21 października 2015 roku. 30 lat później

To już dziś! Podczas, gdy u nas wybiła północ, w Stanach Zjednoczonych pozostało jeszcze tylko kilka godzin do przybycia do teraźniejszości podróżnika z roku 1985. Wyczekiwana od 26 lat koniunkcja linii fabularnej drugiej części „Powrotu do przyszłości” oraz kontinuum czasoprzestrzennego, w którym przyszło nam żyć, staje się faktem. Co prawda samochody wciąż nie latają (chociaż stopniowo, model po modelu, zyskują samoświadomość), ale spory fragment filmowej rzeczywistości został już dogoniony przez prawdziwy świat. Ja jednak nie o tym. A może inaczej – nie tylko o tym. Bo ukochany przez wszystkich kinomanów film skrywa znacznie więcej, niż tylko zapędy scenarzystów w kształtowaniu naszej doczesności. Co przeoczyliśmy?

Witajcie w przyszłości!

Witajcie w przyszłości!

Okazuje się, że całkiem sporo

Chociaż „Powrót do przyszłości II” telewizje pokazują równie często, co „Panią Doubtfire” (ale niestety nie tak często, jak „Kevina samego w domu”), przez lata wielu widzom z pewnością umknęły pieczołowicie przygotowywane przez twórców smaczki. Dość powiedzieć, że autor tych słów ogląda przygody Marty’ego McFly’a przynajmniej raz na 12 miesięcy, a i tak o części z niżej zgromadzonych ciekawostek dowiedział się w trakcie robienia researchu doń. Jest to o tyle ciekawe, że Robert Zemeckis z ekipą specjalnie nie ukrywali (przynajmniej nie wszystkich, ale o tym za chwile) najróżniejszych easter eggów, najczęściej pchając je nam prosto na twarz. Ich stężenie jest jednak na tyle duże, że przynajmniej kilka mogło zwyczajnie w akcji zaginąć. Dlatego, bez zbędnych ceregieli, zajmijmy się ich ponownym odkrywaniem. Lepszej okazji ku temu naprawdę nie będzie!

Lecimy!

Lecimy!


Początek końca

Zakończenie pierwszego „Powrotu do przyszłości”, chociaż wyglądające jak celowa furtka do nakręcenia kontynuacji, pierwotnie miało być jedynie żartem. Scena z powracającym z przyszłości po Marty’ego i Jennifer doktorem Emmettem Brownem, miała pełnić rolę bombastycznego zwieńczenia produkcji, z odlatującym DeLoreanem w jej kulminacji. Dopiero po wielkim sukcesie filmu faktycznie zdecydowano się na nakręcenie kolejnej (a właściwie kolejnych, bo II i III kręcono równocześnie) części. Jednak już na początku napotkano na przeszkodę niemal nie do przeskoczenia. Wcielająca się w Jennifer Claudia Wells nie mogła wystąpić w drugiej odsłonie z powodu bardzo złego stanu zdrowia matki. Nie byłoby to jednak tak dużym problemem, gdyby nie wspomniane zakończenie, w którym jej postać faktycznie została w przyszłość zabrana.

Jak widać na załączonym obrazku.

Jak widać na załączonym obrazku.

Siłą rzeczy twórcy musieli zatrudnić inną aktorkę i zakończenie „jedynki” nakręcić jeszcze raz, robiąc z niego faktyczny początek „dwójki”. W castingu wybór padł na Elizabeth Shue, która dopiero zaczynała na dobre karierę w Hollywood. Shue była bardzo wówczas podobna do Wells, jednak aby jednak widzowie nie odczuwali zbytniego dyskomfortu, scenarzyści zadecydowali, że rola Jennifer w sequelu zostanie zmarginalizowana. To właśnie dlatego w filmie bohaterka szybko traci przytomność. Kto wie jak wyglądałby cały film, gdyby Wells zdecydowałaby się jednak odejść od łóżka chorej rodzicielki i dołączyć do znajomej obsady? Nam pozostaje jedynie spekulować i porównać sobie zakończenie z początkiem. Prawdę mówiąc, dopiero patrząc na poniższe wideo, pokazujące obie sceny jednocześnie, udaje mi się wyłapać bardzo minimalne różnice. To tylko świadczy o świetnej robocie, jaką odwalili twórcy całej trylogii.

https://www.youtube.com/watch?v=n4QLKKqjk7A


Śmierdząca sprawa

Znacznie cięższy orzech do zgryzienia mieli twórcy z Crispinem Gloverem, który z powodów na poły ideologicznych (nie podobał mu się morał całej historii, w której szczęście bohaterów równało się poprawieniu ich sytuacji materialnej) oraz finansowych (paradoksalnie, chciał też, żeby jego „hajs zgadzał się” bardziej) nie zdecydował się na wzięcie udziału w sequelu. W przeciwieństwie jednak do postaci Jennifer, Zemeckis nie zdecydował się na pełne zastąpienie ojca Marty’ego innym aktorem. Miast tego, w niektórych scenach zdecydował się skorzystać z fragmentów pierwszego filmu (sceny w przeszłości), a w filmowej teraźniejszości tak upodobnić mało znanego Jeffreya Weissmana do Crispina Glovera, stwarzając wrażenie, że ten ostatni faktycznie wystąpił w „Powrocie do przyszłości II”. Zrobili to tak dobrze, że praktycznie nikt nie zauważył różnicy.

Dodatkowym utrudnieniem było też celowe odwrócenie bohatera do górny nogami. Ciekawszą sprawą jest natomiast córka Marty'ego, którą też zagrał Michael J. Fox (na zdjęciu z prawej).

Dodatkowym utrudnieniem było też celowe odwrócenie bohatera do górny nogami. Ciekawszą sprawą jest natomiast córka Marty’ego, którą też zagrał Michael J. Fox (na zdjęciu z prawej).

Jak się możecie domyślać, użycie wizerunku w filmie bez zgody samego zainteresowanego skończyło się wielomilionowym pozwem, który po korzystnym dla Glovera wyroku sądowym zmienił Hollywood. Od tej pory praktyki, jakich dopuścił się Zemeckis z ekipą, są zabronione, chyba że aktor, który portretował daną postać w oryginale, wyrazi swoje przyzwolenie. I, oczywiście, dostanie za to odpowiednią kwotę w pachnących nowością, zielonych banknotach.


Szczęki 19

Wróćmy do nadganiania rzeczywistości. 21 października 2015 roku Marty przybywa do Hill Valley i widzi trójwymiarową zapowiedź dziewiętnastej odsłony serii „Szczęki”. Reżyserem oczywiście Spielberg, z tym że następnego pokolenia. Max (którego imię widzimy na kinowym afiszu) mógł zostać wielkim filmowcem, ale nie poszedł w ślady ojca w przeciwieństwie do synów Ivana Reitmena (Jason, reżyser „Dziękujemy za palenie” i „W chmurach”) i Johna Landisa (Max, scenarzysta „Kroniki”) – reżyserów tworzących równolegle z nim i Robertem Zemeckisem.

Za tobą!

Za tobą!

„Szczęki” też, na szczęście, nie doczekały się kolejnych sequeli, poza czterema częściami już nakręconymi. W związku jednak z nadejściem roku 2015, studio Universal wypuściło przezabawną zapowiedź 19. filmu z serii, przy okazji uchylając rąbka tajemnicy na temat treści wcześniejszych czternastu.


Sklep ze starociami

Jedno kilkusekundowe ujęcie, a tyle dobra. Prawdopodobnie nigdy w historii kina nie upchnięto tak wiele easter eggów, w tak ciasnym miejscu. Oczywiście najważniejszym eksponatem za szybą sklepiku „Blast from the Past” jest sportowy almanach (wszak to ona napędza fabułę drugiej części „Powrotu”), ale i pozostałe „antyki” zasługują na nieco dłuższą uwagę. Co zatem możemy zobaczyć na ekspozycji? Najpierw zerknijcie na nią z bliska.

Trochę się tego nazbierało.

Trochę się tego nazbierało.

W oczy z pewnością rzuca się kaseta VHS (pamiętacie jeszcze co to?) z filmem „Szczęki 2” oraz gry „Szczęki” i „BurgerTime” na konsolę NES. Mamy też królika Rogera (z filmu Zemeckisa, który nakręcił z udziałem m.in. Christophera Lloyda pomiędzy obiema częściami „Powrotu do przyszłości”), kasetę wideo z filmami „Menażeria” Johna Landisa oraz „Dragnet” (z udziałem Dana Aykroyda i Toma Hanksa). Jest też kamera firmy JVC (model nieco wyższy od tego, którego Marty używał w pierwszym filmie), kurtka dżinsowa Marty’ego (również z oryginalnego filmu), album muzyczny oraz krótki film Ronalda Reagana (wspominanego w trylogii tu i ówdzie).

Zarobię na tym fortunę!

Zarobię na tym fortunę!

Oprócz tego widzimy wodę mineralną Perrier z 1982 roku (co szokujące, w butelkach!), popiersie JFK, pudełko na drugie śniadanie z Pac-Manem, klasyczną butelkę Pepsi-Coli, „antyczny komputer” Macintosh z 1984 roku, wydaną w 1989 roku książkę „Kardynał z Kremla” Toma Clancy’ego, lalkę Barbie oraz jej ukochanego Kena i wiele innych. Ale to nie wszystko! Pełną listę znajdziecie tutaj.


Do kawiarenki wstąpić chciałem

Kolejną kopalnią jajeczek wielkanocnych jest kawiarenka w stylu lat 80, w której Marty spotyka m.in. swojego syna. W tle przygrywa nam „Beat It” Michaela Jacksona (który jest też jednym z wyświetlanych barmanów, obok Ronalda Reagana i zmarłego kilka miesięcy przed premierą filmu ajatollaha Chomeiniego), na ekranach telewizorów wyświetlane są „Smurfy”, „Policjanci z Miami” oraz wybrane odcinki talk-show „Oprah”, serialu „Taxi” (w którym występował Christopher Lloyd) a także „Więzów rodzinnych” (gdzie jedną z głównych ról grał Michael J. Fox). Na ścianach można dostrzec gumowe maski z podobiznami znanych ludzi, zdjęcia z misji NASA oraz sportowe pamiątki.

Długo kochanie swoje prosić musiałem!

Długo kochanie swoje prosić musiałem!

We wschodniej części kawiarni umieszczono dwa rowery stacjonarne, co jest nawiązaniem do klubu fitness prowadzonego przez niejakiego Lou – mogliśmy go zobaczyć w pierwszym filmie, w roku 1985. Po stronie zachodniej stoją oczywiście dwa automaty do gier – jeden z nich to kultowy (i, patrząc na tabliczkę, „bezcenny – nie dotykać”, bezcenny) „Pac-Man”, a drugi to „Dziki rewolwerowiec”, przy którym Marty spotyka przyszłego Frodo Bagginsa. Ten ostatni automat został przygotowany specjalnie na potrzeby filmu na bazie amerykańskiego odpowiednika japońskiego Famicoma (znanego u nas jako Pegasus) i był swoistą zapowiedzią konfliktu między McFly’em a Bufordem „Wściekłym psem” Tannenem z trzeciej części „Powrotu do przyszłości” (nawiasem mówiąc, główny bohater arcade’owej gry zowie się „Wściekły pies” właśnie).

Zaskoczony stylem, w jakim urządzono kawiarenkę i nieco zagubiony Marty zamawia butelkę Pepsi. W tym momencie spod lady wyjeżdża pojemnik z butelką Pepsi Perfect, wymyślonej specjalnie na potrzeby filmu. Bohater ma problemy z jej otwarciem i nigdy nie dowiadujemy się, czy w końcu się udało, ani jak smakowało. Możemy się o tym przekonać dopiero dzisiaj, kiedy Pepsi, specjalnie na dzień 21 października wyprodukowała limitowaną edycję 6500 butelek Pepsi Perfect, do nabycia na terenie USA. Część z nich dostępna była już wcześniej na jednym z popkulturowych konwentów (niespodzianka dla uczestników, którzy przebrali się za Marty’ego McFly’a), ale dopiero teraz można ją nabyć normalnymi drogami. Za jedyne 20 dolarów i 15 centów (czujecie? 20.15!), w przeciwieństwie do $50, które w filmie musiałby zapłacić główny bohater.

Dziennikarze otrzymywali wersję jeszcze bardziej limitowaną, z imitacją deskolotki w zestawie (fot. CNET)

Dziennikarze otrzymywali wersję jeszcze bardziej limitowaną, z imitacją deskolotki w zestawie (fot. CNET)


Dzisiejsze USA

Czyli „USA Today” z 22 (Doktor zdobył jutrzejsze wydanie podróżując w czasie) października 2015 roku, na którym Martin McFly zostaje aresztowany. Nie ten jednak news (ani alternatywny, który pojawia się po pokonaniu Griffa) przykuwa naszą uwagę najbardziej. Patrząc na pierwszą stronę, możemy dowiedzieć się o fali przestępstw związanych z kradzieżą tożsamości („THUMBS BANDITS STRIKE„, czyli „ataki bandytów od kciuków”, zdobywających odciski linii papilarnych, a następnie rabujących domy ich właścicieli), morderczych, bo spadających z nieba śmieciach („MAN KILLED BY FALLING LITTER„), zagrożeniu szwajcarskiej organizacji terrorystycznej („SWISS TERRORIST THREAT„), zbawiennym działaniu cholesterolu („Cholesterol may be cancer cure„, które widzi w nim lekarstwo na raka), zmęczeniu urzędującej pani prezydent („PRESIDENT SAYS SHE’S TIRED„, czyżby przeczuwał triumf Hilary Clinton?) i wizycie królowej Diany w Waszyngtonie („WASHINGTON PREPARE’S FOR QUEEN DIANA VISIT„). Cóż, tego ostatniego nie dało się w żaden sposób przewidzieć.

gazeta-powrot-do-przyszlosci

W nagłówku gazety można wyczytać, że jej nakład to 3 miliardy egzemplarzy (twórcy spodziewali się mocnego przeludnienia naszej planety), a koszt to 6 dolarów (tu z kolei założyli, że inflacja wyniesie około 300% – normalna cena USA Today to 2 dolary). Zamiast wersji internetowej, dziennik dostarczany jest za pomocą technologii „Compu-Fax”, a treść każdego artykułu, jeśli spojrzeć z bliska, jest identyczna. Tutaj wyszło lenistwo rekwizytora, który nie przewidział, że „Powrót do przyszłości” doczeka się wersji w wysokiej rozdzielczości na Blu-ray, gdzie treść poszczególnych będzie można odczytać z ekranu.


Powrót do przeszłości

Cofnijmy się teraz w przeszłość, podobnie jak Biff, który przeskakując z 2015 do 1955 roku zmienił linię czasową, stając się magnatem Hill Valley w roku 1985. Jak zapewne pamiętacie, przerobił on miejski ratusz na luksusowy apartamentowiec z kasynem, muzeum swojego życia (w którym palenie nie tylko nie jest zabronione, ale wręcz wymagane) oraz sugestywnym „Rajem rozkoszy”. Nie wszyscy jednak zwrócili uwagę, że pozbył się również kultowego zegara. Jest to jedyna linia czasowa w filmie, w której miejski czasomierz nie występuje.

Ale i tak jest piękna.

Ale i tak jest piękna.

We wspomnianym muzeum możemy zauważyć fotografię Buforda „Wściekłego psa” Tannena, co było niejako zapowiedzią kolejnego filmu z serii. Jeśli porównamy jednak zdjęcie Thomasa F. Wilsona z tym, jak wyglądał w zamknięciu trylogii, zauważymy sporo różnic. Wzięło się to zapewne z faktu, że zdjęcie zostało wykonane jeszcze w czasie przymiarek. Makijaż nałożony na Wilsona ostatecznie postanowiono nieco zmodyfikować, nadając bohaterowi bardziej komediowy niż złowieszczy charakter.

"A ten, to kto?"

„A ten, to kto?”

Na pewno w Biffie widziały coś kobiety, bo jak tu inaczej wytłumaczyć randki z Marilyn Monroe i Jayne Mansfield? Swoją drogą, do pomysłu mieszania w historii na materiałach archiwalnych reżyser Robert Zemeckis powrócił w „Forreście Gumpie”, gdzie Tom Hanks w podobny sposób za pomocą komputerów był osadzany w archiwalnych kronikach filmowych.

biffkobiety

Co by o nim nie powiedzieć, trudno odmówić mu gustu.


U la la!

I na zakończenie, to co tygrysy lubią najbardziej. Czyli piękne nagie kobiety, których w „Powrocie do przyszłości”, filmie skądinąd dość familijnym, nie zabrakło. Mowa oczywiście o magazynie Oh LàLà, którego Biff użył jako swego rodzaju przynęty na Marty’ego. To właśnie jeden z numerów pisma główny antagonista włożył w obwolutę sportowego almanachu, uniemożliwiając McFly’owi łatwe do niego dotarcie.

Sam magazyn oczywiście został wymyślony na potrzeby produkcji, ale hardkorowi miłośnicy filmu dotarli do oryginalnego okładkowego zdjęcia – zostało ono zapożyczone z pierwszej strony wydanego w lipcu 1955 roku prawdziwego magazynu Swank. Widzimy na nim Venetię Stevenson, której fotografię odbito w lustrze i umieszczono w „Powrocie do przyszłości II”.

Ku uciesze nastolatków.

Ku uciesze nastolatków.

Zawartość zaś tego numeru zaczerpnięto z 29 numeru magazynu Paris Sex Appeal z grudnia 1935 roku, który podobnie jak filmowe Oh LàLà kosztował 4 franki francuskie i 50 centymów. A to w 1955 roku było równowartością 92 amerykańskich centów, jeśli już musicie wiedzieć.


Powrót do przyszłości

I na zakończenie fantastyczna reklama firmy Toyota, która oddając hołd „Powrotowi do przyszłości”, zaprosiła głównych bohaterów, by mogli porozmawiać o tym, jak trafnie film przewidział przyszłość. Zwróćcie uwagę, jak niewiele starszy wydaje się Christopher Lloyd i jak bardzo dała się we znaki Michaelowi J. Foxowi choroba Parkinsona. Oraz na to, jak potrafi z niej zażartować.

Na razie teaser, ale do wieczora pojawi się pełna wersja:

AKTUALIZACJA: Jest i pełna wersja!

Podczas pisania tego tekstu korzystałem ze strony Futurepedia, będącej prawdziwą kopalnią ciekawostek na temat trylogii „Powrót do przyszłości”. Koniecznie zajrzyjcie!