Niesamowita teoria. Jeśli to nie on jest Banksym, to do cholery kto?

Kiedy w marcu bieżącego roku w świat poszedł news, że dzięki geoprofilowaniu grupa naukowców z Queen Margaret University ustaliła tożsamość Banksy’ego, przez świat przetoczyło się tsunami rozczarowania. Tajemniczym artystą ulicznym miał być niejaki Robin Cunningham, który na zdjęciach w internecie bardziej przypominał wujka Poldka (jak określiła to moja żona), niż partyzanckiego twórcę. Tymczasem kilkanaście godzin temu lotem błyskawicy po sieci rozeszła się teoria, określająca Banksy’ego jako grupę, na czele której stoi założyciel legendarnego zespołu… również wywodzącego się z Bristolu.

Robert Del Naja i Daddy G podczas Eurockéennes, 2008 (fot. Wikipedia)

Robert Del Naja i Daddy G podczas Eurockéennes, 2008 (fot. Wikipedia)

Szkocki pisarz Craig Williams kilka dni temu opublikował na stronie Glasgow Transmission tekst, w którym przedstawił swoje śledztwo, zdecydowanie mniej zaawansowane niż to, jakie zatrzęsło kulturą pół roku temu. Williams wyszedł od plotki, która wypłynęła w 2010 roku, w związku z pojawieniem się kilku prac artysty w Ameryce Północnej. Głosiła ona, że słynne murale nie są dziełem jednego człowieka, ale grupy streetartystów, podążających za trasą koncertową zespołu Massive Attack. Jak to wyglądało?

Mural z San Francisco. (fot. Eva Blue)

Mural z San Francisco. (fot. Eva Blue)

1 maja 2010 roku w San Francisco pojawiło się sześć prac przypisywanych Banksy’emu (w tym słynne „This Will Look Nice When It’s Framed”), podczas gdy Massive Attack koncertowało tamże 25 i 27 kwietnia. Podobna sytuacja miała miejsce w Toronto, gdzie zespół grał 7 i 9 maja – w ostatnim z wymienionych dni w największym mieście Kanady pojawiły się trzy dzieła Banksy’ego. 12 maja kolejny mural pojawił się w Bostonie – Massive Attack dało tam koncert dzień później. To nie jedyne wydarzenia, o których Williams wspomina w swoim artykule. Przytacza też inne koncerty zespołu z lat 2006, 2008 oraz 2013. Pamiętne przejęcie Nowego Jorku przez Banksy’ego w październiku 2013 roku dziwnym trafem też nakładało się z występami zespołu w Wielkim Jabłku w dniach 28 września – 4 października.

Madonna Con La Pistola, Neapol. (fot. Dario Licandro / YouTube)

Madonna Con La Pistola, Neapol. (fot. Dario Licandro / YouTube)

Mając takie dane Craig Williams zaczął szukać podobnych zbiegów okoliczności w pozostałych zakątkach świata – tam gdzie artysta z Bristolu również „zniszczył” kilka elewacji. Jedną z nich był kościół w centrum Neapolu, gdzie praca przypisywana artyście pojawiła się około sierpnia 2004 roku. I chociaż Massive Attack nie grał wówczas koncertu we Włoszech, jeden z założycieli zespołu, Robert Del Naja, prywatnie zagorzały fan klubu piłkarskiego Napoli i grafficiarz, był na meczu ulubionego klubu… we wrześniu 2004 roku (co wyznał w wywiadzie radiowym z 2010 roku). Przypadek? Zapewne taki sam jak fakt, że właśnie w Neapolu przyszedł na świat ojciec muzyka Massive Attack.

Betlejem, 2005 (fot. Wikipedia)

Betlejem, 2005 (fot. Wikipedia)

Poruszające murale w Palestynie? Del Naja i Massive Attack od 2005 roku współpracują z fundacją HOPING, która jest skrótem od Hope and Optimism for Palestinians in the Next Generation. Murale w Melbourne z 2003 roku? Trasa koncertowa Massive Attack po Australii w tym samym czasie. Zamalowanie jednej ze ścian w stolicy Mali? Współpraca Del Naji w projekcie Affrica Express oraz wizyta w Afryce w 2007 roku, a także znajomości na malijskiej scenie muzycznej. Spójrzcie tylko na poniższą grafikę.

(źródło: Daily Mail Online)

(źródło: Daily Mail Online)

Jeśli Wam mało, to co powiecie na to, że Banksy wielokrotnie wspominał o swojej znajomości z Del Nają? Albo to, że Del Naja, który miał zainspirować twórczość Banksy’ego, pojawił się w kapitalnym dokumencie Banksy’ego „Wyjście przez sklep z pamiątkami”? Albo nawet to, że to właśnie Banksy napisał przedmowę do „3D & the Art of Massive Attack” (3D to pseudonim Del Naji), wspominając, jak w wieku 10 lat dzieciak przezywany 3D rzucił malowanie ścian i zajął się muzyką?

Craig Williams sam nie jest w pełni przekonany co do prawidłowości swojej teorii, ale po skumulowaniu tak wielu „zbiegów okoliczności” chyba nikt nie będzie patrzeć na niego jak na wariata. Nie wskazuje konkretnej osoby, ale kandydatura Roberta Del Naji na przywódcę wędrownej trupy artystów wydaje się być nadto oczywista.

Źródła: