15 filmów Quentina Tarantino, których (prawdopodobnie) nigdy nie zobaczymy

Kilka dni temu gruchnęła wieść, że Tarantino porzucił zamiary nakręcenia jeszcze jednego westernu pomimo faktu, że wybrał już dla niego tytuł i ukończył pisanie scenariusza. To właśnie wyciek tego ostatniego był głównym powodem fiaska produkcji „The Hateful Eight”, kolejnego po „Django Unchained” filmu kultowego reżysera. Nie jest to jednak pierwsze zapowiadane przez niego dzieło, które nie ujrzało (i prawdopodobnie nie ujrzy) światła dziennego. Jak się okazuje, Quentin pomysłami strzela niczym bohaterowie jego filmów spluwami, ale jako-takiej skuteczności może im już tylko pozazdrościć. Co przez lata naobiecywał, a czego, niczym rasowy polski polityk, nie zrealizował?

Przed Wami 15 porzuconych filmów i pomysłów Quentina Tarantino. Nie łudźcie się – na 99% reżyser już do nich nie wróci, ale nie porzucajcie nadziei. Ta powinna umierać ostatnia, chociaż w często zaburzonej chronologii jego scenariuszy, kulę w łeb może zarobić już na samym początku. To co następuje później, też może jednak chwytać za jaja.

Double V Vega

Pełnometrażowa produkcja, która przeszła już niemal do legendy. Plotki o powstaniu filmu będącego jednocześnie prequelem i sequelem do „Wściekłych psów” i „Pulp Fiction po raz pierwszy pojawiły się około 20 lat temu. Bohaterami tej historii mieli być bracia Vega: Vincent (z „Pulp Fiction„, grany przez Johna Travoltę) i Vic (Pan Blondyn z „Wściekłych psów”, grany przez Michaela Madsena).

Jak dwie krople wody.
Jak dwie krople wody.

Akcja „Double V Vega” miała toczyć się w Amsterdamie, gdzie Vincent prowadził jeden z klubów Marsellusa Wallace’a (o swoim pobycie w Holandii opowiada m.in. Julesowi przy okazji ćwierćfunciaka z serem). Tamże miał udać się z wizytą Vic, zanim jeszcze zdecydował się wziąć udział w napadzie na jubilera, który znamy z dialogów prowadzonych w magazynie, gdzie wraz z innymi rabusiami torturował porwanego policjanta.

Film nie został nakręcony z błahego powodu: zarówno Travolta jak i Madsen z czasem zestarzeli się tak bardzo, że zdaniem reżysera nie było możliwości, by przekonująco wcielili się w młodsze wersje granych przez siebie postaci. Quentin próbował znaleźć dość naciągane rozwiązanie, ale na szczęście pomysł jednoczesnego sequela „Pulp Fiction” i „Wściekłych psów”, gdzie główne skrzypce mieli grać… bracia bliźniacy braci Vega (czujecie ten bełkot?), szukający zemsty na winnych ich śmierci, spalił na panewce.

Kill Bill vol. 3 i vol. 4

Pamiętacie czarnoskórą dziewczynkę, córkę zamordowanej przez Pannę Młodą Vernity Green, którą główna bohaterka „Kill Billa” pożegnała słowami: „Nie chciałam tego robić w twojej obecności. I za to cię przepraszam. Ale wierz mi na słowo – twoja mama się doigrała. Jeśli, kiedy dorośniesz, wciąż będziesz miała o to żal… będę czekać„?

vernita-corka
Jest czarna, więc pewnie nie pamiętacie.

Tak, jej dorosła już wersja miała być główną bohaterką czwartej części filmu, której życiowym celem było zemszczenie się… na córce Beatrix Kiddo. Chwila, czwartej części? A co z trzecią? Otóż w trzeciej części mścić miało się dwóch okaleczonych przez Umę Thurman w rozdziale „Wielka jatka w domu Błękitnych Liści” zabójców z Crazy 88.

Z tą jatką to bym nie przesadzał.
Z tą jatką to bym nie przesadzał.

I jeśli wydaje się to Wam żenującym odcinaniem kuponów od krwawego hołdu dla kina azjatyckiego… to nie czujcie się zakłopotani. To samo musiał pomyśleć sam Tarantino, który w 2013 roku stwierdził, że „nie ma pojęcia, czy kolejny Kill Bill powstanie”, po chwili dodając, że „raczej nie”. Możecie odetchnąć z ulgą.

Faster Pussycat! Kill! Kill!

Plotki o nakręceniu remake’u kultowego dzieła Russa Meyera pojawiły się w 2008 roku. Z drugiej strony, trudno mówić o plotkach, kiedy tego typu wiadomość pojawia się w renomowanym magazynie Variety. Dla niezorientowanych: „Szybciej koteczku! Zabij! Zabij!” opowiada o trzech tancerkach go-go, które po godzinach lubią odprężyć się grasując po pustyni i prać po mordzie każdego, kto się napatoczy, przy okazji prezentując swoje wdzięki.

Dostać w ryj od takich pań to nie wstyd.
Dostać od takiej w ryj… to nie wstyd.

I jeśli macie zamiar teraz krzyknąć „Kurwa! Idealny materiał na film Tarantino! To się nie mogło nie udać!”, spójrzcie tylko na zaproponowaną przez reżysera obsadę. Oprócz kilku aktorek porno i gwiazdy oryginalnego filmu na dalszym planie, w rolach głównych zaprezentować się miały Kim Kardashian (znana z seks-taśmy, szerokiego zadu i żenującego reality show), Britney Spears (piosenkarka, której aktorski kunszt poznaliśmy w „Crossroads – Dogonić marzenia”) oraz Eva Mendes.

Cóż, o niej trudno coś złego napisać.
O tej ostatniej trudno napisać coś złego.

I chociaż Tera Patrick, popularna wśród mężczyzn, których jedna z kończyn górnych jest nieproporcjonalnie bardziej umięśniona od drugiej, wyznała, że w prywatnej rozmowie Tarantino zarzekał się, iż „film na pewno powstanie”, od 6 lat w eterze panuje niezmącona niczym cisza. I bardzo dobrze, bo kto wolałby oglądać wijącą się Kardashian od dziergających swastyki na czołach nazistów „Bękartów wojny”?

Casino Royale

Tak, dobrze czytacie, film wpisujący się w kanon agenta 007. Nie, nie ten z Danielem Craigiem w roli głównej i Martinem Campbellem na stołku reżyserskim, ale „Casino Royale” Tarantino, w którym wystąpić miał jeszcze Pierce Brosnan. Wieść gminna niesie, że Quentin wyraził chęć ponownej ekranizacji pierwszej bondowskiej powieści Iana Fleminga, jednak studio nie bardzo wierzyło w ten projekt, twierdząc, że nie da się jej przenieść na ekran w sposób atrakcyjny dla widza.

Może trudno w to uwierzyć, ale jest to kadr z któregoś z Bondów.
Nie pomogły nawet najbardziej uprzejme środki perswazji.

Tarantino spotkał się nawet z samym Brosnanem, który wyraził ogromną chęć wystąpienia w filmie (i nie chodziło mu wyłącznie o pieniądze, ale pracę pod batutą kultowego reżysera), ale nawet z nim u boku nie udało się przekonać studia posiadającego prawa do marki Bond, James Bond. Tarantino odpuścił (mówiąc w jednym z wywiadów, że „producenci bali się, że zrobi z tego film tak dobry, że spierdoli resztę tej serii„), ale włodarze MGM zorientowali się, że skoro ktoś taki jak on widzi szansę w realizacji tego filmu, to można jednak spróbować go nakręcić. Sam reżyser jednak nie był (i nie jest) zainteresowany pracą z innym aktorem niż Pierce Brosnan, więc nigdy nie dowiemy się, jak dobrą (bądź złą) produkcją byłby 007 w klimacie nieco bardziej kryminalnym.

Airport 2005

Czyli pierwszy film katastroficzny w dorobku twórcy „Pulp Fiction”. Zaczęło się jako żart opowiedziany dziennikarzom w trakcie promowania pierwszej części „Kill Billa”, ale skończyło się na prawdziwej burzy mózgów. Zainteresowany filmami katastroficzno-przygodowymi z lat 70. Tarantino rozważał oddanie hołdu takim produkcjom jak „Płonący wieżowiec”, „Tragedia Posejdona” i serii „Port lotniczy”, w którym udział wziąć miało jak najwięcej aktorów z jego wcześniejszych produkcji.

Jak widać, wszyscy aktorzy wyrazili zainteresowanie.
Ciekawostka: w prawym dolnym rogu Quentin oddaje hołd Disneyowi. Nie, naprawdę.

Pilotem miał być John Travolta, Pam Grier („Jackie Brown”) stewardessą, a w pozostałych rolach wystąpić mieli: Michael Madsen, Tim Roth, Harvey Keitel, Bridget Fonda i Robert Forster. Prace nad projektem faktycznie miały trwać, gdyż do mediów przedostała się wiadomość o rozmowie na jego temat z Samuelem L. Jacksonem (który później być może „pożyczył sobie” pomysł do realizacji „Węży w samolocie”). Niestety, niewiele wskazuje na to, iż reżyser jest wciąż zainteresowany jego realizacją. Sytuacji nie poprawia fakt, że jego kumpel Eli Roth zrealizował niedawno coś bardzo podobnego. Jaki jednak był „Aftershock” każdy wie. Jaki mógł być z Quentinem – nigdy się nie dowiemy.

Inne pomysły (ten 1%, który może uda się jeszcze zrealizować):

1. „Killer Crow” – czyli osadzona w czasach II wojny światowej opowieść w stylu „Bękartów wojny”, o grupie czarnych żołnierzy, którzy wkurwieni rasistowskimi docinkami białych dowódców i szeregowych żołnierzy, postanawiają urządzić małą rzeź w bazie wojskowej, a następnie uciec do Szwajcarii.

2. „40 Lashes Less One” – ekranizacja powieści Elmore’a Leonarda (autora m.in. „Rumowego ponczu”, który był kanwą „Jackie Brown”), opowiadająca o dwóch skazanych na śmierć mężczyznach (jeden o czarnym, drugim o czerwonym kolorze skóry), którym ma być zwrócona wolność, o ile uda im się załapać pięciu najbardziej poszukiwanych przestępców Dzikiego Zachodu. Tarantino wciąż posiada prawa do przeniesienia książki Leonarda na ekran, więc może ten 1% szans zarezerwowane jest właśnie dla tej produkcji.

Apacz i czarnuch to zaiste wybuchowa kombinacja.
Materiał na sequel „Django” jak znalazł.

3. Film o wytwórcach i szmuglerach nielegalnego alkoholu, osadzony w latach 70. na amerykańskim południu. Nic więcej o projekcie nie wiadomo oprócz tego, że miał być „w dechę”, jak zapowiadał sam reżyser.

4. Trylogia „Gem, set, mecz” – oprócz Jamesa Bonda, Tarantino flirtował też ze szpiegowskimi powieściami Lena Deightona, o czym wyznał dziennikarzom przy okazji promocji „Bękartów wojny”. „Gem w Berlinie”, „Set w Meksyku” i „Mecz w Londynie” opowiadają o brytyjskim szpiegu Bernardzie Samsonie, działającym w okresie Zimnej Wojny. Po szczegóły fabuły odsyłam do powieści. Są tak dobre, że pojawiły się już w filmie Tarantino (postać grana przez Roberta Forstera czyta jedną z nich w „Jackie Brown”). W roli głównej – Simon Pegg, który u Tarantino miał wystąpić już w „Bękartach”, ale plany pokrzyżowały inne zobowiązania (jego rola ostatecznie poszła do Michaela Fassbendera). Niestety, przez 5 ostatnich lat temat realizacji nie został podjęty ani razu.

W końcu znalazłem pretekst, by wrzucić tu zdjęcie Megan Fox.
W końcu znalazłem pretekst, by wrzucić tu zdjęcie Megan Fox.

5. „Siedem czarnych nut” – remake włoskiego horroru Lucio Fulciego, o kobiecie, która w rozbitej ścianie znajduje trupa (no dobra, szkielet), a następnie stara się ustalić tożsamość nieżyjącej osoby. Rola główna zarezerwowana jest dla Bridget Fondy, ale o realizacji jak dotąd ani widu, ani słychu.

6. „The Ultimate Jason Voorhees Movie” – jedna z części „Piątku trzynastego”, w której oprócz Jasona miał się pojawić Freddy Krueger z „Koszmaru z ulicy Wiązów” oraz Ash z „Martwego zła”. Film na razie nie powstaje, ale to co się tam miało dziać (a dzieje się dużo i krwawo) możecie przeczytać w komiksie „Freddy vs. Jason vs. Ash”.

To się nie mogło nie udać.
To się nie mogło nie udać.

7. „The Man from U.N.C.L.E.” – jeszcze jedna próba wskoczenia w klimaty szpiegowskie, będąca filmową ekranizacją serialu o tym samym tytule. Realizację filmu zaproponowano Quentinowi po sukcesie „Pulp Fiction” i przez chwilę nawet zastanawiał się nad rozpoczęciem zdjęć. W roli głównej mieli wystąpić George Clooney oraz… sam reżyser. Zamiast tego od duetu Clooney-Tarantino dostaliśmy „Od zmierzchu do świtu”. Filmem był później zainteresowany Steven Soderbergh (też chciał kręcić z Clooneyem), a obecnie przymierza się do niego brytyjski odpowiednik Quentina – Guy Ritchie (ten chce kręcić z Tomem Cruise’em).

8. Niezatytułowany film o gangsterach z lat 30., czyli coś w klimacie „Nietykalnych” czy „Wrogów publicznych”. Niestety nic więcej nie wiadomo – informacja o tym padła podczas jednego z wywiadów. Tarantino zapytany o plany wymienił to jako jeden z interesujących go tematów, a następnie zamilkł na kilka następnych lat.

Nie przeszkodziło to fanom w tworzeniu chujowych kolaży.
Nie przeszkodziło to fanom w tworzeniu chujowych kolaży.

9. „John Brown” – Tarantino nazywa go swoim ulubionym Amerykaninem. Główny bohater to abolicjonista, który wychodził z założenia, że jeśli czarni zaczną rozlewać białą krew, może da im to do myślenia i zdecydują się znieść niewolnictwo. To on był prowodyrem nieudanego powstania niewolników w 1859 roku, które uznaje się za jedną z bezpośrednich przyczyn wybuchu Wojny secesyjnej. W filmie Tarantino bunt czarnych miał być jednak udany (i, jak się pewnie domyślacie, bardzo krwawy), a amerykańska wojna domowa nie wybucha.

10. „Modesty Blaise” – czyli to co Vincent Vega czytał na klopie na moment przed śmiercią w „Pulp Fiction”. Seria komiksów i powieści o młodej kobiecie, obdarzonej nieprzeciętnymi umiejętnościami, która w przeszłości miała na pieńku z prawem. Od wielu lat prawa do ekranizacji posiadało Miramax (wytwórnia-matka Quentina), ale o mały włos straciłoby je, gdyż do końca nie wiadomo było, czy Tarantino podejmie się realizacji. Kiedy kończył się zakontraktowany czas na wyprodukowanie adaptacji, Harvey Weinsten zlecił szybkie nakręcenie filmu przeznaczonego na rynek DVD, do którego podpiął nazwisko swojego ulubieńca. „Quentin Tarantino Presents: My Name is Modesty” nie ma jednak nic wspólnego z reżyserem, dlatego odpuśćcie sobie szukanie. Sam Quentin Tarantino, w przeciwieństwie do tego co widnieje na okładce, odradza.

Lektura tego gówna jest, jak widać, niebezpieczna.
Lektura tego gówna jest, jak widać, niebezpieczna.

Do poczytania:

http://www.denofgeek.com/movies/quentin-tarantino/25708/the-unmade-films-of-quentin-tarantino
http://blogs.indiewire.com/theplaylist/the-lost-unmade-possible-future-films-of-quentin-tarantino-20130327?page=1