy Renoirem, bo taką fascynację poniekąd podsuwa nam internet (oczywiście w przerwach, kiedy nie zachwyca się kotami i memami), gdzie co rusz pojawiają się ciekawe wyimki z ich życiorysów czy współczesne, domorosłe wariacje na temat ich największych dzieł. Rzadko kiedy w ekscytacjach pojawiają się jednak prace polskich twórców, co jest o tyle zasmucające, że historie im towarzyszące są częstokroć zdecydowanie ciekawsze niż to, co podsuwa nam na ścianę Edge Rank Facebooka czy widzimisię algorytmu Page Rank Google'a. Nadszedł czas, by to zmienić.

Wpisz swój adres e-mail, by zacząć śledzić tego bloga i dostawać powiadomienia o nowych tekstach. Możesz też wybrać opcję płatną, jeśli chcesz wspierać jego autora.

Przed Wami najciekawsza dziesiątka polskich obrazów, które odpowiednio "sprzedane" mogą spopularyzować polskie malarstwo nie tylko wśród krytyków sztuki, ale też przeciętnych zjadaczy chleba z Europy i świata. Z pewnością nieobecność kilku popularnych dzieł może oburzyć część czytelników - tych jednak zachęcam do przelewania negatywnych emocji na cyfrowe płótno, jakim są komentarze pod tym wpisem. Bawcie się dobrze.

10. Śmierć Barbary Radziwiłłówny - Józef Simmler

Kiedy wystawiono go po raz pierwszy - w warszawskiej Zachęcie 1860 roku - oglądający obraz doznawali spazmów rozpaczy. Przedstawia zwieńczenie jednej z najbardziej niezwykłych opowieści w całej historii monarchii w Polsce. Miłość zakazaną, praktycznie wbrew wszystkim panującym zasadom, rozpoczętą przypadkiem, kontynuowaną za plecami żony Zygmunta Augusta i jakże tragicznie zakończoną. Dopiero po śmierci pierwszej małżonki Zygmunt, miast związać się z przedstawicielką jednego z królewskich rodów na Zachodzie, postanowił w sekrecie, bez zgody rodziców i zaciągnięcia opinii rady wziąć ślub z ponoć spodziewającą się potomka szlachcianką.

Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)
Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Nazwisko Radziwiłł w XVI wieku nie robiło takiego wrażenia jak obecnie, a ujawnienie mezaliansu wywołało skandal i kampanię przeciwko unieważnieniu małżeństwa tych dwojga. Barbarę Radziwiłłównę nazywano (nawet publicznie!) "wielką nierządnicą litewską", atakowano ją słownie podczas oficjalnych spotkań i wyliczano domniemanych kochanków przy każdej nadarzającej się okazji. Radziwiłłówna mocno podupadła na zdrowiu, po długiej i ciężkiej chorobie umierając w 1551 roku po pół roku od koronacji, którą ostatecznie udało się Zygmuntowi Augustowi wywalczyć. Widoczny na obrazie smutek króla był tak wielki, że poprzysiągł iść pieszo za trumną w orszaku żałobnym z Krakowa aż do Wilna (ponad 600 kilometrów). I słowa dotrzymał.

Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)
Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

Ciekawostka: Po wystawieniu obrazu, ludzie zaczęli się obawiać, że zostanie kupiony przez bogatych magnatów i zawiśnie nad czyimś kominkiem. A jako że wzbudzał tak wielkie emocje, nie chcieli do tego dopuścić, organizując zbiórkę pieniędzy w celu jego wykupienia i powieszenia w miejscu, gdzie każdy będzie mógł go oglądać. Z zebranych przez miłośników sztuki składek "Śmierć Barbary Radziwiłłówny" odkupiono i przekazano do nowo powstałego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie.


9. Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale - Walenty Wańkowicz

Najsłynniejszy portret olejny polskiego wieszcza, który stał się ikoną romantyzmu, symbolem polskości i natchnieniem dla poetów oraz malarzy. Dzieło Wańkowicza zdobyło uznanie nie tylko krytyki (która chwaliła romantyczny przekaz , symbolikę - burzowe chmury, rzuconą niedbale lirę i byroniczną pozę, w której autor uchwycił Mickiewicza), ale także samego portretowanego. Rozochocony tymi peanami Wańkowicz namalował kilka replik "Portretu na Judahu skale" w mniejszych nieco rozmiarach, które również zyskały popularność i uznanie. Malarz nie mógł tym samym zrobić lepszego PR-u poecie, który dla wielu stał się ikoną nie tylko ze względu na twórczość ale i wizerunek unieśmiertelniony na portrecie. Tak jak dzisiaj na ścianach wiesza się plakaty popularnych gwiazd kina czy estrady, tak wówczas każdy chciał mieć na ścianie swojego wieszcza.

Walenty Wańkowicz, Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)
Walenty Wańkowicz, Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

8. Babie lato - Józef Chełmoński

Powstały i po raz pierwszy pokazany w 1875 roku obraz wywołał skandal. Chełmoński namalował go zainspirowany tym, co zobaczył na Ukrainie rok wcześniej. Oglądamy na nim Ukraińską chłopkę, która leżąc na ziemi bawi się nitkami babiego lata. Co w tym takiego kontrowersyjnego, że krytycy nie przebierali w słowach, nazywając go "dziełem pornograficznym"? Coś, co dzisiaj wydaje nam się śmieszne, ale wówczas siało zgorszenie z siłą i skutecznością siewnika rolniczego. Chodziło o odkryte i, przede wszystkim, brudne nogi przedstawionej na obrazie chłopki. Ludzie nie mogli zrozumieć, dlaczego zamiast obrazów przedstawiających tematykę ważną czy symboliczną, Chełmoński zdecydował się na portretowanie tego, co można zobaczyć wyjeżdżając kilka kilometrów za miasto. Niezrozumiany malarz, którego intencją było przemycenie do polski nowego nurtu - naturalizmu - obraził się na Warszawę i wyjechał na Zachód.

Józef Chełmoński, Babie lato (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)
Józef Chełmoński, Babie lato (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

Postaw kawę autorowi!

7. Bociany - Józef Chełmoński

Ćwierć wieku po wyjeździe Chełmoński wrócił na ziemie polskie z Paryża , osiedlając się w mazowieckiej wsi Kuklówka, gdzie zajął się malowaniem obrazów o tematyce wiejskiej. Wystawione w Zachęcie w 1900 roku "Bociany" wzbudziły zachwyt krytyków i odwiedzających, którzy zgodnie nazwali obraz malarza polskim arcydziełem. I nikt już się nie zająknął o uwiecznionych na płótnie brudnych stopach. Może to dlatego, że naturalizm zaczął być odbierany nieco cieplej, a może dlatego, że mężczyzna z ubłoconymi nogami nie robił na nikim takiego wrażenia - wszak chłopi mogli pozwalać sobie na więcej. "Bociany" to obraz, który od zawsze poruszał Polaków, będąc niejako XIX-wieczną Polską (na mapie wciąż nieistniejącą) w pigułce. Nic dziwnego, że przez lata można go było zobaczyć wszędzie - na pocztówkach, plakatach, w podręcznikach do języka polskiego czy historii (o plastyce nie wspominając).

Józef Chełmoński, Bociany (fot. Piotr Ligier / MNW)
Józef Chełmoński, Bociany (fot. Piotr Ligier / MNW)

6. Żydówka z pomarańczami - Aleksander Gierymski

Obraz Gierymskiego w ostatnich latach zyskał spory rozgłos ze względu na historię, jaką przeszedł. Ulubione dzieło polskiego artysty (pisał o nim, iż była "diablo plastyczna i kolorowa", "może najlepszym obrazem") zostało zrabowane w czasie II wojny światowej, a odnalezione w małym domu aukcyjnym pod Hamburgiem 65 lat później. "Pomarańczarka" (zwyczajowa nazwa dzieła) miała zostać zlicytowana 27 listopada 2010 roku, jednak po interwencji Muzeum Narodowego w asyście Ministra Kultury, została zdjęta z aukcji.

Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, prace konserwatorskie (fot. Anna Lewandowska i Karolina Wojtaś-Kudon / MNW)

Wyceniony na 4400 euro obraz (taka była cena wywoławcza), wrócił do Polski po negocjacjach ze stroną niemiecką oraz wypłacie rekompensaty pieniężnej jego posiadaczom (wymagało tego niemieckie prawo - po 50 latach ukradziony obraz przechodzi na własność osoby, w której rękach w danej chwili się znajduje). Kwota odstępnego była tak duża, że w akcję zaangażowała się Fundacja PZU, która wyłożyła pieniądze na odzyskanie "Żydówki z pomarańczami", transport do kraju oraz restaurację dzieła. Obraz został przekazany Muzeum Narodowemu w Warszawie, gdzie można go oglądać wraz z innymi pracami Gierymskiego w Galerii Sztuki XIX wieku, którą, nawiasem mówiąc, PZU niedawno objęło swoim mecenatem.

Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, po zakończeniu prac konserwatorskich (fot. Bartosz Bajerski / MNW)
Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, po zakończeniu prac konserwatorskich (fot. Bartosz Bajerski / MNW)

Ciekawostka: "Pomarańczarka" ma siostrę bliźniaczkę - "Żydówkę z cytrynami", namalowaną przez Gierymskiego tego samego roku. Chociaż obrazy wydają się na pierwszy rzut oka identyczne, zestawiając je można pokusić się w zabawę w odnajdywanie różnić. Jest ich kilka, sami zobaczcie.

Żydówka z pomarańczami vs. Żydówka z cytrynami

Czytać dalej z 7-dniowym bezpłatnym okresem próbnym

Zasubskrybuj KULTURĄ W PŁOT, aby czytać dalej ten Post i otrzymać 7 dni bezpłatnego dostępu do pełnego archiwum Postów

Masz już płatną subskrypcję? Zaloguj się
© 2026 KULTURĄ W PŁOT · Prywatność ∙ Warunki ∙ Informacja o gromadzeniu danych
Rozpocznij swój SubstackPobierz App
Substack to miejsce dla wspaniałej kultury