10 filmów, od których nie możesz się oderwać, gdy lecą w telewizji

34 uwagi do wpisu “10 filmów, od których nie możesz się oderwać, gdy lecą w telewizji”

  1. Ojej a czemu nie ma filmu „Lenon zawodowiec”? Oglądałam go kilkanaście razy, od różnych momentów, ale tylko raz udało mi się zobaczyć początek i koniec (też nie podczas tego samego oglądania 😉

    Polubienie

  2. Z powyższych mam to samo z „Indianą Jonesem”, „Parkiem Jurajskim”, „Skazanymi na Shawshank”, „Pulp ficion” i „Matriksem”, ale mam również bardzo specyficzne wybory, może mniej popularne, ale które dzielę z niektórymi znajomymi lub członkami rodziny.
    Nigdy nie odpuszczę „Wielkiego błękitu” Bessona – znam na pamięć niemal każdą scenę, także z wersji reżyserskiej i jesteśmy z jednym z kolegów w stanie rozmawiać dialogami z tego filmu. Wytropiłem nawet na Google Earth kluczowe plenery i planuję rejs ich tropem po Cykladach. Mój ścisły top wszechczasów.
    Zdarzyło się przed laty, wskutek notorycznego oglądania HBO czy Canal+, że obejrzeliśmy z siostrą chyba z 10 razy w krótkim czasie rodzinną epopeję „Legends of the fall” (pod kiczowatym polskim tytułem „Wichry namiętności”). Od tej pory dajemy sobie znać zawsze, kiedy widzimy ten film w programie – i oglądamy. Dziś już spokojnie po 30 seansów na koncie mamy, nie wstydzę się tego przyznać, chociażem facet. Jest to bowiem film w swoim gatunku perfekcyjny.
    Filmami doskonałymi w swoim z kolei gatunku, czyli komedii romantycznej, są „Love actually” i „Notting Hill” – nic mnie nie oderwie od kolejnego seansu któregoś z nich.
    No i również moja czołówka, najgenialniejsza w mojej opinii komedia świata – „Dzień świstaka”. Każdy wariant powtarzającego się dnia znam na wylot, ale nie ma takiej siły, która kazałaby mi odpuścić obejrzenie go ponownie.

    Polubienie

    1. Ja do „Wielkiego błękitu” próbowałem się przekonać kilka razy, ale ostatecznie nigdy jakoś szczególnie mi nie podszedł – a podchodziłem do niego w różnym wieku.

      Jeśli chodzi o „Wichry”, to raczej omijam wszystkie filmy, które mają „namiętność” w tytule. Alergia 🙂

      Z kolei przed „Love Actually” ktoś mnie kiedyś siłą posadził. I dobrze zrobił, bo to jeden z nielicznych kom-romów, które warto. Ale nazwisko reżysera gwarantuje rozrywkę na odpowiednio niecukierkowatym romantycznym poziomie.

      A za to, że na liście nie zmieściłem „Dnia świstaka” sam siebie postanawiam ukrzyżować. Tak, to jeden z perfekcyjnych przykładów i blamaż z mojej strony, że zrobiłem listę tylko na 10 filmów, nie umieszczając go wśród nich.

      Polubienie

      1. Świadomie też bym w życiu nie zabrał się za film z „namiętnością” w tytule (z „wichrami” też zresztą miałbym problem), ale w tytule oryginalnym tego słowa na szczęście nie ma, a ja chyba zacząłem go na dodatek oglądać za pierwszym razem, nie znając jeszcze tytułu – i to uratowało sytuację.

        Ale „Wielki błękit” jest dla mnie nie tylko filmem kultowym (bo kultowy to może być też film tak naprawdę fatalny), ale w ogóle świetnie zrealizowanym – scenariusz, dialogi, zdjęcia, reżyseria, muzyka i to jak jedno z drugim gra bezbłędnie; to wszystko każe mi go umieścić na podium najlepszych filmów, jakie widziałem ever.

        Natomiast brak „Dnia świstaka” faktycznie mnie zbulwersował – musiałem więc interweniować. 😉

        Polubienie

      2. Tak. Z „Dniem świstaka” mam tak samo jak jego duchowym następcą „Edge of Tomorrow”. Wyszedł w wakacje, a ja widziałem już trzy razy, za każdym razem świetnie się bawiąc.

        Polubienie

  3. Niebezpieczne związki, Matrix, Pulp fiction, Skazani na Shawshank, Czas Apokalipsy, Pluton, Potop, Co się wydarzyło w Madison County, Ukryte pragnienia, Gorączka. Oczywiście mam więcej ulubionych/zawsze oglądanych 🙂

    Polubienie

  4. Cieszy mnie, żenie tylko ja przedkładam „Ostatnią Krucjatę” nad „Poszukiwaczy…”. Pozostałe typy bardziej lub mniej mi odpowiadają alesam umieściłbym na liście „Terminatora 2” i może „Hook”.

    Polubienie

  5. Lista super. Co prawda na co dzień nie mam telewizora, ale gdy tylko jestem w rodzinnym domu to takim klasykom nie odpuszczam. Z filmów, które mogę oglądać non stop, to „Gliniarz z Beverly Hills” (wszystkie części), Terminator 2, Testosteron (świetny na kaca). Nie będę się rozpisywał, gdyż tego naprawdę sporo:).

    Polubienie

    1. Można by zrobić oddzielną listę w kategorii komedia w sumie. Niektóre są na jeden raz (Kac Vegas), ale niektóre można też oglądać bezustannie (Jaja w tropikach, wspomniany przeze mnie Kiler i wspomniany przez Ciebie Gliniarz). W sumie telewizja najlepiej nadaje się do powtórek – bliżej mi do pilota, niż do półki z płytami 🙂 Ale oglądam średnio 30 minut dziennie. Nie mam na nią czasu.

      Polubienie

      1. Nigdy nie byłem dobry w tworzeniu list. Zawsze za dużo rzeczy chciałbym do nich wrzucić i mam później problem co trzeba usunąć, a co zostawić. A lista komedii na przykład z lat osiemdziesiątych to spoko pomysł. Na szybko do głowy jeszcze mi przyszli „Pogromcy duchów”, „Gremliny”, „Critersy”, „Nieoczekiwana zmiana miejsc” – ten film uwielbiam oglądać przed świętami. Seria „W krzywym zwierciadle”. Uff, tego naprawdę robi się coraz więcej:)

        Polubienie

      2. Ja bym dodał kategorię „komedia do oglądania przy wódce”. Oprócz Kilerów umieściłbym tu ” Chłopaki nie płaczą”, „Poranek Kojota” i „Karierę Nikosia Dyzmy”. Większość ludzi zna wszystkie teksty na pamięć a i tak dalej śmieszą (popijaku ofc:))

        Polubienie

  6. Leon zawodowiec – zdecydowanie. Oprócz tego – Misja (z De Niro i Ironsem, ale on raczej rzadko leci w telewizji). Lot nad kukułczym gniazdem (najlepsza scena – Wódz dziękujący za gumę do żucia). Matrix. Godfellas (najlepsza scena: z Laylą w tle).
    Z polskich… Vinci, Kiler, Wielki Szu, Psy, Piłkarski poker.
    Są natomiast dwa polskie filmy, które uważam za rewelacyjne, ale nie jestem w stanie obejrzeć ich drugi raz: Dług i Plac Zbawiciela.

    Polubienie

    1. „Goodfellas” to kolejny film, z którego trudno wybrać jedną scenę. Na mnie największe wrażenie zawsze robiła scena, kręcona na jednym ujęciu. Wiesz która. Majstersztyk: https://www.youtube.com/watch?v=OJEEVtqXdK8

      Po „Plac Zbawiciela” nawet nie sięgałem – nie lubię na siłę wywoływać u siebie depresji. Ale „Dług” to jeden z nielicznych wyjątków, które ratują polskie kino po przemianach ustrojowych.

      Polubienie

      1. Fakt, scena legendarna.
        Przy okazji, może to pomysł na któryś z kolejnych wpisów na blogu? 🙂 Długie ujęcia w filmach. W serialu Detektyw było takie genialne ujęcie, chyba w 4 odcinku. Chyba że to zbyt oklepany temat?
        Pozdrawiam

        Polubienie

      2. O ile „Detektywa” za całokształt nie cenię, tak zdjęcia w tym serialu robił geniusz.
        Sekwencja strzelaniny wbiła mnie w fotel, ale zauważ, jak bardzo odstawała od estetyki reszty odcinków 🙂

        Co do pomysłu na zestawienie, noszę się od jakiegoś czasu, ale żeby to nie była bezsensowna wyliczanka, musiałbym o każdej znaleźć przynajmniej jedną ciekawostkę, żeby nie była to zwykła wyliczanka 🙂 Generalnie zachęcam czytelników do nadsyłania swoich artykułów – chętnie udostępniam miejsce.

        Polubienie

  7. wszystko się zgadza, zwłaszcza Gwiezdne Wrota. Pierwszy film na którym byłem sam w kinie… efekty powalały, do dnia dzisiejszego jeden z moich ulubionych filmów sf. chociaż ja mam sentyment również do starych polskich komedii sprzed transformacji ustrojowej. Miś, Rozmowy kontrolowane, Kinksajz, Seksmisja, Nie lubię poniedziałków… te filmy można oglądać w kółko:)

    Polubienie

  8. Zgadzam się z większosćią. Taką lisę możma by pisać i pisać ale… brakuje mi tu jeszcze 3 filmów, które jak lecą w TV to nie moge ich pominąć a w mojej ocenie są ponadczasowe. Są to mianowicie Vabank I, Vabank 2 i Seksmisja 🙂 Swoją drogą, co do Vabank I to niewiele osób wie, że jedna ze scen została dokręcona/dodana do oryginalnego filmu już po jego emisji w kinach i telewizji.

    Polubienie

      1. To prawda. W szczególności sam mam przesyt Barei ale szkoda, że Machulski nie kontynuuje dobrej passy. Jednak dla mnie Vabank to polski odpowiednik Żądła i oba te fimy oglądam z przyjemnością za każdym razem.

        A pisze o rozmowie pomiędzy Duńczykiem i Kwinto, po próbie zastrzelenia tego ostatniego na stadionie. Zaczyna sie od słów „Na stadionie miałeś taką minę jakby to do ciebie strzelano” mniej wiecej od 44:50 do 46 minuty do słów „3 lata jako kasjer. Zna sie na tym” po czym następuje kontynuacja pierwotnej wersji.

        Film w oryginalnej wersji miałem nagrany przez rodziców na kasetę VHS z telewizji chyba jeszcze z lat 80 i znałem go na pamięć. Nowa scena, jeśli sie nie myle, została dodana/dokręcona w latach 90, bo wtedy ją zauważyłem w wersji filmu która pojawiała się w TV.

        Scena wiele wyjaśnia z tego jaki jest plan Kwinto na Kramera, bowiem w pierwotnej wersji nie jest to aż tak oczywiste.

        Ale ciekawi mnie czy scena ta została dokręcona później (ja mam takie wrażenie choć byłoby to nielogiczne z punktu widzenia kosztów) czy dodana z pierwotnie nakręconego materiału.

        Może uda Ci sie dojść do tego? 🙂

        Polubienie

      2. Dziękuję za cynk. Sprawę przekażę mojej żonie, która zna Vabank na pamięć (podobnie jak reszta tej części rodziny).
        Nie sądzę, że uda mi się znaleźć wyjaśnienia, ale coś postaram się wymyślić 🙂

        PS: „Żądło” moja miłość.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s